Piraci z Karaibów: Zemsta Salazara
Obejrzałam wczoraj piątą część Piratów z Karaibów i tak się rozczarowałam, że postanowiłam trochę o tym napisać. Pierwsze trzy części miały na pewno większy nakład finansowy, co zaowocowało świetnymi charakteryzacjami, widowiskowymi scenami, takimi, że aż dech zapiera. Dialogi były lekkie, śmieszne i bardzo naturalne. Nawet to, że występowała w nich Keira Knightley (co uważam za najsłabsze ogniwo tych produkcji), nie popsuło filmów. Johnny Depp odgrywał Jacka Sparrowa po mistrzowsku. Kapitan Barbossa, pan Gibs, fajtłapowaci żołnierze czy piraci, byli fenomenalni. Podobało mi się to, że nie upiększano bohaterów, że mieli brzydkie zęby, słabe włosy i że było tacy, jak wyjęci z XVIII wieku. Disney odkurzył dawno zapomniany gatunek, jakim jest film przygodowy i wszedł na rynek z przytupem. I to się im bardzo chwali, ale powinni skończyć na trzeciej części. Przedobrzyli. Czwarty film, mogę jeszcze uznać, jako wykorzystanie przez producentów i reżysera popularności i sukcesu,...