Jastarnia – zima 2026/2

 


Jestem już w domu i piszę do was leżąc pod kocem i popijając herbatkę.  Ale myślami nadal jestem nad naszym polskim morzem, które jest najlepsze na świecie i to o każdej porze roku.

Czas na podsumowanie i zdanie relacji w wycieczki do Pucka. No cóż, pewnie gdyby było cieplej byłybyśmy tam dłużej, a tak to obleciałyśmy wszystko w godzinę  i wróciłyśmy do samochodu się ogrzać. Przeleciałyśmy lotem błyskawicy rynek oraz obejrzałyśmy z zewnątrz gotycki kościół cystersów. Potem poszłyśmy do portu oraz na molo, gdzie zwyczajowo nas wygwizdało. Zatoka w Pucku jest tak zamarznięta, że młodzi ludzie grają na tafli lodu w hokeja, inni wyprowadzają pieski (niestety trzeba było uprawiać slalom między psimi kupami), a jeszcze inni ślizgają się na bojerach. My oczywiście nie weszłyśmy na lód, ale miło było popatrzeć, jak inni to robią. Puck bardzo dba o tradycję i historię, więc na rynku mogłyśmy obejrzeć rzeźbę w kształcie herbu miasta. Natomiast przy porcie znajduje się mural, na którym został upamiętniony generał Józef Haller i zaślubiny Polski z morzem, które odbyło się 10 lutego 1920 roku. Jest też w porcie na postumencie umieszczone popiersie generała. Może byśmy poszły jeszcze dalej i głębiej w miasto, ale w czwartek był wyjątkowy zamróz, który zniechęcał do dłuższych wycieczek.







I tak podsumowując, ten wyjazd był spokojniejszy niż poprzednie. Nie robiłyśmy wielu kilometrów plażą ani w mieście. Nasze spacery nie przekraczały półtorej godziny, a to dlatego, że było jak to w zimie, zimno. Było więc sporo leżenia na łóżku, picia herbatek i rozwiązywania krzyżówek. Ale niemalże każdego wieczora wyganiałam towarzystwo na jeszcze jeden, krótszy spacer. Zazwyczaj lądowałyśmy na plaży, żeby choć przez chwilę posłuchać szumu fal, popatrzyć w niebo na gwiazdy i ucieszyć się (to ja) śniegiem na plaży. To, co dla mnie osobiście było super, to właśnie zima na Półwyspie. Zamarznięta zatoka, słońce odbijające się od tafli lodu, piękne słońce i krystalicznie czysta woda, nastrajały mnie pozytywnie do świata. Mimo, że trzeba było zakładać ciepłe gacie i ciepłe kurtki, to i tak było warto trochę pomarznąć. I każdemu polecam spędzenie urlopu zimą nad morzem. Restauracje są otwarte, nie ma kolejek, jedzenie lepsze niż latem, nie ma tłoków. Można zrobić zdjęcia bez mistrzów drugiego planu, można się nawet opalić i wykąpać w morzu, co każdemu polecam. I nie jest nudno.  Spacery po ubitym i zmarzniętym piasku są łatwiejsze niż latem, więc można iść jak, po chodniku i na luzie zrobić kilka kilometrów brzegiem morza.  Można odwiedzić też miejsca, na które latem nie ma czasu, albo są oblegane przez tłumy, tak jak Fokarium czy Dom Morświna.  Polecam również spacery w Jastrzębiej Górze na klifie, morze z góry wygląda niesamowicie. Fajnie też iść do miejscowego, małego kina i w kameralnej atmosferze nie tylko obejrzeć film, ale i wypić ciepłą herbatę czy grzańca. Ludzie pracujący zimą w restauracjach, kinie czy w sklepie z pamiątkami są mniej zmęczeni niż latem i chętniej rozmawiają z klientami nie tylko o zakupach i zamówieniu. I to, co dla mnie jest najważniejsze, po pracy w centrum Warszawy i w szkole, nad morzem jest cisza. Chcesz uciec od zgiełku? Nie musisz jechać do lasu, możesz nad polskie morze. Zgoda, fale szumią i huczą, ale to jest uspokajający szum. A dla tych, którzy wolą hałas i ludzi, polecam Jastrzębią Górę lub Władysławowo, tam jest więcej sklepów z pierdołami, są posezonowe obniżki, więcej knajp i duże hotele. Mnie wystarczy moja Jastarnia, którą kocham, jak Jabłonnę. To mój drugi dom.
Bonus, statek rozbijający lód w porcie w Jastarni:)


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"