Strażnicy - odc.6
Powrót do domu
Karol przez większą część drogi milczał. Róża starała się mu nie
przeszkadzać, czekając, aż wszystko sobie poukłada.
- Nie ma sensu dopytywać o rzeczy dla mojego mózgu niemożliwe, a jednak realne? – odezwał się w końcu.
- Myślę, że powinien pan po prostu przestać się zastanawiać i przyjąć wszystko takim, jakie jest – powiedziała łagodnie.
- Pomoże nam pani? – zapytał.
- Tak – odparła – nauczę was, jak rozmawiać z Krajanami, jak z nimi postępować i zrozumieć.
- I nie wymaże mi pani pamięci?
- Babcia powiedziała, że mam pomóc, więc pomogę. Ale proszę pamiętać, że ja mam swoje życie i swoje sprawy, nie będę na każde pana zawołanie.
Karol pokiwał głową, na znak, że zrozumiał, ale Róża wyczuła, że jest zniechęcony.
- Niech będzie – powiedziała w końcu – będziemy się widywać po pana pracy. Pokręcimy się po mieście i będę pana pomału wszystkiego uczyć.
- A moi koledzy?
- Też będą mogli wziąć w tym udział – zapewniła.
Zamilkli na dłuższą chwilę, którą przerwał Karol.
- Dlaczego zrobiła się pani miła.
Róża wzruszyła ramionami.
- Mówiłam panu, że jeśli Rada Starszych zgodzi się pomóc, to będę współpracować.
- Gdzie pani schowa zwój.
- Na razie u mnie w kamienicy, ale tylko na czas budowy nowego komisariatu. Polecę panu krasnoludy, którzy są świetni w budowaniu niezdobytych twierdz. Powie im pan, że musi schować pewien dokument, zrobią taką skrytkę, że nikt go nie znajdzie.
- Ale oni będą wiedzieć? Nie wyjawią komuś tej tajemnicy?
- Krasnoludy? – zaśmiała się Róża – prędzej kamień się złamie i zacznie sypać, niż oni. Poza tym nie chodzi o ukrycie go przed Baśniowymi Stworami, a przed ludźmi.
- Dlaczego?
- Jeśli źli ludzie zdobędą ten dokument, to zdobędą władzę nad Krajanami, a tego byśmy nie chcieli.
- Dlaczego?
- Długo by tłumaczyć, z czasem sam pan zrozumie.
Umowa z Lilii
- Gdzie ona jest? – zapytała Róża od progu.
- Siedzi na drzewie w podwórzu – odparła Malwina – dzisiaj rano atakowały ją ptaki.
Róża syknęła.
- Idiotka.
Wyszła na wewnętrzne podwórko i podeszła do wysokiej lipy.
- Lilii? Jesteś tam? – po chwili elficzka pojawiła się wśród gałęzi.
- Podleć do mnie – powiedziała Róża.
Mała istotka bzyknęła smętnie.
- A coś ty sobie myślała? Że dasz radę być tu sama?
Lilii sfrunęła lekko na dłoń Strażniczki. Usiadła na niej i zapłakała.
- Idiotka – syknęła Róża, ale po chwili dodała – znajdę dla ciebie podwózkę do domu…
Elficzka poderwała się na nogi i zaczęła protestować.
Róża była zaskoczona.
- Dlaczego nie chcesz wrócić do domu?
Istotka jeszcze bardziej zaczęła wymachiwać rękoma i bzyczeć coś z przejęciem. Róża usiłowała nie parsknąć śmiechem i odpowiedzieć, jak najbardziej poważnie
– Nie możesz kochać człowieka, to raz, a dwa nie będziesz policjantką.
Lilii tupnęła nogą.
- Nie możesz nią zostać, bo się do tego nie nadajesz.
Mała zmarszczyła brwi i o coś zapytała.
- Dlaczego się nie nadajesz? Bo ja wiem? Mam dziesięć centymetrów wzrostu i ptaki chciały cię zadziobać?
Elficzka znowu oklapła i pociągnęła nosem. Róży zrobiło się jej żal.
- Nie możesz być policjantką, ale dopóki nie znajdę dla ciebie transportu do domu, możesz pomagać mnie i panu Karolowi w rozwiązywaniu spraw.
