Zakończenie roku maturzystów


Powiem Wam, że jeszcze takiego zakończenia roku dla czwartych klas, to ja nie widziałam. A widziałam i organizowałam ich wiele. Każde było wyjątkowe, wzruszające i jeśli akurat żegnałam swoją klasę, to i trudne. Człowiek zżywa się ze swoimi klasami, więc nie dziwne, że się wzrusza i chce tę chwilę pożegnania przeciągać w nieskończoność. Mam wiele wspomnień i pięknych laurek od moich byłych klas. Ale to zakończenie roku było trochę inne. I nie wiem, czy to z powodu, że liceum jest czteroletnie a nie trzyletnie, czy też dlatego, że był to pierwszy rocznik, który nie siedział na zdalnym nauczaniu. A może ja się starzeję i staję się bardziej sentymentalna? Nie wiem. 

Na czym ta inność polegała?

Po pierwsze młodzież sama przyszła do nas i powiedziała, że chce zorganizować cześć artystyczną na zakończenie roku. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak było. Tymczasem, dwie dziewczyny przyszły do mnie i powiedziały mi, że napisały piosenkę i czy mogę rzucić na nią okiem, czy nadaje się do publicznego wykonania. Rzuciłam okiem, powiedziałam, co pod czujnym uchem nauczycieli nie przejdzie i popędziły ją poprawiać. To, co mnie wzruszyło, to że uhonorowały mnie w niej, za lekcje historii. Tym bardziej to doceniam, bo dziewczyny były z bio – chemu, ale moje lekcje, jak same powiedziały bardzo lubiły. Inna grupa dziewczyn biegała po szkole z kamerą i nagrywała życzenia od nauczycieli dla maturzystów. A wszystko to potem było puszczone w auli podczas zakończenia roku.

Sama uroczystość była mało oficjalna i bardzo rodzinna. Widać było, że młodzież się z nami zżyła a my z nimi. Przedstawiciel Rady Rodziców powiedział piękne słowa do młodzieży, takie, jakie ja sama bym im powiedziała. O tym, żeby nie dali się wkręcić w świat ideału, żeby umieli powstawać z upadków, że życie dorosłe jest przed nimi, i że to od nich zależy, jak będą je prowadzić. I żeby znali swoją wartość. Potem przedstawicielki czwartych klas zrobiły podsumowanie lat spędzonych w szkole, było i poważnie i z przymrużeniem oka. A z każdego wypowiadanego zdania wynikało, że dobrze się czuli w naszej szkole. A przecież różnie bywało i śmiesznie i strasznie.

A po oficjalnej części poszłam z moją młodzieżą do sali, żeby powiedzieć im kilka słów na koniec. I tego też jeszcze nie było, bo ja nie tylko się wzruszyłam, ja płakałam jak bóbr. W ogóle nie powiedziałam im tego, co sobie zaplanowałam, ale i tak chyba wyszło dobrze, bo oni też płakali. Nie mogliśmy się rozstać, mimo, że będziemy się jeszcze widzieć na maturach. Dostałam od nich prezent, z tych, które uwielbiam, czyli samodzielnie zrobionych. Zdjęcie klasy, a wokół niego odciski ich palców przerobione na śmieszne buźki i podpisane ich imionami. A z tyłu cały elaborat od serca. Minął tydzień od tego zakończenia roku, a ja wciąż go przeżywam. Uściskom nie było końca, indywidualnych życzeń i podziękowań też. Nie będę ich tu przytaczać, chce to zachować dla siebie, ponieważ padały bardzo osobiste słowa. Ale to nie był koniec, kiedy moi absolwenci poszli szukać innych nauczycieli, do mnie przyszło mnóstwo młodzieży z innych czwartych klas. Najbardziej wzruszyło mnie pojawienie się trzech ancymonków, co to przez cztery lata mieli ze mną dużo do czynienia, zwłaszcza na poprawach. Też ich uściskałam, a potem weszła prawie cała ich klasa i od nich dostałam pamiątkową tabliczkę z podziękowaniami od serca. Bardzo mnie tym wzruszyli, bo myślałam, że jak zwykle przyjdą delegacje, a tu taka radość. Byli prawie wszyscy. I znowu łzom i uściskom nie było końca. Im też trudno było wyjść z mojej klasy. Naprawdę się zżyliśmy. Naprawdę się lubiliśmy. A wydawało by się, że skoro przez cztery lata się czepiałam, upominałam, wkurzałam, walczyłam z telefonami, z ich gadulstwem i nie zawsze dobrym zachowaniem, to że oni tego nie docenią, A tu proszę, w życiu w tak krótkim czasie nie uściskałam tylu osób.

To zakończenie też było inne pod tym względem, że ja zajrzałam również do wcześniejszych prezentów od wcześniejszych moich klas i znowu się wzruszyłam. Czy patrząc na zdjęcia czy na wierszyki, laurki i karteczki z życzeniami, było to dla mnie bardzo, bardzo wzruszające.

Także pamiętajcie, nauczyciele, to też ludzie, też mają po Was wspomnienia i przemyślenia. A ja te wszystkie pamiątki mam i raz na jakiś czas zaglądam.

Kiedyś powiedziałam sobie, że jak mi się znudzi młodzież, to odejdę ze szkoły. Nie znudziła mi się, uwielbiam ją i lubię mój zawód.

A maturzystom życzę dobrze zdanej matury i fajnej dorosłości.

 

Ps. Do wszystkich maturzystów. Wyjdźcie z domu na maturę wcześniej, żebyście nie mieli stresu, jak pociąg stanie w szczerym polu albo tramwaje. Ja jadę na 8:00, wy też tak zróbcie.:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"