Strażnicy - odc. 1


Życzę Wam dobrej lektury:)
Prolog
 
Rok 1912
Król Ryszard III spotkał się ze Strażnikami i powiedział.
- Mamy dosyć waszego pilnowania. Wypuście nas. Dlaczego wy możecie przenikać do świata ludzi, a nam tego zabraniacie? Era palenia czarownic dawno minęła.
- A co ma do tego palenie czarownic? – odezwał się najstarszy Strażnik.
- Kilka wieków temu, obiecano nam, że kiedy polowania na czarownice się skończą, to pozwolicie nam wyjść poza Baśniową Krainę.
- Nie rozumiecie, że takie ery nigdy się nie kończą? – pytał Strażnik.
- Kilku naszych wymknęło się wam i zwiedziło kawał świata, wszędzie jest spokojnie. Nikt nie szuka mitycznych stworzeń ani nie dziwi się inności.
- Możliwe, ale to dlatego, że świat szykuje się do wojny i nie zwraca uwagi na niecodzienne sytuacje. Poza tym, wasi „szpiedzy” mieli ludzki kształt, dlatego nikt się do nich nie przyczepił.
- Wypuście nas?!
- Nie.
 
Rok 1930
Król Ryszard III spotkał się ze Strażnikami i powiedział.
- Już po wojnie, wypuście nas.
Najstarszy Strażnik zabrał głos.
- Przed wiekami obiecaliśmy waszym przodkom, że będziemy was strzec przed ludźmi. Oni was nie zrozumieją. Przeczytaj stare księgi, zobacz ile razy musieliście się przed nimi ukrywać. Ilu z was zginęło, bo ludzie chcieli zobaczyć, co macie w środku, oskarżali was o zarazy, wojny i klęski nieurodzaju. Znowu tego chcecie?
- Dojrzeliśmy, damy sobie radę.
- Jest was o wiele mniej niż ludzi.
- Jest nas dwanaście milionów.
- A ludzi, kilka miliardów.
Król Ryszard III zamilkł i odszedł.
 
Rok 1943
Król Ryszard III spotkał się ze Strażnikami.
- Przeczytałem księgi i zdania nie zmienię.
- Tak? – najstarszy Strażnik wstał – wyznacz wysłannika z twojej krwi, zabiorę go i pokażę świat ludzi. A po jego powrocie, ty królu przemyśl sobie ten temat jeszcze raz.
 
Rok 1987
Król Ryszard III spotkał się ze Strażnikami.
- Przemyślałem wszystko.
- I? – zapytał najstarszy Strażnik.
- Wypuście nas albo znowu rozpętamy wojnę.
Strażnik spojrzał na króla poważnie.
- Wiesz przecież, jaki jest świat ludzi i mimo wszystko chcesz tam wysłać swoich poddanych?
- Tak. Czas, żebyśmy sami uczyli się na własnych błędach.
- Uważacie, że jesteście na tyle dojrzali, że sobie wśród nich poradzicie?
- Tak.
- Czytałeś księgi, wiesz, że dwa razy próbowaliście żyć z ludźmi w symbiozie i dwa razy musieliśmy wam ratować skórę. Po drugim razie wasi przodkowie poprosili nas o to, żebyśmy stali się waszymi Strażnikami. Podpisaliśmy umowę, nie zerwiemy jej.
- Czytałem również o tym, że siedemset lat temu wybiliśmy was prawie co do nogi.
- Owszem, ale my również przetrzebiliśmy wasze szeregi, a i tak was nie wypuściliśmy.
- Zatem wojna.
- Wojna.
 
Rok 2003
Zebrał się wiec Strażników.
- Jakie straty? – zapytał najstarszy?
- Dwudziestu Strażników i około setki ludzkich pomocników.
- Nie puszczę ich. To się może źle skończyć.
 
