Cypr - cz.4
Ostatniego dnia plany nam się skończyły, więc każda z nas robiła, co chciała. Jedne poszły spać, inne na spacer, a ja byłam i na spacerze i na basenie. I przede wszystkim w saunie. Było gorąco i cicho i miło. Ale to było po obiedzie.
Po
śniadaniu poszłam z jedną z przyjaciółek na długi spacer wzdłuż wybrzeża,
podczas którego oczywiście złapał nas deszcz. Na szczęście byłyśmy w takim
miejscu, gdzie mogłyśmy się przed nim schronić. Potem zrobiłyśmy sobie relaks
na kawę i herbatę, a potem był już obiad, na którym wszystkie się spotkałyśmy.
A
po nim powiedziałam, że jajo zniosę, jeśli się nie wykąpię w zimnej wodzie
basenowej. Że skoro nie mogę wejść do morza, to niech chociaż skorzystam z
zewnętrznego basenu. Tak, byłam jedyną osobą, która tam pływała. Dziewczyny
odmówiły współpracy.
Ale
zanim weszłam do wody, czekałam na okienko pogodowe, które nie nadeszło.
Dlatego nie bacząc na chmury deszczowe polazłam przebrać się w kostium i po
chwili pływałam w zimnej wodzie. Uwielbiam taką wodę, człowiek potem czuje się
rześko i świeżo. Po tej orzeźwiającej kąpieli, ja poszłam do jacuzzi i na
saunę, a one poszły sobie gdzieś indziej. Uwielbiam wodę.
Po południu pojechałyśmy do miasta. Tym razem wybrałyśmy transport publiczny. Oczywiście zapomniałyśmy, że na Cyprze jeździ się, jak w Anglii po niewłaściwej stronie drogi.:), więc musiałyśmy zawrócić z przystanku, z którego autobus jechał w inną stronę niż chciałyśmy. Przyzwyczajone, że na Cyprze jest Polaków, jak mrówków, jedna z dziewczyn zapytała jakąś parę o drogę na właściwy przystanek, no i pech chciał, to byli obcokrajowcy. Ale jacyś wystraszeni, bo nawet nie poczekali, aż ona przejdzie na angielski. Oddalili się od nas szybko. Przystanek na szczęście był blisko. Znowu wylądowałyśmy w centrum turystycznym w Pafos. Ale zanim poszłyśmy na promenadę i lody, pochodziłyśmy uliczkami i obejrzałyśmy jedną cerkiew oraz kościół rzymsko – katolicki. Kościół został wybudowany w średniowieczu, ale został postawiony na miejscu jeszcze starszej bazyliki w początków chrześcijaństwa. A w ogóle, to przebywał w tym miejscu św. Paweł i podobno był biczowany. Ale to oczywiście było wcześniej, zanim powstała jakakolwiek chrześcijańska świątynia.
Potem wróciłyśmy na deptak i oprócz
zakupów w sklepach z pamiątkami poszłyśmy na lody i kawę/herbatę. I tu był
jedyny zgrzyt w idealnym pobycie na Cyprze. Nie wiem, co knajpa miała nie tak z
wodą, ale czułam, że piję herbatę z warszawskiej kranówki w mojej szkole. Czyli
herbata miała smak starej skarpety. Ale lody były przepyszne. Potem wróciłyśmy
do hotelu i już tam zostałyśmy. Po kolacji poszłyśmy na wieczór przy greckiej
mandolinie, ale to było nudne, dlatego poszłyśmy popatrzeć na quiz dla wczasowiczów.
To też było nudne, dlatego stwierdziłam, że jak mam zarwać noc przed wyjazdem,
to wolałabym na parkiecie, a skoro tańców nie będzie, to idę spać. I w zasadzie
wszystkie się położyłyśmy grzecznie do łóżek, żeby móc wstać o 3 nad ranem i wyszykować
się na powrót do domu.
Wyjazd
był bardzo udany, ale nie tylko dlatego, że na Cyprze jest pięknie i ciepło,
ale dlatego, że pojechałam z osobami, z którymi znam się całe życie i z którymi
nie da się nudzić. I z którymi nadajemy na tych samych falach, a zwłaszcza na
falach muzyki.








Komentarze
Prześlij komentarz