Bułgaria - Sofia cz.4


Ta część będzie głównie o jedzeniu, ale nie tylko.
Jak wiadomo ja, jako alergik mam ograniczone możliwości poznawania kuchni świata. Zwłaszcza, że kuchnie świata, które ostatnio odwiedziłam kochają do wszystkiego dodawać orzechy albo owoce morza. Na szczęście w Bulgarii znalazłam też coś dla siebie. Ale nie tylko ja, moi towarzysze również. 
Na dzień dobry, postanowiliśmy zjeść coś tradycyjnego, więc moi znajomi wzięli musakę, a ja zawijańca- czyli zawiniętą, jak ślimak białą kiełbaskę nadzianą na patyk. To było bardzo dobre. Ale chyba najbardziej smakowały mi marynowane i grillowane warzywa. Praktycznie wybierałam je do każdego dania. W zasadzie mogłabym jeść tylko to. W naszym menu znalazły sie też sałatka szopska, ciabaty na sto sposobów oraz humus z warzywami. I wszystko było pyszne. Czy coś mnie zaskoczyło? zdziwicie się, herbata. Zamówiłam ją i byłam wielce zaskoczona jej smakiem. Ja lubię różne herbaty, ale takiej jeszcze nie piłam. Była z tymiankiem i oregano. Była ostra i orzeźwiająca. Coś pysznego. 
Musaka




Nie jedliśmy jedynie kuchni bułgarskiej, ale też bardzo włoską pizzę i grecki obiad. I tu nie wiedziałam czy płakać ze szczęścia czy z rozpaczy, bo dostałam porcję, którą mogły najeść się trzy osoby. I rzeczywiście podzieliłam się nim z innymi. Co to było? Sami zobaczcie.



Ciabatę przywiozłam do Polski i zrobiłam w domu na ciepło. Kiełbaskami i frytami się podzieliłam, a nawet ostrymi papryczkami. Ogólnie było pyszne. Chodząc uliczkami Sofii można kupić pizzę z okienka. Duże, trójkątne kawałki kosztowały grosze i były sycące. Co do napojów alkoholowych, trudno mi się wypowiadać, bo nie piję, ale piwo bułgarskie było według moich towarzyszy dobre. Ja piłam wodę i pepsi. I jakieś lemoniady, nawet dobre.
Byliśmy również w... Lidlu i tam kupiliśmy sobie na przegryzkę ichniejsze kruche ciasto ze szpinakiem lub serem. Ja uwielbiam szpinak, więc dla mnie taka przegryzka była idealna. Lody ze sklepu były, jak ze sklepu, za to te drogie i kultowe były świetne. I duże porcje. Trochę śmieję się z tym, że drogie, bo w ogóle mam wrażenie, że czy w Polsce, czy we Włoszech, czy w Bulgarii, to jest jeden z najdroższych deserów. 
Miałam też okazję napić się wody mineralnej z ciepłych źródeł. A raczej gorących, ale że ja lubię taką wodę, to z miłą chęcią się jej napiłam. Przy okazji przy źródłach zaczepił nas pan, który przemawiał do nas czystą polszczyzną. Jak się okazało, był lingwistą słowiańskim z Bułgarii z Sofii, ale bywa w Polsce i to nie tylko w dużych miastach, jak Warszawa czy Gdańsk, ale i w Łomży. Miło. 
Nadszedł też czas kupienia pamiątek. Jak wiadomo, wszędzie można kupić magnesy, kubki i breloczki. Ja kupiłam skarpety i kolorową torebkę z napisem Bułgaria. Ale da fanów fajansu, też coś było:

Turystka z Polski😄



I na koniec jeszcze kilka luźnych zdjęć.
Cerkiew Sweta Nedela. 

Pomnik Sofii

Budynek parlamentu. Mini Pałac Kultury;)

Mieszkaliśmy na przeciw Ambasady Polskiej. Na płocie wywieszono plakaty informacyjne o polskich naukowcach.


Góry Witosza


Rozkład metra w metrze😀

Cokół po pomniku Armii Radzieckiej i inne komunistyczne rzeźby.

Kanałek, przez który przerzucono Most Orłów

Wnętrze kościoła katolickiego

Pomnik Sofii z innej perspektywy

Turystka z Polski na lotnisku

To zdjęcie miało być gdzie indziej, ale cztery razy nie wyszło, więc jest na końcu. Po mojej minie widać, że jestem w stanie euforii mad humusem i herbatą z oregano😀

To był bardzo udany wyjazd. 🫠

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Cypr cz.1