Rok 2023
Najstarszy Strażnik wręczył dokument Ryszardowi III.
- Dopiąłeś swego. Oto anulowana umowa między Strażnikami, a władcą Baśniowej Krainy. Od tej pory jesteście sami za siebie odpowiedzialni. Nie macie prawa prosić nas o pomoc, nie macie prawa chronić się w naszych domostwach. Nie wolno wam przekraczać granic naszych włości, niezależnie gdzie się one znajdują. My was ignorujemy i żyjemy po swojemu. Nie wolno wam nas atakować, jeżeli to zrobicie, my nie pozostaniemy dłużni. Czy to jasne?
- Tak – odparł król Ryszard III.
- Zatem powodzenia Ryszardzie III Wielki Głupcze.
 
Dwa lata po wypuszczeniu mieszkańców Baśniowej Krainy w świat, ludzie nadal byli oszołomieni kontaktami z osobnikami, które do tej pory uznawali za mity i legendy. Najszybciej otrząsnęło się wojsko i postanowiło wykorzystać umiejętności Krajan w strukturach armii. Wyłapywali najsilniejszych i najwytrzymalszych osobników, aby szkolić ich na super żołnierzy. Szybko okazało się, że baśniowe stwory nie uznają ludzkiej dyscypliny i że rządzą się innymi prawami, które dla ludzi były niezrozumiałe, bo nie zawsze trzymały się logiki i zdrowego rozsądku Do tego, najsilniejszy nie zawsze oznaczał najmądrzejszego. Tak było z cyklopami, którzy nie potrafili odróżnić swojej prawej ręki od lewej, co powodowało opóźnienia w wykonywaniu rozkazów.
Kolejni, którzy bardzo ucieszyli się z faktu istnienia wszelkiej maści stworów, to fani legend, mitów i gracze RPG. Uznali, że odtąd ich życie będzie nieustanną przygodą. Z tym, że nie wzięli pod uwagę jednej rzeczy, nie mieli, jak w grze nieskończonej ilości żyć, a spotkania z baśniowymi stworami okazywały się niekiedy śmiertelne.
Byli też ludzie, którzy uważali, że trzeba być otwartym i tolerancyjnym na inność i próbowali się z nimi zaprzyjaźnić. Po kilku miesiącach odszczekiwali swoje słowa, ponieważ nie mogli sobie poradzić z dziwnymi przybyszami. Dlaczego? Dlatego, że przybysze nie myśleli, jak ludzie.
Co prawda czarownice, dobre wróżki i wszelkiej maści łaki potrafiły zachowywać się po ludzku, ale tylko wtedy kiedy chciały.
W Warszawie powstał pierwszy komisariat od spraw nadprzyrodzonych. Z tym, że nie było jeszcze prawa karnego, które byłoby w stanie cokolwiek od baśniowych stworów wyegzekwować. Ludzkie kary często były nieskuteczne, a więzienia nie były w stanie utrzymać ich dłużej za kratkami. Znikający magowie, przebijające mury dźwiedziołaki czy rusałki, których nijak nie dało się wyłowić z wody.
Jednak  znalazło się kilku odważnych stróżów prawa, którzy spróbowali zaradzić sytuacji. Z tym, że póki co, nieskutecznie.
 
