Cypr cz.1
Poleć na Cypr mówili, złapiesz trochę słońca mówili. Tymczasem na Cyprze: burza za burzą, wiatr łeb urywa i raz na jakiś czas spada z nieba grad.
Już na jesieni zaplanowałam z przyjaciółkami wyjazd na Cypr. I oto jestem. Na razie pogoda pod psem, ale że dzisiaj prawie cały dzień byłyśmy na wycieczce, to nam tak to nie przeszkadzało. Zwiedziłyśmy kilka ciekawych miejsc. Bizanatyjski kościół z IX wieku, gdzie mogłyśmy podziwiać średniowieczne malowidła naścienne. Małą rodzinną manufakturę Loukoumi, tradycyjnych żelkowych cukierków z Cypru. Co ciekawe, w procesie powstawania nie dodaje się do nich żelatyny, za to mnóstwo cukru. Cukierki mają różne smaki i kolory. Potem pojechałyśmy do skały Afrodyty, która okazała się zwykłą bryłą kamienia. A ja myślałam, że ta skała będzie miała choć trochę kobiecy kształt. Pani przewodniczka opowiadała nam dużo Afrodycie, w tym, o tym jak się narodziła. Każda z nas wiedziała że Afrodyta wyłoniła się z morskiej piany, ale żadna z nas nie wiedziała że najpierw Kronos odciął genitalia Uranosowi, które to wpadły do wody i zostało otoczone pianą, z której wyłoniła się Afrodyta. Mitologia Greków jest naprawdę pokręcona. Przy skale Afrodyty widoczki były cudowne, więc zrobiłyśmy sobie dużą sesję zdjęciową. Morze w tym miejscu miało kolor jasnoniebieski i na pierwszy rzut oka miało konsystencję cienkiej reklamówki o tym kolorze. Wiem, beznadziejny opis, ale może jeszcze dodam, że w starych bajkach kukiełkowych, tak przedstawiono wodę. Z plastikowych cienkich folijek. Zdjęć mam mnóstwo, ale niestety mój aparat w telefonie nie jest najlepszej jakości, więc zdjęcia nie oddają tego koloru.
Trasa wycieczki ciągnęła się wzdłuż Morza Śródziemnego i widok z klifów na te przestrzenie wody, robił ogromne wrażenie. Potem pojechaliśmy w góry, gdzie mogliśmy podziwiać ruiny starej łaźni rzymskiej oraz teatr rzymski wykuty, oczywiście, na zboczu skały. Niesamowite jest to, że siedziałam sobie wysoko na stopniach, a pani przewodniczka opowiadała nam o tym teatrze stojąc na samym dole i nie miałam problemu z jej usłyszeniem. Niesamowita akustyka.
Po powrocie do hotelu zrobiłyśmy sobie sjestę przy drineczkach oraz zjadłyśmy pyszną kolację. Potem w lobby pojawił się pan, który grał na skrzypcach pod podkłady różnych piosenek, więc nie tylko miałyśmy czego posłuchać, ale też trochę potańczyłyśmy. Hotel jest pełen Polaków i trudno jest usłyszeć obcy język. Jak się również okazało, większość kobiet to nauczycielki. W moim gronie też nie jestem jedynym belfrem. No cóż od szkoły nie zawsze daje się uciec. He he.























Komentarze
Prześlij komentarz