Ta zaczęła jej coś nerwowo tłumaczyć. W końcu Róża spasowała.
- Dobrze, niech ci będzie, ale musi się na to zgodzić komendant Marek Odolaniec.
Lilii podskoczyła radośnie, wykonała w powietrzu piruet, po czym podleciała do kobiety i cmoknęła ją w policzek.
- Ale pamiętaj – pogroziła jej Róża palcem – słuchasz się mnie i niczego nie robisz bez mojej i pana Karola wiedzy, czy to jasne?
Mała istotka wyprężyła się i zasalutowała.
- Teraz muszę ci zaleźć jakieś lokum. Nie możesz żyć sama na drzewie. Nie mogę też cię przyjąć do mojego domu, więc…. – Róża spojrzała na swój duży balkon – wpuszczę cię tam – wskazała ręką – są tam krzewy i kwiaty w doniczkach, ale… - zastanawiała się dalej Róża – ale i tak skoczę do zabawkowego i kupię domek dla lalek, urządzisz go sobie, jak chcesz. Zgoda?
Lilii pokiwała ochoczo głową.
Za to siostry Róży nie podzielały jej entuzjazmu.
- Wpuściłaś ją na balkon? – dziwiła się Kalina – przecież to jest łamanie zasad.
- Żadne łamanie – zapewniła ją Róża – zostanie moją asystentką. Nigdzie nie jest powiedziane, że nie można zatrudniać baśniowych stworów do pomocy.
- Owszem, ale to nie oznacza dawania schronienia – upierała się Kalina.
- Balkon, to nie dom – orzekła Róża – poza tym Lili będzie mieszkać pod osobnym adresem. Kupiłam jej własne m4.
- Widziałam – zaśmiała się Malwina – nawet ja nie miałam tak wypasionego domku dla lalek.
- Nie zazdrość – odparła Róża - ona się nie cieszy, jest przyzwyczajona do drzew i sam fakt zamieszkania w zamkniętej przestrzeni jest dla niej bardzo trudny. Ale nie ma wyjścia, sama nie przeżyje.
- Niech ci będzie – machnęła ręką Kalina – ale jak zwalą nam się na głowę inne stwory z pretensjami, to ja od razu je wyślę do ciebie.
Karol Nowak i Marek Odolaniec nie wierzą własnym oczom
Róża miała rację, odkąd Strażnicy zobowiązali się pomóc, nic nie stanęło na przeszkodzie, żeby zbudować nowy komisariat. Zatrudnione krasnoludy stawiły się na czas i nie marnowały ani minuty.
Po jakimś czasie komendant z kapitanem stali przed drzwiami ich nowego lokum i nie wierzyli własnym oczom.
- Dwa tygodnie? – powtarzał w kółko komendant – dwa tygodnie? Jak one to zrobiły?
- Szybko – dodał Karol.
- Widzę, ale jak im się to udało?
- Było ich ze dwudziestu i pracowali dzień i noc.
Przyszli kolejni pracownicy.
- Łał – powiedziała Lena i szturchnęła Karola w bok – robi wrażenie, co?
- Żebyś wiedziała.
Nowy komisariat został wybudowany na gruzach starego i wyglądał, jak warowna twierdza. Krasnoludy nie żałowały kamienia, zewnętrzne mury miały ze dwa metry grubości, małe okna ze stanowiskami strzelniczymi i blanki.
- Brakuje nam tylko rycerskich strojów – mruknęła Lena.
- Tobie, to raczej daliby strój księżniczki – zaśmiał się Karol.
- Chcesz? Będę do ciebie machać chusteczką z wieży – wskazała jedną z czterem wieżyczek.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś do tego doszło.
- Wchodzimy? – zapytał komendant.
- Pan prowadzi.
Otworzyli podwójne, umocnione drzwi i znaleźli się na małym dziedzińcu. Stały na nim zaparkowane trzy radiowozy, ale było jeszcze miejsce na ich prywatne samochody. Wejście do budynku znajdowało się na wprost bramy wjazdowej. Spodziewali się dalszego ciągu kamiennych ścian, więc mocno się zdziwili widząc nowoczesny wystrój wnętrz. Korytarze pomalowane na biało z niebieskimi lamperiami. Gabinety przestronne i wyposażone w najnowsze sprzęty i regały na dokumenty. Okna były małe i zakratowane, ale i tak wpuszczały sporo światła.
