Płock i nie Kutno- cz.2
Teraz już mogę Wam wyjaśnić, o co chodzi z tym "nie Kutnem". Sprawa jest prosta, miało być zwiedzanie Płocka i Kutna. Niestety Kutno wypadło z grafiku z powodu ruchomych piasków.
Po zwiedzeniu muzeum secesji w Płocku wsiedliśmy do pociagu, który miał nas zabrać do Kutna. Tam mieliśmy zjeść obiad i zwiedzić kilka miejsc. Ale pociąg nigdzie nie pojechał, z powodu zatrzymania całego ruchu kolejowego, ponieważ doszło do wypadku. Koleje Mazowieckie pod przewodnictwem młodej konduktorki załatwiły nam autokar i...
I tu zaczęła się przygoda.
Jeszcze na dworcu w Płocku, tłum zdenerwowanych i zdezorientowanych ludzi nie wiedział gdzie się podziać. My na szczęście stanowiliśmy małą grupkę podążającą za naszą panią z pociągu. Oczywiście, jak zawsze w takich sytuacjach, jedni słuchali komunikatów, inni panikowali, a jeszcze inni darli się nie tylko na obsługę pociągów, ale i na innych pasażerów. Nasza pani ogłosiła: pasażerowie z KM proszeni są do autokaru. Poszliśmy, ale nie tylko my, bo i kilkoro podróżnych z IC do Katowic.
Ale to już wyszło w drodze. Oczywiście winna była nasza pani, a nie głupota ludzka.
Pociąg czy autokar, musiał zatrzymywać się na każfej stacji. Na jednej z nich zastaliśmy kolejny tłum czekających na transport zastępczy pasażerów, ale oni jechali do Płocka. Na szczęście awanturujący sie pan i niezadowoleni pasażetowie z IC do Katowic poszli sobie.
Jedziemy dalej. Rozmawiam z kolegą, gdy dwóch panów nagle się nas zapytało:
- Dokąd ten autokar jedzie?
-.Do Kutna - odparliśmy.
- Co? Nie do Płocka?
- Nie do Kutna.
Panowir zaklęli szpetnie i oznajmili, że oni dopiero co w Kutnie wsiedli w pociąg i jechali do Gdyni. Dlaczego znaleźli się nie w tym pojeździe, co trzeba? Ich kierownik pociągu powiedział:
- Zaraz podjedzie autokar zastępczy, proszę do niego wsiąść.
No i wsiedli, tylko, że to nie był ten autokar.
Muszę przyznać, że mimo pomyłki panowie zachowali dobry humor i nir winili całego świata za awarię na kolei.
Wjechaliśmy na wąską asfaltową drogę. Pan kierowca próbował się z niej wycofać, ale brakowało mu miejsca do nawrotki. Dlatego pojechał dalej szukając większej przestrzeni. I znalazł łąkę. 🤣🤣🤣🤣. Na której się zakopał na amen. 🤣🤣🤣🤣. Zamiast zwiedzania Kutna, mieliśmy piknik pod lasem, który trwał kilka godzin. Znowu trafiły się osoby, które za wszystko winiło naszą panią konduktorkę za wszystko, co nas spotkało. Na szczęście obrazili się i sobie poszli szukać innego transportu. Za to większość z nas była w dobrych humorach i dodkonale bawiła na przymusowym popasie. Dobrze, że łąka byłana slraju lasu, mogliśmy się tam schować przed żarem słońca.
A potem wydarzyło się kilka rzeczy. Jeden z panów, co to mieli jechać do Gdyni pobiegł szukać pomocy. Po kilkunastu minutach, już był pan na traktorze praz pani, która przywiozła nam wodę. Naprawdę było bardzo gorąco. Dziękuję tej pani za ratunek, bo rzrczywiście nie spędziliśmy tam pół godziny, a ze trzy.
Jeden traktor nie zdołał wyciągnąć autokaru z piachu, drugi-mocniejszy, też nie. Dopiero sprowadziba ciężka ciężarówka dokonała tego cudu. My, pasażerowie w tym czasie kibicowaliśmy panom "ratownikom" i mądrzyliśmy się, jak każdy domorosły ekspert, jak to my byśmy lepiej ogarnęli temat. Uwolnienie autokaru z zakopania spotkało się z uznaniem i aplauzem pasażerów. Do Kutna dojechaliśmy na obiado- kolację. Pan kierowca, pani konduktor i my pasażerowie czule się pożegnaliśmy. Te kilka godzin bardzo nas do siebie zbliżyło. Nasz kierownik wycieczki nawet napisał do KM pochwałę dla tej młodej dziewczyny, która bardzo profesjonalnie się nami zajęła oraz dzielnie znosiła humory pasażerów. Panom, którzy jechali do Gdyni życzyliśmy dotarcia tam przed północą.
Nie udało nam się zwiedzić Kutna, ale i tak stwierdzilśmy, że dzień był udany.😀





Komentarze
Prześlij komentarz