Kajaki reaktywacja
Dosłownie. Bo w zeszłym roku ani razu na nich nie byłam. Potem na wiosnę Renówka poszła na odnowę biologiczną, na której utknęła, na kilka miesięcy. I dopiero pod koniec lipca: taaaaa daaaaam! Kajaki! Jupi! Nareszcie, super!
Z
tej radości byłam na nich już dwa razy, a i chyba w poniedziałek będzie jeszcze
jedna wyprawa. Ale od początku.
Kiedy
Renówka wróciła z rekonwalescencji, a kajaki czekały grzecznie na przyczepie na
swój czas, pojechałam z tatą na niedzielny rekonesans nad Wkrę. Chcieliśmy
zobaczyć czy woda wysoka, czy zarośnięta i w ogóle. No i szczęki nam opadły z
zaskoczenia. Tłum, jak na Marszałkowskiej w Warszawie. Kajak za kajakiem,
parkingi zastawione samochodami, autokary ze zorganizowanymi wycieczkami, istny
tłum turystów wylewający się z każdego zakamarka. Zgroza!
A
pomyśleć, że 20 lat temu, kiedy zaczęliśmy przygodę z kajakami na Wkrze, Narwi
czy Orzycu prawie nikogo nie było. Owszem, wędkarze, ludzie na brzegu na
piknikach byli, ale ludzie w kajakach - rzadko. I wtedy pływaliśmy tylko w
weekendy. Tymczasem lata mijały, a ta forma rekreacji zyskała wielu sympatyków,
wzdłuż Wkry otworzyło się mnóstwo wypożyczalni sprzętu, zorganizowano plaże i
bary, no i na wodzie zaczęły pojawiać się tłumy. Ja tym ludziom tego nie żałuję,
tylko w tym hałasie i tłoku trudno obserwować przyrodę. Dlatego w weekendy
pływamy tylko poza sezonem, czyli wiosną i jesienią, a w wakacje w tygodniu. I
tak zrobiliśmy i tym razem. Pojechaliśmy popływać w środę i piątek. Ludzi mało,
cisza, spokój, relaks. W środę pojechałam z nastolatkami i dzieciakami, a w
piątek dołączył jeszcze tata i oczywiście Renia, którą znacie z moich wycieczek
po Polsce. Było cudownie i super. Bardzo lubię pływać po Wkrze. I nie ma
znaczenia, czy są to kajaki, kanu czy krypa (zrobiona z dachu Ducato), tam się
po prostu płynie. Zazwyczaj pływamy od Jońca do Borkowa, ale zdarza nam się
zacząć i od Bolęcina, a kiedyś często spływaliśmy do Kosewka. Ale niezależnie od
miejsca startu i mety Wkra jest najpiękniejszą rzeką, po której pływałam. Jest
czysta, można obserwować rośliny wodne oraz ryby. Można się w niej kąpać, można
obserwować ptaki i owady. Można się wyciszyć i zrelaksować, ponieważ w
momencie, kiedy przestajesz wiosłować nastaje błoga cisza, zakłócana tylko
odgłosami przyrody. Można też spotkać krowę w wodzie i pasące się na brzegu
konie. Tam jest po prostu cudownie. Fajnie jest też pływać kajakiem po rzece,
bo nie ma tyle wiosłowania, co na jeziorze. Kiedy nie wiosłujesz, nie stajesz w
miejscu, tylko woda dalej cię niesie. Ale nie myślcie sobie, że w ogóle nie
wiosłowałam. Zakwasy były. Z resztą, jak zawsze po pierwszych kajakach.
Tylko
pamiętajcie, że jeżeli wybieracie się na nie w upalny dzień, to nie zapomnijcie
o wodzie, kremie do opalania, kapeluszu lub chustce na głowę oraz jedzeniu. Na
wodzie może się Wam wydawać, że wszystko jest w porządku i że nic się nie
dzieje, wietrzyk wieje, promyki łagodnie pieszczą wasze policzki, a pić się nie
chce, bo przecież jesteście na wodzie. No, a potem spaleni słońcem, osłabieni i
na skraju omdlenia padniecie na twarz. Z resztą łatwo poznać, że trzeba
odpocząć, czegoś się napić i zjeść. Kiedy płynąc zaczniecie czuć senność i
będziecie ziewać, to znak, że czas zrobić popas, wykąpać się w rzece i odpocząć
na brzegu. Bo w końcu to jest rekreacja a nie sprint do mety, można, a nawet
trzeba robić przystanki.
Kocham
kajaki! 😀🛶🛶🛶🛶








Komentarze
Prześlij komentarz