- Tutaj znajdują się miejsca pracy szeregowych i sierżant Leny Szymańskiej – powiedział komendant – dyżurka, poczekalnia, pokoje przesłuchań i bufet.
Weszli na piętro.
- Tutaj ja i kapitan będziemy mieć swoje gabinety, ale jest też sala konferencyjna i archiwum.
- A areszt i więzienia?- dopytywał jeden z podwładnych.
- W piwnicy.
Cała ósemka po zejściu pod ziemię, stała rozdziawionymi ustami.
- Średniowieczne kazamaty – westchnęła Lena.
- Brakuje jedynie sali tortur i kata – parsknął Karol.
Ciemnie piwnice z małymi celami, robiły piorunujące wrażenie.
- Zobaczcie jakie zamki i drzwi – jeden z policjantów popukał w żelazną sztabę.
- W ściany są wbite łańcuchy z kajdanami – nie dowierzała Lena.
- Jednym słowem nie ma tu miejsca na humanitaryzm.
- Pani Róża mówi, żebyśmy się tym nie przejmowali, bo baśniowe stwory doskonale rozumieją wymowę takich miejsc – odparł Karol – nie będą protestować.
- A co najważniejsze, nie uciekną – komendant zatarł ręce – skoro skończyliśmy zwiedzanie, może byśmy się w końcu wzięli do pracy, przez tę przerwę mamy tonę spraw do nadrobienia.
Lilii policjantka
Róża i jej siostry siedziały na balkonie i usiłowały nie parsknąć śmiechem. Mała elficzka sprawiła sobie policyjny mundur, który co prawda leżał na niej, jak ulał, ale był różowy. Miała nawet czapeczkę, z tym, że był to kaszkiet.
Istotka zauważyła ich rozbawienie i prawie się obraziła, ale miała jeszcze dwie wersje munduru, więc musiała na razie odpuścić, gdyż koniecznie chciała się im w nich pokazać. Kolejne odsłony były w kolorach biało żółtym i granatowym.
- Ten trzeci jest w sam raz – orzekła Kalina.
Lilii zabzyczała.
- Nikt cię w różowym ani biało żółtym nie weźmie na poważnie – wytłumaczyła Kalina.
- Te kaszkiety też bym zmieniła – dodała Malwina.
- Dajcie spokój – zaśmiała się Róża – nie musi mieć sztywnego nakrycia głowy.
Lilii rozpromieniła się i uścieła palec Róży.
- Skoro wie już kim jest i ma strój, to wypadało by odebrać od niej przysięgę – podsunęła Kalina.
- To może zrobić tylko komendant – powiedziała Róża.
- Ale czy będzie chciał?
- Każda pomoc mu się przyda – zaśmiała się Róża – poza tym, nie będzie jej przecież płacił.
- Chyba, że w orzeszkach – zaśmiała się Malwina.
Róża spoważniała.
- Masz rację. Ona musi zarabiać. Przecież inaczej nie przeżyje.
- Komenda Główna na pewno nie będzie jej zatrudniać – powiedziała trzeźwo Kalina.
- Nawet nie musi o niej wiedzieć, a naszej Lilii wystarczą dwie paczki bakalii miesięcznie i może pół soku – przypomniała Róża – myślę, że Marka Odolańca będzie na nią stać.
- Na co więc czekamy? – poderwała się Malwina – chodźmy na komisariat. Nie mogą przecież nie wiedzieć, że mają nową pracownicę.
Po kilku chwilach cała czwórka weszła (jedna, tak naprawdę wfrunęła) do gabinetu Marka Odolańca. Kapitan Karol Nowak też przyszedł, stanął pod oknem i z ciekawością czekał na to, co ma się wydarzyć. Patrzył na małą elficzkę spacerującą w różowym mundurze po biurku szefa.
- Próbowałyśmy ją nakłonić na granat, ale uparła się, że ten jest bardziej reprezentacyjny – wyjaśniła Róża Karolowi.
- Acha – mruknął kapitan.
- Muszę też panu powiedzieć, że Lilii kocha pana do szaleństwa i tylko dlatego została i zapragnęła wstąpić w szeregi policji.
