Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2020

Wykłady w Muzeum Ziemi w Warszawie

Obraz
Nie wiem czemu nie zostałam paleontologiem, ponieważ od dawna interesuje mnie ewolucja życia na Ziemi, dinozaury, a w ostatnich czasach potwory z morskich głębin. Być może dlatego, nie poszłam na takie studia, bo wtedy mało interesowałam się innymi kierunkami, niż te podstawowe typu – historia, polski czy geografia. Także paleontologia przeszła mi koło nosa, co nie przeszkadza mi być hobbystą laikiem. Co prawda, daleko mi do prawdziwych fascynatów, ponieważ ograniczam się do chłonięcia wiedzy, przekazywania jej dalej, oglądania filmów i dyskutowania z bratankami, którzy też lubią dinozaury. Na moich półkach nie znajdziecie żadnej skamieliny ani figurki gada z gipsu. Ale temat lubię i już. Korzystając z okazji, że jestem wychowawczynią klasy bio-chem zaproponowałam im lekcję muzealną w Muzeum Ziemi o potworach z jurajskiego morza. Wycieczka odbyła się we wtorek i uważam, że ja najdłużej jestem pod wrażeniem nowo nabytej wiedzy. Nie mówię, że młodzieży to się nie podobało, też by...

Blue Monday

Obraz
No i nie miałam depresji! Za to miałam w głowie wielki znak zapytania. Co ci ludzie z tym blue mondejem wyprawiają. Co to w ogóle jest? Znowu jakieś wyprzedaże w sklepach? A nie można tak dla odmiany nazywać wydarzeń po polsku? Okazało się jednak, że to międzynarodowa sprawa. Wyczytałam, że jakiś brytyjski psycholog Cliff Arnall obliczył coś   i wyszło, że trzeci poniedziałek stycznia jest najbardziej depresyjnym dniem w roku. No i wczoraj ludzie gadajo- blue monday i blue monday, a ja nie wiedziałam, o co chodzi. Nawet pan konserwator mówił mi o tym przy ksero, ale ja myślałam, że chodzi mu o zwykłe – nienawidzę poniedziałków. Dzisiaj już jestem mądra i wsadzę tę informacje do szafki z napisem - Największa Głupota Roku. Zważywszy, że depresja jest częścią mojego życia (na szczęście w stanie spoczynku), to kto jak kto, ale ja powinnam odczuć obniżenie nastroju. Tymczasem, nie miałam na to czasu i jedyną moją dolegliwością w poniedziałek, była zdarta pięta. Dzień zakończyłam...

Subkultury lat dziewięćdziesiątych

Obraz
Przypominam, że moje wpisy są subiektywne i oparte na moich wspomnieniach ewentualnie wsparte wspomnieniami kolegów i koleżanek. Przeczytałam jedną z części moich wypocin o latach 80-tych i 90-tych i czuję lekki niedosyt. Niby opisałam muzykę, stroje, czas wolny, transformację ustrojową oraz moją historię, a tu wciąż za mało. Być może trochę się powtórzę, ale nic to, zaczynam. Subkultury Metalowcy, punki, czy skinheadzi, to przeszło do nas z poprzedniej dekady. Część moich znajomych utożsamiało się z tymi grupami, ale szczerze mówiąc byli już reliktem przeszłości, bo na podwórka lat dziewięćdziesiątych wkraczali dresiarze, skejci (tak, będę pisać w spolszczonej wersji) i fani muzyki techno. I zacznę od dresiarzy. Wieść miejska niosła, że ta subkultura rozpoczęła się od okradzenia tira z dresami na Targówku. Ale tak naprawdę, to był moment. Kiedy byłam w pierwszej klasie LO, po mojej szkole na Bródnie chodzili raczej zwyczajnie ubrani ludzie. Pewnie, było i kilko...

Lata 90' – Wakacje – Cz. 5 - Wyjazdy

Obraz
Wakacje nastolatka Pierwsza – robota w szklarni i na polu Druga – korty Trzecia – imprezy Czwarta – nocowanie po domach Piąta – wakacyjne wyjazdy Ja nie wiem, dlaczego rodzice puszczali mnie bez żadnego nadzoru na wakacje. Ja bym siebie nie puściła. Gdyby chociaż to był wyjazd na obóz młodzieżowy, ale nie, jechaliśmy sami i to na słowo honoru. Słowo honoru, że jesteśmy tam, gdzie mówiliśmy, że będziemy. Beztroska naszych rodziców była tak duża, że nawet nie ingerowali w to, gdzie jedziemy i w ogóle nie pomagali nam w pakowaniu walizek. Dostawialiśmy pozwolenie, kasę i tyle. Ich nadzór był mniej więcej taki. - Jedziecie do Mielna? Dobrze tam jest ciocia B., zameldujcie się u niej. Koniec. - Jedziecie do Mrągowa? Dobrze, pole namiotowe należy do znajomych. - Jedziecie do Jastarni? Dobrze, że już jesteście pełnoletni. Ale od początku. Mój pierwszy, samodzielny wyjazd miał miejsce w ósmej klasie szkoły podstawowej, kiedy to rodzice wsadzili mnie do pociągu i...

Smaczki z Ukrainy:)

Po kawior. Myślałam, że kupię go w sklepie, jakimś supermarkecie czy coś, ale nie. Poszłam z O. na bazar, gdzie spotkałyśmy S., której zostało przedstawione moje zapotrzebowanie na kawior. Kobieta uśmiechnęła się i powiedziała, żeby iść za nią. Przeszliśmy przez ulicę i weszliśmy w jakieś podwórko, a raczej na teren jakiegoś warsztatu. Wszędzie walały się jakieś deski i jakieś inne rzeczy. Podeszliśmy do małych, obskrobanych drzwiczek, przed którym stał facet w roboczym ubraniu. Kiedy nas zobaczył odsunął się od nich i zostałyśmy wpuszczone do środka. A tam normalnie, jak scena z życia półświatka. W małym pomieszczeniu, znajdowało się kilku mężczyzn, w roboczych ubraniach, z poważnymi minami i wszyscy patrzyli na nas, jakby oceniając, czy na coś możemy się   z O. przydać. Przy małym stoliku siedział facet, do którego zwróciła się S. o kawior. Pan burknął 130 hrywien, a potem mruknął – 100 i dostałam upragniony towar.   Wyszłam stamtąd z puszką i w lekkim szoku. ...

Na Ukrainie – cz.3 – Jak tam jest?

Obraz
Myślałam, że w Polsce jest dużo kościołów, ale Ukraina bije nas podwójnie na głowę. W naszym kraju widzimy głównie świątynie katolickie, a   cerkiew czy zbór protestancki spotykamy rzadziej. Tam mamy kościół na kościele i to trzech wyznań chrześcijańskich, prawosławnych, greko –katolickich i rzymsko – katolickich. W jednej miejscowości można spotkać wszystkie trzy i to wybudowane niedaleko od siebie. Są bardzo ładne, zadbane i większość z nich jest nowa i dopiero co pomalowana w żywe kolory i świecąca z daleka złotymi kopułami. Wyraźnie odcinały się na tle buro- szarej aury tej pory roku. Jeśli miałabym wskazać, co się tam najczęściej buduje, to nie domy czy mieszkania, ale właśnie cerkwie. W naszym kraju mamy też mnóstwo przydrożnych kapliczek, ale po wielu z nich widać ząb czasu. Na Ukrainie jest jeszcze więcej kapliczek, a wszystkie lśnią odnowione, tak jakby je ktoś wczoraj postawił. W dużych miastach świątynie są o wiele większe i bardziej różnorodne, ale mnie urzekły właś...