 
Część I – Zapoznanie
 
 
Rok 2024 – Warszawa
 
Karol Nowak i komendant Marek Odolaniec nie radzą sobie z sytuacją
Komendant Marek Odolaniec był niewysokim mężczyzną około pięćdziesiątki. Miał wydatny brzuch, wąsy i łysinkę. Za to kapitan Karol Nowak był wysportowanym, przeciętnym trzydziestolatkiem, któremu już się nic nie chciało.
- Po co mi to było!? Po co mi to było!? – krzyczał komendant – rok działalności i nadal bez efektów. Te potwory nic sobie z nas nie robią. Aresztujesz jednego, trzech następnych ich odbija. I to na naszych oczach. Bez krępacji. A jak zamykasz ich w jednej celi, to robią balangę. Ja zwariuję!
- Ma pan rację. Nie dajemy sobie z nimi rady – przytaknął kapitan i westchnął.
- Nic na nich nie działa. Są jak urwani z jakieś bajki, gdzie każdy gra główną rolę i jest bohaterem. Niezależnie, czy dobrym, czy złym.
- No.
- Ty mi tu nie przytakuj, tylko znajdź wyjście z sytuacji, bo jak nie, to nas Główna Komenda zwinie, a my przejdziemy, do pieszego patrolu.
- Wyczerpałem pomysły.
- Nie interesuje mnie to. Mamy trzy trupy. Bez krwi. Kto to zrobił? Szalony rzeźnik czy wampiry?
- Dodatkowo w celi siedzi pięć kotołaków, dwa złośliwe gnomy i jeden Czerwony Kapturek.
- A czy Czerwony Kapturek, to nie pozytywna postać? – dziwił się komendant.
- Bardzo. Zwłaszcza jeśli okazuje się, że to klan sierotek zarządzanych przez starą babę, która tresuje wilki.
- A co zrobiła?
- Ukradła ser dla babci – parsknął Karol Nowak.
- Mała szkodliwość czynu.
- To była sztabka złota z banku.
Marek Odolaniec rozłożył ręce w geście bezradności.
- Musimy jakoś sobie z tym poradzić.
- Nie radzimy sobie.
- Tylko bez pesymizmu proszę.
Karol Nowak poszedł do aresztu, żeby jeszcze raz przesłuchać kotołaki. Już dwa razy mu uciekły. Małe dranie umiały otworzyć każdy zamek. Na szczęście nie ten na kartę magnetyczną. Technika o dziwo była dla nich zagadką.
Siedziało ich w jednej celi pięcioro, w tym dwie kobiety. Kiedy chciał ich rozdzielić o mało nie wydrapały mu oczu, krzycząc, że nikt ich z braćmi nie rozdzieli. Dlatego machnął ręką na konwenanse i pozwolił im się kisić w jednej klitce.
Przesłuchanie zrobił siadając na stołku w sporej odległości od krat. Przyjrzał się im. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni byli drobni i niewysocy, dorastali może do 150 cm wzrostu. Gibcy, wiotcy, z wielkimi oczami z pionową źrenicą i lekko spiczastymi uszami. Kiedy wpadali w złość ich twarze rzeczywiście zamieniały się w kocie pyski, a ciało porastało futrem. Ręce zmieniały się w łapy zakończone ostrymi, jak szpilki pazurami.
- Naprawdę jesteście rodzeństwem? – zagaił.
- A co cię tak dziwi?
- Jesteście w jednym wieku?
- Z byka spadłeś? Co ty myślisz o naszej mamusi, że jest kotem?
- W sumie jest nas sześcioro i jesteśmy w różnym wieku.
- A ile macie lat.
- A ja wiem? 5?
- 5 – zakrztusił się Karol.
- Co ty gadasz durniu, ja mam piętnaście.
- A ja 7.
- A ja osiemdziesiąt.
Wiedział już, że nie da rady wyciągnąć z nich prawdy.
- Mówicie, że jest was sześcioro, gdzie jest zatem jeszcze jeden brat.
- Siostra – wykrzyknęli chórem.
- Siostra.
- Poszła na skargę do Strażniczki. Ona wam pokaże.
- Kim jest Strażniczka?
- Kimś, kto jak cię palnie, to polecisz na pięćdziesiąt metrów.
- Gdzie tam, na sto.