Nie wiedzieć czemu mężczyzna lekko się zawstydził. W życiu nie spodziewał się, że będzie obiektem westchnień elfika.
Marek Odolaniec odchrząknął i spojrzał poważnie na Lilii.
- Rozumiem młoda damo, że wiesz czym jest nasza praca?
Lilii zasalutowała i bzyknęła radośnie.
- I zgadzasz się pracować za dwie paczki bakalii i pół litra soku jabłkowego miesięcznie?
Ponowne radosne bzyknięcie upewniło zebranych, że wszystko potwierdza.
- A zatem Lilii z Tulipanowej Polany, czy przysięgasz pracować w służbie społeczeństwa uczciwie i wytrwale?
- Byk, bzyk – padła odpowiedź.
- Zatem przyjmuję cię w nasze szeregi.
Elficzka fiknęła w powietrzu kozła.
- Ale pamiętaj, że będziesz z nami pracować tylko wtedy, kiedy pani Róża.
- Byle nie za często – mruknęła do siebie Róża.
Karol to słyszał i uśmiechnął się lekko.
- Obiecała mnie pani uczyć.
- Owszem, ale to nie oznacza, że rzucę pracę i wszystko dla was poświęcę.
- Ma pani rację, ale proszę pamiętać, że jesteśmy dzisiaj o osiemnastej umówieni.
- Pamiętam, pamiętam – uśmiechnęła się do niego.
Kiedy kobiety z Lilii wyszły do Karola podeszła Lena.
- Ależ ta Strażniczka jest oszałamiająco piękna.
- To prawda, jest aż za idealna.
- Jak poprawiana w fotoshopie.
- A jednak prawdziwa.
- Nie masz u niej szans – powiedziała Lena.
- Nie chcę mieć u niej szans. Ja nawet za nią nie przepadam. Strasznie zadufana w sobie osoba.
- Mów sobie tak dalej, a może w to uwierzysz.
- Ty mi się już bardziej podobasz – powiedział do Leny. Ta roześmiała się głośno.
- Powiedz to mojemu mężowi, a na pewno się ucieszy.
Karol również się roześmiał.
- Oj, wiesz, co mam na myśli.
- Nie ma sensu dopytywać o rzeczy dla mojego mózgu niemożliwe, a jednak realne? – odezwał się w końcu.
- Myślę, że powinien pan po prostu przestać się zastanawiać i przyjąć wszystko takim, jakie jest – powiedziała łagodnie.
- Pomoże nam pani? – zapytał.
- Tak – odparła – nauczę was, jak rozmawiać z Krajanami, jak z nimi postępować i zrozumieć.
- I nie wymaże mi pani pamięci?
- Babcia powiedziała, że mam pomóc, więc pomogę. Ale proszę pamiętać, że ja mam swoje życie i swoje sprawy, nie będę na każde pana zawołanie.
Karol pokiwał głową, na znak, że zrozumiał, ale Róża wyczuła, że jest zniechęcony.
- Niech będzie – powiedziała w końcu – będziemy się widywać po pana pracy. Pokręcimy się po mieście i będę pana pomału wszystkiego uczyć.
- A moi koledzy?
- Też będą mogli wziąć w tym udział – zapewniła.
Zamilkli na dłuższą chwilę, którą przerwał Karol.
- Dlaczego zrobiła się pani miła.
Róża wzruszyła ramionami.
- Mówiłam panu, że jeśli Rada Starszych zgodzi się pomóc, to będę współpracować.
- Gdzie pani schowa zwój.
- Na razie u mnie w kamienicy, ale tylko na czas budowy nowego komisariatu. Polecę panu krasnoludy, którzy są świetni w budowaniu niezdobytych twierdz. Powie im pan, że musi schować pewien dokument, zrobią taką skrytkę, że nikt go nie znajdzie.
- Ale oni będą wiedzieć? Nie wyjawią komuś tej tajemnicy?
- Krasnoludy? – zaśmiała się Róża – prędzej kamień się złamie i zacznie sypać, niż oni. Poza tym nie chodzi o ukrycie go przed Baśniowymi Stworami, a przed ludźmi.
- Dlaczego?
- Jeśli źli ludzie zdobędą ten dokument, to zdobędą władzę nad Krajanami, a tego byśmy nie chcieli.
- Dlaczego?
