Jastarnia- lato 2026. cz.2
Pomału dobiega koniec moich wakacji w Jastarni, Obyło się bez fajerwerków, ale ja wcale nie pragnę fajerwerków. Towarzystwo dopisało i dobrze się z nim bawiłam. Były grille i wspólne plażowanie oraz spacery. Furorą tego roku były pieczone ziemniaki i pieczarki duszone z cebulą i koperkiem. Miodzio. Jak dla mnie mogłoby na grillu nie być kiełbasek ani szaszłyków. Wystarczyłyby tylko te dwa przysmaki i surówka. Nie zrobiłam żadnej pizzy ani innego dania. Nie miałam weny na gotowanie. Dużo stołowałam się na mieście. Dziś też pewnie pójdę do Urwisa- jak zwykle😀. Byłam tylko na jednej bezie- z rokitnikiem. Może jutro jeszcze raz pójdę, tak na zakończenie pobytu?
Co do pogody, to jest w kratkę. Ale było kilka dni słońca, którego w końcu miałam dość. Jestem spalona na mahoń. Woda luksusowa, zero sinic, było tylko trochę meduz. Przez kilka dni były wysokie fale, więc trudno było mi wyjść z wody, bo co fala, to lepsza. Mnie oczywiście pogoda nie przeszkadza w siedzeniu w morzu. Ale nie powiem, jednego dnia, zanim do niej weszłam, to się rozgrzałam, jak do morsowania😃. Ale to było po długim siedzeniu na leżaku, po prostu skostniałam.
Jeden dzień w Jastarni.
Rano
W południe
Wieczór i noc
Już wróciłam do Jabłonny i resztę piszę już siedząc we własnym pokoju.
W czasie tego pobytu dwa razy byłam w kinie Żeglarz. Jeśli lubicie klimaty retro, to miejsce na pewno Wam się spodoba. Ale zajmujcie ostatni rząd pod ścianą albo pierwszy, bo inaczej możecie oglądać tylko głowę widzów przed sobą. Byłam ze znajomymi na "Odysei" i mimo, że siedziałam na samym końcu u dzieliło mnie przejście od reszty siedzeń, to i tak w połowie napisów miałam widok na łysą głowę pana widza. Ale film fajny, trzyma w napięciu, ale żebym uważała, że wstrząsnął kinem, to nie.
Za to wstrząsnął mną pozytywnie koncert muzyki filmowej w kościele. Trzy skrzypaczki i facet na wiolonczeli. Coś pięknego. Grali przez półtorej godziny. Nagrałam fragmenty, bo szkoda mi było tracić czas na grzebanie w komórce, wolałam słuchać. Mam nadzieję, że jeszcze to powtórzą, bo rzeczywiście zasłużyli na oklaski na stojąco. A co grali? Od Shreka po James Bonda, przez Króla Lwa do Mama Mia!
Była to uczta dla ucha.
I w zasadzie, to tyle. To był wyjątkowo spokojny wyjazd i to właśnie podobało mi się najbardziej.











Komentarze
Prześlij komentarz