Rankingi
Wyścig szczurów, tabelki i wyniki, tylko to się liczy w bezdusznym świecie rankingów.
O co mi chodzi?
O dwie rzeczy. Pierwsza, to
wysłuchanie bardzo fajnego podcastu o tym, jak powinny wyglądać rzetelne
rankingi, a druga, to miejsce w tabeli Perspektyw, która bierze pod uwagę tylko
zdawalność matur i ich procentowy próg.
Zacznę od Perspektyw.
Generalnie ja mam w nosie
rankingi i miejsce w tabeli, ale nie mam w nosie młodego człowieka. Ale to ja,
za to bezduszny ranking już tak. Dlaczego? Nie daje uczniom prawa do błędu, a
co za tym idzie nie, dostaje też takiego prawa szkoła. Nie daje prawa do
niezdania matury lub kiepskich wyników.
Jako rodzice pewnie
zastanawiacie się czasami, a może często, dlaczego w szkole średniej
nauczyciele tak cisną. Dlatego, że niemalże każdej szkole zależy na tym, żeby
znaleźć się w pierwszej setce najlepszych szkół. A jeśli maturzyści położą
maturę ( wystarczy jedna czy dwie osoby), to w będzie Internecie
informacja, że szkoła nie ma 100% zdawalności. A uwierzcie mi, dla wielu
rodziców liczy się te 100%, bo 98% czy 95%, to już za mało. Pytają wtedy,
dlaczego nie 100%? Co się stało, że jedna osoba nie zdała? Jak widzicie, nie ma
miejsca na popełnianie błędów. I mnie osobiście, to wkurza. Bo bezduszna
maszyna licząca oraz bezduszna opinia publiczna nie przyjmuje do wiadomości, że
może zdarzyć się, że ktoś nie zda. A są takie osoby. I niekoniecznie chodzi o
tych, co się nie nauczyli. Czasami maturzysta ma słabszy dzień, ból głowy albo
nerwy go zeżrą, a może dzień przed egzaminem zakończył związek, a może ojciec
się upił i całą noc była w domu awantura, a może młody człowiek uwierzył, że
jest beznadziejny, bo mu to powtarzali każdego dnia rodzice i nauczyciele?
Powodów jest wiele. Podam nawet mój, chociaż ja ostatecznie zdałam maturę. Ale
kiedy weszłam na ustną historię dostałam trzy pytania, na które nie znałam
odpowiedzi, sparaliżowało mnie, chociaż byłam pewniakiem na dobrą ocenę. Z
pisemnego egzaminu miałam 4. A na ustnym zapomniałam wszystkiego. Całe
szczęście, że miałam sporo czasu na odpowiedź i atlas historyczny, udało mi się
zdać i okazało się, że jednak coś tam na te tematy umiałam. Ale są tacy, którzy
się nie uspokoją i co wtedy? Pustka w głowie i 0%. Dla takiego absolwenta,
to osobista porażka, a dla szkoły spadek w rankingu albo wręcz wylecenie z
pierwszej setki.
I gdzie tu człowiek? Pytam się.
Na szczęście niektóre strony
internetowe biorą pod uwagę więcej informacji o szkole niż poziom zdawalności
matury, a poza tym istnieją jeszcze rankingi, które są bardziej
szczegółowe i przez co lepsze niż bezduszne cyfry. Podcast z 3 lutego tego roku
na Nauka to lubię - "Czy ranking szkoły mówi całą prawdę", właśnie
porusza ten temat. Według gościa programu, ranking powinien mieć więcej
wytycznych niż wyniki matur. Na przykład - atmosfera w szkole, ilość wyjazdów
na wycieczki, stosunek nauczycieli do ucznia, społeczność szkolna, co jest w
niej fajne, a co do poprawy. Podobał mi się ten wywiad, bo ja też tak myślę,
jak autor i chciałabym, żeby rankingi były bardziej ludzkie.
W wielu rozmowach z rodzicami,
którzy przychodzili ze swoimi dziećmi na dni otwarte szkoły, zadawano mi
pytanie: Czy to jest normalna szkoła, czy będzie wyścig szczurów? Nie wszyscy
patrzą na wyniki matur, a dla młodych ludzi niejednokrotnie ważniejsza jest
atmosfera w szkole niż miejsce w tabeli.
Napisała, co wiedziała i kończy.

Komentarze
Prześlij komentarz