- Długo by tłumaczyć, z czasem sam pan zrozumie.
Umowa z Lilii
- Gdzie ona jest? – zapytała Róża od progu.
- Siedzi na drzewie w podwórzu – odparła Malwina – dzisiaj rano atakowały ją ptaki.
Róża syknęła.
- Idiotka.
Wyszła na wewnętrzne podwórko i podeszła do wysokiej lipy.
- Lilii? Jesteś tam? – po chwili elficzka pojawiła się wśród gałęzi.
- Podleć do mnie – powiedziała Róża.
Mała istotka bzyknęła smętnie.
- A coś ty sobie myślała? Że dasz radę być tu sama?
Lilii sfrunęła lekko na dłoń Strażniczki. Usiadła na niej i zapłakała.
- Idiotka – syknęła Róża, ale po chwili dodała – znajdę dla ciebie podwózkę do domu…
Elficzka poderwała się na nogi i zaczęła protestować.
Róża była zaskoczona.
- Dlaczego nie chcesz wrócić do domu?
Istotka jeszcze bardziej zaczęła wymachiwać rękoma i bzyczeć coś z przejęciem. Róża usiłowała nie parsknąć śmiechem i odpowiedzieć, jak najbardziej poważnie
– Nie możesz kochać człowieka, to raz, a dwa nie będziesz policjantką.
Lilii tupnęła nogą.
- Nie możesz nią zostać, bo się do tego nie nadajesz.
Mała zmarszczyła brwi i o coś zapytała.
- Dlaczego się nie nadajesz? Bo ja wiem? Mam dziesięć centymetrów wzrostu i ptaki chciały cię zadziobać?
Elficzka znowu oklapła i pociągnęła nosem. Róży zrobiło się jej żal.
- Nie możesz być policjantką, ale dopóki nie znajdę dla ciebie transportu do domu, możesz pomagać mnie i panu Karolowi w rozwiązywaniu spraw.
Ta zaczęła jej coś nerwowo tłumaczyć. W końcu Róża spasowała.
- Dobrze, niech ci będzie, ale musi się na to zgodzić komendant Marek Odolaniec.
Lilii podskoczyła radośnie, wykonała w powietrzu piruet, po czym podleciała do kobiety i cmoknęła ją w policzek.
- Ale pamiętaj – pogroziła jej Róża palcem – słuchasz się mnie i niczego nie robisz bez mojej i pana Karola wiedzy, czy to jasne?
Mała istotka wyprężyła się i zasalutowała.
- Teraz muszę ci zaleźć jakieś lokum. Nie możesz żyć sama na drzewie. Nie mogę też cię przyjąć do mojego domu, więc…. – Róża spojrzała na swój duży balkon – wpuszczę cię tam – wskazała ręką – są tam krzewy i kwiaty w doniczkach, ale… - zastanawiała się dalej Róża – ale i tak skoczę do zabawkowego i kupię domek dla lalek, urządzisz go sobie, jak chcesz. Zgoda?
Lilii pokiwała ochoczo głową.
Za to siostry Róży nie podzielały jej entuzjazmu.
- Wpuściłaś ją na balkon? – dziwiła się Kalina – przecież to jest łamanie zasad.
- Żadne łamanie – zapewniła ją Róża – zostanie moją asystentką. Nigdzie nie jest powiedziane, że nie można zatrudniać baśniowych stworów do pomocy.
- Owszem, ale to nie oznacza dawania schronienia – upierała się Kalina.
- Balkon, to nie dom – orzekła Róża – poza tym Lili będzie mieszkać pod osobnym adresem. Kupiłam jej własne m4.
- Widziałam – zaśmiała się Malwina – nawet ja nie miałam tak wypasionego domku dla lalek.
- Nie zazdrość – odparła Róża - ona się nie cieszy, jest przyzwyczajona do drzew i sam fakt zamieszkania w zamkniętej przestrzeni jest dla niej bardzo trudny. Ale nie ma wyjścia, sama nie przeżyje.
- Niech ci będzie – machnęła ręką Kalina – ale jak zwalą nam się na głowę inne stwory z pretensjami, to ja od razu je wyślę do ciebie.
