Po tych kilku odcinkach postanowiłam zatrzymać się na chwilę i dodać moje przemyślenia na powyższy temat.
Zacznę
od tego, że oczywiście jestem historykiem z wykształcenia, ale nie pociągnęłam
kariery naukowej poza magistra. Co nie zmienia faktu, że pracuję w zawodzie,
jestem fanką historii i wciąż pogłębiam swoją wiedzę. I tak, jak w tym cyklu,
dzielę się z Wami moimi odkryciami i wiedzą. Ale chcę, żeby było jasne i żeby
nikt nie myślał, że zjadłam wszystkie rozumy, oświadczam, że żaden z wpisów nie
ma charakteru naukowego, raczej są to posty popularyzatorskie i hobbystycznie i
absolutnie nie daję sobie prawa do tego, że ja niby wszystko wiem i że wszystko,
co piszę to prawda i jeno tylko prawda. Oczywiście szukam wiedzy, korzystam z
książek i Internetu, ale w wielu przypadkach mogę się mylić albo mieć niepełną
wiedzę. Poza tym moje wpisy są subiektywne i oparte na mojej opinii i
odczuciach. Także nie cytujcie mnie w swoich pracach licencjackich i
magisterskich.J
I drugie poza tym, ilu historyków, tyle zdań, ale zawsze chylę czoła przed
doktorami i profesorami, oni i ich dzieła naukowe są najważniejsze. I nawet
ostatnio sobie przypomniałam, z jak wielkim szacunkiem, a niekiedy i z trwogą
(na egzaminach) podchodziłam do moich wykładowców. A dzisiaj, kiedy widzę ich
dzieła na półkach księgarń, albo kiedy występują w radio lub piszą artykuły do
pism historycznych, jestem dumna, że taka a taka persona mnie uczyła. I przede
wszystkim moje wyrazy szacunku kieruję do mojego promotora pana profesora Jana
Tyszkiewicza. To był i jest bardzo wymagający wykładowca, ale pisanie pod jego
okiem magisterki było przyjemnością, chociaż też ciężką pracą, bo pan profesor
nie uznawał bylejakości.
Inne
moje przemyślenie dotyczy tego, że odkąd zagłębiłam się w świat naszych
przodków, nie mogę z niego wyjść. Za każdą kartką, za każdą informacją czai się
co raz więcej nowości, które co raz bardziej rozpalają moją wyobraźnię. Nawet
przez myśl mi przeszło, że może zrobić w tej tematyce doktorat. Miałam kiedyś
robić doktorat z tematu o muzułmanach polskich, ale życiowe zakręty nie
pozwoliły mi na realizację tego planu. Teraz też nie będę szaleć. To była tylko
taka myśl, z tym, że ja nie nadaję się na naukowca, ani nie znam starych
języków, ani nowych, ani nie umiem grzebać w starych dziełach. Chociaż, pewnie
gdybym zaczęła, to by mnie to wciągnęło. Ale nie zacznę, wolę jednak traktować
historię, jako moje hobby, którym się z Wami dzielę.
Myślałam,
że załatwię za jednym zamachem baśnie/legendy słowiańskie, ale kiedy do nich
zajrzałam, to zobaczyłam, że tak się nie da. Jeden wpis i jedna baśń, inaczej
się nie da. Jest tego za dużo i na pewno nie dam rady wszystkiego Wam opisać.
Ale spróbuję, a dlaczego nie?:) To samo z symboliką religijną i kulturową, no
trochę tego jest. Ale dla mnie osobiście, jest to bardzo ciekawe i wciągające.
Do tego stopnia, że zakupiłam 2 fachowe książki historyczne i jedną z baśniami. Chyba przez lata nie wyjdę z tego tematu,
chyba że mi się znudzi, ale na razie na to się nie zanosi. Życzę Wam, żebyście
tak, jak ja zachwycili się naszą historią.

Komentarze
Prześlij komentarz