Z wizytą u kolorystki
Jestem chyba ostatnią osobą, która interesuje się modą, stylem oraz tym, co należy na siebie włożyć, żeby podkreślić to i owo. Mniej więcej wiem, co mi pasuje, nie przykładam zbytniej uwagi do codziennego stroju, makijaż robię od święta (dosłownie), a zakupy ubrań są dla mnie koszmarem. W ogóle najlepiej czuję się w dresach i luźnych sportowych ubraniach. Ale jednak jestem kobietą, więc skoro dostałam propozycję spotkania i dobrania do mojej urody kolorów, oczywiście nie uciekłam z krzykiem, tylko umówiłam się na sesję i wyszłam z niej zachwycona.
Czego się dowiedziałam? Że jest więcej odcieni
kolorów, niż do tej pory myślałam. Zostało przypasowane do mnie tylko 250 z
nich, a jak się dowiedziałam, to nie był pełen pakiet.
A co z tego dopasowania wyszło?
Wyszło to, że najlepiej jest mi w kolorach
zimnych i ciemniejszych, pomijając biały, który też do mnie pasuje.
A czego się tam dowiedziałam?
Wielu rzeczy. Na przykład, że pomarańczowy w
ogóle mi nie pasuje. Czułam to przez skórę, ale dopiero na tej sesji zobaczyłam
to wyraźnie. I teraz muszę komuś oddać moją pomarańczową sukienkę. Dowiedziałam
się również, że jasne kolory mnie postarzają i w ogóle wyglądam w nich źle.
Nazywałam je teściowymi kolorami. Nie mam teściowej, więc mogę sobie tak pisać.
A o co mi w tym chodzi? Chodzi o to, że zazwyczaj, jak jestem na jakimś ślubie,
to matki z obu stron często mają na sobie jasne i kwieciste sukienki albo
kostiumy. One wyglądają w nich dobrze, do mnie to w ogóle nie pasuje. Za to doskonale
pasują do mnie kolory biskupie, czyli wszelkiego rodzaju zimny fiolet czy
ciemny róż.
Znalazłam też potwierdzenie tego, co już od
dawna wiedziałam, że żółty powinnam omijać szerokim łukiem. A zdziwiło mnie to,
że pasują do mnie ciemne zielenie, butelkowe, stalowe i inne. A przecież ja
rzadko sięgam po zielone ubrania. To co na pewno mi się potwierdziło, to że
ciemny niebieski i grantowy, to jest to, co zawsze lubiłam i co mi pasuje. I potwierdziłam,
że brązy i beże, tak jak żółcie, powinnam omijać szerokim łukiem. Na co dzień
lubię też wkładać szare rzeczy i ten kolor też mnie lubi, ale ciemny nie jasny
szary.
Poniżej daję Wam zdjęcie zestawu kolorystycznego,
w którym najlepiej prezentuje się moja twarz i skóra.
Niestety koleżanka miała za mało czerwonych
odcieni, więc w tym pakiecie praktycznie go nie ma. Ale ja wiem, że głęboka i
zimna czerwień, też do mnie pasuje.
A co z jasnymi kolorami? Czy mogę je nosić, czy
powinnam wszystko wyrzucić do kosza lub oddać? Na szczęście nie. Jasnymi
odcieniami (zimnymi) mogę przełamywać kolory. Na przykład do zielonej, stalowej
sukienki założyć jasnoróżowe buty. Podoba mi się takie połączenie.
I co ja z tą wiedzą zrobiłam?
Oczywiście poszłam na zakupy i nabyłam dwie
sukienki. Poniżej macie zdjęcia. To są robocze zdjęcia, bez fryzury i makijażu,
ale kolory pasują, jak ulał.
Gdyby kogoś zainteresował ten temat, odsyłam
pod poniższe linki:
https://www.facebook.com/paulinasmolenskaosobistastylistka





Komentarze
Prześlij komentarz