Karol Nowak i Marek Odolaniec nie wierzą własnym oczom
Róża miała rację, odkąd Strażnicy zobowiązali się pomóc, nic nie stanęło na przeszkodzie, żeby zbudować nowy komisariat. Zatrudnione krasnoludy stawiły się na czas i nie marnowały ani minuty.
Po jakimś czasie komendant z kapitanem stali przed drzwiami ich nowego lokum i nie wierzyli własnym oczom.
- Dwa tygodnie? – powtarzał w kółko komendant – dwa tygodnie? Jak one to zrobiły?
- Szybko – dodał Karol.
- Widzę, ale jak im się to udało?
- Było ich ze dwudziestu i pracowali dzień i noc.
Przyszli kolejni pracownicy.
- Łał – powiedziała Lena i szturchnęła Karola w bok – robi wrażenie, co?
- Żebyś wiedziała.
Nowy komisariat został wybudowany na gruzach starego i wyglądał, jak warowna twierdza. Krasnoludy nie żałowały kamienia, zewnętrzne mury miały ze dwa metry grubości, małe okna ze stanowiskami strzelniczymi i blanki.
- Brakuje nam tylko rycerskich strojów – mruknęła Lena.
- Tobie, to raczej daliby strój księżniczki – zaśmiał się Karol.
- Chcesz? Będę do ciebie machać chusteczką z wieży – wskazała jedną z czterem wieżyczek.
- Nie zdziwiłbym się, gdyby kiedyś do tego doszło.
- Wchodzimy? – zapytał komendant.
- Pan prowadzi.
Otworzyli podwójne, umocnione drzwi i znaleźli się na małym dziedzińcu. Stały na nim zaparkowane trzy radiowozy, ale było jeszcze miejsce na ich prywatne samochody. Wejście do budynku znajdowało się na wprost bramy wjazdowej. Spodziewali się dalszego ciągu kamiennych ścian, więc mocno się zdziwili widząc nowoczesny wystrój wnętrz. Korytarze pomalowane na biało z niebieskimi lamperiami. Gabinety przestronne i wyposażone w najnowsze sprzęty i regały na dokumenty. Okna były małe i zakratowane, ale i tak wpuszczały sporo światła.
- Tutaj znajdują się miejsca pracy szeregowych i sierżant Leny Szymańskiej – powiedział komendant – dyżurka, poczekalnia, pokoje przesłuchań i bufet.
Weszli na piętro.
- Tutaj ja i kapitan będziemy mieć swoje gabinety, ale jest też sala konferencyjna i archiwum.
- A areszt i więzienia?- dopytywał jeden z podwładnych.
- W piwnicy.
Cała ósemka po zejściu pod ziemię, stała rozdziawionymi ustami.
- Średniowieczne kazamaty – westchnęła Lena.
- Brakuje jedynie sali tortur i kata – parsknął Karol.
Ciemnie piwnice z małymi celami, robiły piorunujące wrażenie.
- Zobaczcie jakie zamki i drzwi – jeden z policjantów popukał w żelazną sztabę.
- W ściany są wbite łańcuchy z kajdanami – nie dowierzała Lena.
- Jednym słowem nie ma tu miejsca na humanitaryzm.
- Pani Róża mówi, żebyśmy się tym nie przejmowali, bo baśniowe stwory doskonale rozumieją wymowę takich miejsc – odparł Karol – nie będą protestować.
- A co najważniejsze, nie uciekną – komendant zatarł ręce – skoro skończyliśmy zwiedzanie, może byśmy się w końcu wzięli do pracy, przez tę przerwę mamy tonę spraw do nadrobienia.
Lilii policjantka
Róża i jej siostry siedziały na balkonie i usiłowały nie parsknąć śmiechem. Mała elficzka sprawiła sobie policyjny mundur, który co prawda leżał na niej, jak ulał, ale był różowy. Miała nawet czapeczkę, z tym, że był to kaszkiet.
Istotka zauważyła ich rozbawienie i prawie się obraziła, ale miała jeszcze dwie wersje munduru, więc musiała na razie odpuścić, gdyż koniecznie chciała się im w nich pokazać. Kolejne odsłony były w kolorach biało żółtym i granatowym.
- Ten trzeci jest w sam raz – orzekła Kalina.
Lilii zabzyczała.
- Nikt cię w różowym ani biało żółtym nie weźmie na poważnie – wytłumaczyła Kalina.
