Z wizytą u staruszków

Dawno nie pisałam o moich staruszkach z CPS, jak dobrze zauważyłam, to w zeszłym roku w styczniu. A jest o czym opowiadać, bo trochę się działo, nie tylko w ramach szkolnego wolontariatu, ale i na moich, prywatnie dawanych wykładach. Został zamówiony u mnie temat o Bizancjum, chociaż nie jestem fanką tej historii, to przygotowałam go i sama się zdziwiłam, że po godzinie nie skończyła mi się wena i miałam jeszcze wiele do powiedzenia. Na tym spotkaniu byli również podopieczni pobliskiego OWIRONU – czyli ośrodka dla niepełnosprawnych, dzięki temu nawiązałam i z tą instytucją relacje i byłam już u nich z młodzieżą dwa razy. Ale o tym może napiszę kiedy indziej.

Dzisiaj chciałbym się skupić na wolontariuszach i ich relacjach ze staruszkami z CPS. Niesamowite jest to, że młodzież chce spędzać czas w tym miejscu i że zawsze wychodzi zadowolona i szczęśliwa oraz z garścią opowieści o młodości tamtych ludzi. Czy to przy okazji quizów, czy wspólnych śpiewów, czy też manualnych warsztatów, zawsze dowiedzą się czegoś ciekawego, a potem mi to przekazują. Nawiązują też relacje i już niedługo jedna z nich zaowocuje koncertem w duecie, moja uczennica i pan J. Jak doniosła mi jedna z pań z CPS, że odkąd pan J. pracuje nad koncertem z moją N., to wstąpiło w niego na nowo życie. A mnie to bardzo cieszy i już nie mogę się doczekać efektu, który mają nam pokazać po majówce. 

Natomiast na ostatnim spotkaniu, to ja robiłam za eksperta od zdobienia słoików (nigdy tego nie robiłam) oraz kwiatków z krepiny (to jakoś tam ogarniam). I cieszę się, że mam ponad dwadzieścia lat doświadczenia w zawodzie pedagoga, bo dzięki temu potrafię pięknie improwizować i uchodzić za znawcę. No i na szczęście, to nie była żadna filozofia, więc powstały piękne dzieła, które możecie podziwiać na głównym zdjęciu. A co z młodzieżą? Moje dziewczyny były w swoim żywiole, usiadły do stołu warsztatowego i pracując ręcznie jednocześnie plotkowały ze starszymi paniami. Wszystkie i te młode i te starsze były uśmiechnięte i zadowolone ze wspólnie spędzonego czasu. Ja też byłam zadowolona, bo udało mi się zrobić dwa kwiatki, a o w moim przypadku jest to wyczyn.

I tak sobie teraz pomyślałam, że ja tam jeżdżę już od wielu lat i wciąż mówię moi staruszkowie, ale przecież wielu z nich już nie żyje. 

Przypominam sobie jednego pana, który uciszał wszystkich, żeby nie przeszkadzano mi wykładać. Był bardzo oczytany i inteligentny, ale wkurzał się, jak babeczki coś do siebie mówiły podczas mojego występu. Pamiętam panią, która pytała się mnie, czy będzie mi przeszkadzać, jak ona będzie w trakcie słuchania robić na drutach. Albo panią, która zadawała mi pytania z filmów o podłożu historycznym. Nie pamiętam już o co pytała, ale na pewno jedno z nich dotyczyło „Walecznego serca” z Melem Gibsonem.

Był też jeden pan z demencją, przez którą rodzina musiała go ostatecznie umieścić w domu opieki. I powiem Wam, że nie mogłabym tam pracować, bo tam, co jakiś czas ktoś odchodzi i to na zawsze, a w szkole zawsze jest nadzieja, że absolwent jeszcze przyjdzie w odwiedziny. Z drugiej strony, dobrze że są takie instytucje, gdzie starsi ludzie mogą się spotkać, robić różne rzeczy, a nie tylko patrzeć w ekran lub cztery ściany swojego mieszkania. I lubię tam jeździć z wykładami, ale jeszcze bardziej z wolontariuszami, ponieważ wiem od pani K., że starsi państwo czekają na nasze wizyty, a potem jeszcze przez tydzień mają o czym gadać. 

Każdy z Was może tam pojechać i coś od siebie dać, a naprawdę nie trzeba wiele, tylko godzinkę czy dwie uwagi. Zapraszam.   


Ps. I jeszcze jedno, niezależnie od wieku u wszystkich dziewczyn króluje kolor różowy. To widać na zdjęciu:)

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"