Jastarnia- lato 2026. cz.2
Pomału dobiega koniec moich wakacji w Jastarni, Obyło się bez fajerwerków, ale ja wcale nie pragnę fajerwerków. Towarzystwo dopisało i dobrze się z nim bawiłam. Były grille i wspólne plażowanie oraz spacery. Furorą tego roku były pieczone ziemniaki i pieczarki duszone z cebulą i koperkiem. Miodzio. Jak dla mnie mogłoby na grillu nie być kiełbasek ani szaszłyków. Wystarczyłyby tylko te dwa przysmaki i surówka. Nie zrobiłam żadnej pizzy ani innego dania. Nie miałam weny na gotowanie. Dużo stołowałam się na mieście. Dziś też pewnie pójdę do Urwisa- jak zwykle😀. Byłam tylko na jednej bezie- z rokitnikiem. Może jutro jeszcze raz pójdę, tak na zakończenie pobytu? Co do pogody, to jest w kratkę. Ale było kilka dni słońca, którego w końcu miałam dość. Jestem spalona na mahoń. Woda luksusowa, zero sinic, było tylko trochę meduz. Przez kilka dni były wysokie fale, więc trudno było mi wyjść z wody, bo co fala, to lepsza. Mnie oczywiście pogoda nie przeszkadza w siedzeniu w morzu. Ale nie po...