- Te kaszkiety też bym zmieniła – dodała Malwina.
- Dajcie spokój – zaśmiała się Róża – nie musi mieć sztywnego nakrycia głowy.
Lilii rozpromieniła się i uścieła palec Róży.
- Skoro wie już kim jest i ma strój, to wypadało by odebrać od niej przysięgę – podsunęła Kalina.
- To może zrobić tylko komendant – powiedziała Róża.
- Ale czy będzie chciał?
- Każda pomoc mu się przyda – zaśmiała się Róża – poza tym, nie będzie jej przecież płacił.
- Chyba, że w orzeszkach – zaśmiała się Malwina.
Róża spoważniała.
- Masz rację. Ona musi zarabiać. Przecież inaczej nie przeżyje.
- Komenda Główna na pewno nie będzie jej zatrudniać – powiedziała trzeźwo Kalina.
- Nawet nie musi o niej wiedzieć, a naszej Lilii wystarczą dwie paczki bakalii miesięcznie i może pół soku – przypomniała Róża – myślę, że Marka Odolańca będzie na nią stać.
- Na co więc czekamy? – poderwała się Malwina – chodźmy na komisariat. Nie mogą przecież nie wiedzieć, że mają nową pracownicę.
Po kilku chwilach cała czwórka weszła (jedna, tak naprawdę wfrunęła) do gabinetu Marka Odolańca. Kapitan Karol Nowak też przyszedł, stanął pod oknem i z ciekawością czekał na to, co ma się wydarzyć. Patrzył na małą elficzkę spacerującą w różowym mundurze po biurku szefa.
- Próbowałyśmy ją nakłonić na granat, ale uparła się, że ten jest bardziej reprezentacyjny – wyjaśniła Róża Karolowi.
- Acha – mruknął kapitan.
- Muszę też panu powiedzieć, że Lilii kocha pana do szaleństwa i tylko dlatego została i zapragnęła wstąpić w szeregi policji.
Nie wiedzieć czemu mężczyzna lekko się zawstydził. W życiu nie spodziewał się, że będzie obiektem westchnień elfika.
Marek Odolaniec odchrząknął i spojrzał poważnie na Lilii.
- Rozumiem młoda damo, że wiesz czym jest nasza praca?
Lilii zasalutowała i bzyknęła radośnie.
- I zgadzasz się pracować za dwie paczki bakalii i pół litra soku jabłkowego miesięcznie?
Ponowne radosne bzyknięcie upewniło zebranych, że wszystko potwierdza.
- A zatem Lilii z Tulipanowej Polany, czy przysięgasz pracować w służbie społeczeństwa uczciwie i wytrwale?
- Byk, bzyk – padła odpowiedź.
- Zatem przyjmuję cię w nasze szeregi.
Elficzka fiknęła w powietrzu kozła.
- Ale pamiętaj, że będziesz z nami pracować tylko wtedy, kiedy pani Róża.
- Byle nie za często – mruknęła do siebie Róża.
Karol to słyszał i uśmiechnął się lekko.
- Obiecała mnie pani uczyć.
- Owszem, ale to nie oznacza, że rzucę pracę i wszystko dla was poświęcę.
- Ma pani rację, ale proszę pamiętać, że jesteśmy dzisiaj o osiemnastej umówieni.
- Pamiętam, pamiętam – uśmiechnęła się do niego.
Kiedy kobiety z Lilii wyszły do Karola podeszła Lena.
- Ależ ta Strażniczka jest oszałamiająco piękna.
- To prawda, jest aż za idealna.
- Jak poprawiana w fotoshopie.
- A jednak prawdziwa.
- Nie masz u niej szans – powiedziała Lena.
- Nie chcę mieć u niej szans. Ja nawet za nią nie przepadam. Strasznie zadufana w sobie osoba.
- Mów sobie tak dalej, a może w to uwierzysz.
- Ty mi się już bardziej podobasz – powiedział do Leny. Ta roześmiała się głośno.
- Powiedz to mojemu mężowi, a na pewno się ucieszy.
Karol również się roześmiał.
- Oj, wiesz, co mam na myśli.
- Wiem i dlatego nic mu nie powiem.
Kolejny odcinek 30 stycznia
Komentarze
Prześlij komentarz