- Dwieście.
Znowu zaczęli się przekomarzać.
- A gdzie ją znajdę? – usiłował przekrzyczeć zgiełk.
- Kogo?
- Strażniczkę.
- Wiemy, ale ci nie powiemy.
- Czemu?
- Tajemnica.
Karol westchnął i wstał.  
Już miał zamiar odejść, ale został zawołany przez Czerwonego Kapturka. Młodą dziewczynę, o porcelanowej cerze, czarnych oczach i pięknych, równie czarnych włosach. Na sobie miała czarną, długą sukienkę i szeroki, czerwony płaszcz z kapturem.
- Panie kapitanie. Może pan podejść?
- Mogę. Ale ciebie nie muszę już przesłuchiwać.
- Wiem, ale z nimi panu nie wyjdzie. Kotołaki to złodzieje i kłamcy.
- Odezwało się uosobienie uczciwości – parsknął.
- A tam – machnęła ręką Czerwony Kapturek – mnie nie o to chodzi.
- A o co?
- Oni mają rację. Tylko Strażnicy mogą wszystko naprawić.
- Kim są Strażnicy?
- Oni są najlepsi, ale niestety nasz król zrezygnował z ich opieki i mamy, co mamy – popukała w pręty krat.
- Gdzie znajdę jakiegoś Strażnika.
- Nie znajdzie pan, chyba, że sami dadzą się panu znaleźć.
- Tylko tyle?
- Aż tyle. Zabijecie mnie?
- Nie. Pójdziesz siedzieć na kilka lat do więzienia.
- O nie – jęknęła Czerwony Kapturek w udawany cierpieniu – jak ja to przeżyję?
I w tej chwili nastąpił ogromny wstrząs, ściana celi znikła, a razem z nią wszyscy nadprzyrodzeni więźniowie.
Karol Nowak podniósł się z gruzów i otrzepał mundur. Zaklął pod nosem.
- Znowu – burknął i powlókł się do komendanta.
Ten przywitał go stwierdzeniem.
- Uciekli?
- Tak.
- Wszyscy?
- Owszem.
- Dobra, czas złożyć broń – komendant sięgnął po telefon.
- Pan poczeka – Karol Nowak powstrzymał go – mam nowy trop, osadzeni mówili coś o jakiś Strażnikach.
- A kto to taki?
Karol Nowak opowiedział o tym, czego się dowiedział od aresztantów.
- Nie za wiele tych informacji.
- Lepsze to, niż nic.
- Co zamierzasz?
- Wypytywać wszystkie napotkane stworki o Strażników, może ktoś nam wskaże jednego.
- Przydzielę ci kilku ludzi, zawsze co dwie głowy, to nie jedna.
Niestety napotkane postaci z Baśniowej Krainy nie chciały dzielić się wiedzą o Strażnikach i albo udawały, że pierwsze słyszą albo mówiły to samo, co Czerwony Kapturek, że dają się sami znaleźć, jeżeli tylko tego chcą.
Wypytywali o ich wygląd, ale jedyne odpowiedzi, jakie otrzymywali, to:
- Są piękni.
- Są silni.
- Są normalni.
Po kilku dniach przepytywania Karol Nowak wiedział tyle samo, co na początku, czyli niewiele.
Komendant zwołał walne spotkanie w swoim gabinecie. Cała ósemka pracowników ledwo się w nim zmieściła, ale dzielnie trzymali fason.
- Moi drodzy – powiedział szef– obiecuję, że następne zebranie odbędzie się w normalnej sali. Niestety po wyburzeniu całej ściany przez gang Czerwonych Kapturków, kilka pomieszczeń wpadło do aresztu.
Dzwoniłem do Głównego Komendanta z prośbą o zawieszenie naszego komisariatu, bo nie dajemy sobie rady. Na co on odparł, że nie ma mowy, ponieważ jesteśmy jedynymi wariatami, którzy chcieli się tym zająć i on innych nie ma. Dlatego, póki trwają ciepłe miesiące, jakoś się w ocalałych pokojach pomieścimy. Jeżeli chodzi o areszt, chwilowo nie będziemy nikogo aresztować.
- To co mamy robić?

- A ja wiem. Czekać na cud? – zakończył komendant.


kolejny odcinek 07 stycznia


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"