Kajaki reaktywacja
Dosłownie. Bo w zeszłym roku ani razu na nich nie byłam. Potem na wiosnę Renówka poszła na odnowę biologiczną, na której utknęła, na kilka miesięcy. I dopiero pod koniec lipca: taaaaa daaaaam! Kajaki! Jupi! Nareszcie, super! Z tej radości byłam na nich już dwa razy, a i chyba w poniedziałek będzie jeszcze jedna wyprawa. Ale od początku. Kiedy Renówka wróciła z rekonwalescencji, a kajaki czekały grzecznie na przyczepie na swój czas, pojechałam z tatą na niedzielny rekonesans nad Wkrę. Chcieliśmy zobaczyć czy woda wysoka, czy zarośnięta i w ogóle. No i szczęki nam opadły z zaskoczenia. Tłum, jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Kajak za kajakiem, parkingi zastawione samochodami, autokary ze zorganizowanymi wycieczkami, istny tłum turystów wylewający się z każdego zakamarka. Zgroza! A pomyśleć, że 20 lat temu, kiedy zaczęliśmy przygodę z kajakami na Wkrze, Narwi czy Orzycu prawie nikogo nie było. Owszem, wędkarze, ludzie na brzegu na piknikach byli, ale ludzie w kajakach - rzadko...