Jastarnia cz.3 - wielkie żarcie
Powiem Wam jedno, ja już nic nie mieszczę. Dzisiaj nie dokończyłam obiadu. Oczywiście mogłam wcisnąć na siłę, ale już ostatnie dwa widelce wepchałam na sztywno. A co jadłam? Zaległy makaron z pastą z bobu. Z tym, że tutaj prawie codziennie, któryś z posiłków jest wielkim żarciem. Wczoraj na kolację mieliśmy kolejnego grilla. Szaszłyki i ser pleśniowy z rusztu, a do tego pieczone pieczarki z cebulą. Najedliśmy się po korek i musieliśmy zrobić sobie spacer po Jastarni, żeby zmieścić kolejną porcję. A i tak nie daliśmy rady. Szaszłyki zostały na dzisiaj.:)), ale ja ich nie jadłam:). Dobrze, że dużo chodzę i pływam, bo inaczej nie zmieściłabym się w drodze powrotnej do wagonu. A tego bym nie chciała, w końcu mam już kupiony bilet. ‐----------------------‐--------------------- Pisane kolejnego dnia. Jak widzicie, mimo rutyny i przewidywalności odpoczynku, nie mam czasu na pisanie. Na razie koniec wielkiego żarcia, ale do jutra, bo wywdy znowu stanę za sterami kuchni i tym r...