Moja Startrekomania
To znowu ja z wpisem o Star Trek. Jak wiecie, jestem fanką tego Universum, chociaż nie taką, żeby mieć na półkach figurki z najsławniejszymi członkami załogi Enterprise czy Voyager. A na pewno nie chciałabym mieć figurek z Discovery. Wiecie, że do tej pory nie jestem w stanie skończyć tego serialu? Utknęłam na pierwszym odcinku piątego sezonu i chyba nie ruszę z nim dalej. Ale nie będę o nim dzisiaj pisać, co miałam o nim do powiedzenia, już to powiedziałam i zdania jak na razie nie zmieniam.
Także
jestem fanką, ale bez żadnych zewnętrznych oznak, które mogłyby to potwierdzić.
Za to lubię raz na jakiś czas obejrzeć film lub serial ze Star Trek. Ale do
końca tej przygody jest mi jeszcze daleko. Na razie mam obejrzane w całości: Star Trek (1966–1969 The Original Series), Star
Trek: Następne pokolenie (1987–1994), Star Trek: Voyager (1995–2001)MÓJ
ULUBIONY💖💖💖💖, Star Trek: Enterprise (2001–2005), Star Trek: Picard (2019–2023),
i w większości obejrzany Star Trek: Discovery (2017–2024) i Star Trek: Stacja
kosmiczna (1993–1999) oraz trzy filmy z lat 2009,2013 i 2016. Dzisiaj mam
zamiar usiąść albo do Discovery i go w końcu skończyć, nawet na przewijaniu,
albo zacznę Star Trek: Strange New Worlds. Ale chyba w końcu skończę ten
Discovery. Wiem, wiem jadę po nim równo, ale z drugiej strony ciekawi mnie
zakończenie. Tylko, jak sobie pomyślę, że znowu będę musiała słuchać tych
smutnych i dramatycznych pseudo filozoficznych wypowiedzi, to mnie skręca.
Prawdziwy Star Trek jest dowcipny, dynamiczny, ratujący świat od zagłady i to
dosłownie w ostatniej sekundzie. Ale miałam już nie pisać o Discovery. To nie
piszę.
Wczoraj zakończyłam Star
Trek Enterprise (2001-2005) i on mi się bardzo podobał. Nie, żebym padła przed nim plackiem, ale na
tyle, żebym spokojnie i bez żadnego gderania pod nosem obejrzała wszystkie odcinki.
Nie ukrywam, że niektóre przewijałam. Nie wszystkie przygody były ciekawe,
czasami zbyt rozwleczone w czasie, ale ogólnie serial był dobry. Zgodzę się
jednak z niektórymi wypowiedziami na Filmwebie, że trzy sezony były fajne, a
czwarty już nie. Tak, to prawda. Trzy pierwsze sezony były spójne i trzymały w
napięciu, czwarty był byle jaki i mocno się dłużył. Ale nie powiem,
przywiązałam się do bohaterów i jak zwykle trochę żal mi było się z nimi
rozstawać. Fabuła tej odsłony dotyczyła czasów wcześniejszych niż poprzednie
wersje Star Trek. Opowiadała o pierwszej samodzielnej eksploracji kosmosu przez
załogę Enterprise, którzy napotykali na swojej drodze po raz pierwszy różne
gatunki żyjące w kosmosie. Mieli z tego powodu zazwyczaj kłopoty, ale dzielny
kapitan Archer potrafił wyjść z nich zwycięsko. No, czasami mocno poturbowany,
ale jednak zwycięski. Załoga, która na początku oglądania wydała mi się mocno
niedopasowana, ostatecznie zgrała się i działała jak jedno ciało. To im się
naprawdę udało, dlatego wraz z kolejnymi odcinkami, co raz bardziej się z nimi
zżywałam i traktowałam ich, jakby byli rodziną. To też jest powód, dla którego
uważam, że serial był dobry. Nie był jakoś szczególnie poprawny politycznie,
chociaż miał kilka odcinków, gdzie oburzyła mnie postawa kapitana czy
pokładowego lekarza. Po prostu etycznie mi się pewne rzeczy nie mieściły w
głowie. Ale, gdyby ktoś chciał zacząć przygodę ze Star Trek, to spokojnie, a
właściwie wręcz powinien zacząć od tej części, bo to ona zaczyna historię
eksploracji kosmosu przez ludzi. Ja osobiście go polecam.
https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2020/10/o-star-treku-jeszcze-sow-kilka.html
https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2020/09/star-trek-lata-1966-1969.html

Komentarze
Prześlij komentarz