Star Trek: Nieznane Nowe Światy
To na razie ostatni wpis z cyku o Star Trek, ponieważ czekam na kolejny sezon tej odsłony, to raz, a dwa, na razie wyłączyli mi darmowe seriale i filmy, więc cierpliwie czekam na ponowne odblokowanie:)
Tak! Tak, to jest to co lubię. Prawdziwie Startrekowy Star Trek. Po porażce Discovery bałam się go obejrzeć myśląc, że będzie podobny. Ale tym razem twórcom udało się oddać charakter i nastrój tego Universum. Znowu wrócił dowcip, niesamowite przygody, straszne i śmieszne sytuacje. Aktorzy są super dobrani, jestem zakochana w nich wszystkich bez wyjątku. No i nie ma tej okropnej poprawności politycznej i sentymentalizmu połączonego ze smutkiem z Discovery. Najnowsza odsłona Star Trek jest po prostu bombowa. Jest powrotem do korzeni, do początków ST, oczywiście przy użyciu nowoczesnych technologii, więc nie ma tam tekturowych jaskiń czy gipsowych głazów.
Chronologicznie
wydarzenia z tego serialu dzieją się, kiedy kapitanem USS Enterprise jest
Christopher Pike. Jest to poprzednik
kapitana Jamesa T. Kirka.
W
oryginalnej pierwszej części ST z lat sześćdziesiątych kapitan Pike pojawia się
tylko w pilotażowym odcinku serialu. Pilot i postać zostały odrzucone, a na
jego miejsce wsadzono Kirka. Ale kapitan Pike pojawiał się w innych częściach
ST, z tym, że nie jako pierwszoplanowa postać. Tymczasem w najnowszej serii,
jest on głównym bohaterem, a jako trzecioplanowa postać pojawia się przyszły
kapitan Kirk. Razem z kapitanem Pike podróżują przez kosmos, Wolkanin Spock
oraz Uhura, którzy znani są już z pierwszej, oryginalnej serii. Wiem, wiem
robię dużo powtórzeń. Ale to z ekscytacji.
Oczywiście
nie omieszkałam poczytać komentarzy na Filmwebie, w których znalazłam kilka
punktów, do których mogę się przyczepić.
Widzowie
zarzucają serialowi, że jest w nim za dużo kobiet, że kapitan oraz Spock są
nimi otoczeni. Chyba ktoś tu upadł na głowę. Czyli, że jeśli będzie mało
kobiet, a więcej facetów, to będzie dobry serial, a jak odwrotnie to już nie?
Dla jednych będą w tym serialu rządzić baby, a dla innych będzie to seksizm, bo
rozkazywał im facet. Oglądając go, nie odniosłam wrażenia żadnych dysproporcji
płciowych, dla mnie było bez znaczenia, czy gra kobieta czy mężczyzna, byle
dobrze grali. Inny zarzut był taki, że kapitan Pike ma jedną minę i jest zbyt
napakowany. Jak dla mnie bomba, miło popatrzeć na przystojnego faceta. A z tą
miną, to bez przesady, zmieniał ją.
Czepiano się również wykonania danych odcinków, że jeden był robiony a
la para dokument. No i co z tego, wyszło fajnie. A mnie na ten przykład
najbardziej podobał się odcinek gdzie załoga śpiewała i tańczyła. To też było z
jednej strony nowe, ale z drugiej doskonale wpisywało się w niesamowite
przygody, jakie zawsze spotykają członków załogi Gwiezdnej Floty.
Obejrzałam
wszystkie trzy sezony i czekam na kolejny.

Komentarze
Prześlij komentarz