Pan Tadeusz
Po raz pierwszy czytany nie jako lektura, ale jako dobrowolny wybór i ciekawość, jak będę odbierać epopeję po latach. Może zacznę od tego, że trafiła mi się w podstawówce nauczycielka, która uwielbiała Adama Mickiewicza i już w czwartej klasie kazała nam go czytać. Inwokacja na tip-top, a reszta czytana fragmentami przez jakiś czas na początku lekcji. Nie sądzę żebym coś z tego wtedy rozumiała, ale przynajmniej nauczyłam się dobrze czytać na głos. Później rzeczywiście to była lektura obowiązkowa, której nigdy nie doczytałam do końca. Mimo, że lubię Mickiewicza, to Pan Tadeusz nie przypadł mi do gustu i po prostu gdzieś tam pewnie pośrodku się zatrzymałam i nie ruszyłam dalej. Dzisiaj ponownie sięgnęłam po ten utwór i zdania nie zmieniam. Narodowa epopeja jest nudna, jak flaki z olejem. Co prawda daleko nie zabrałam, ale strasznie mnie ten utwór irytuje. Nie chodzi o kwieciste opisy przyrody, ale o dialogi, które są dla mnie lekko niestrawne. Główny bohater, niejaki Pan Tadeusz jest...