Jestem przeszczęśliwa, tak bardzo, że chyba jeszcze raz pojadę na grzyby. A byłam już trzy razy. Dawno, naprawdę dawno nie miałam takich zbiorów. I ja wiem, że dla niektórych trzy razy, to mało, bo codziennie biegają po grzybki do pobliskiego lasu, ale dla mnie grzybobranie, to coś więcej niż krótki wypad do zagajnika. Dla mnie grzybobranie, to wycieczka, stan umysłu, duszy i radość dla oczu. Dla mnie grzybobranie, to wyjazd daleko z rodziną, to piknik na świeżym powietrzu, rozmowy i śmiech. To rodzinna rywalizacja o to, kto znajdzie pierwszy grzyb, a kto prawdziwka. A na koniec naszym trofeum są grzyby w postaci marynowanych, suszonych i duszonych. No i zupy grzybowej, która jest pyszna i której już kilka talerzy zjadłam. Uwielbiam zbierać grzyby. Nawet wczoraj na kajakach, kiedy poszłam na chwilę do lasu na stronę, znalazłam zajączka. Nawet siedząc w pociągu, który przejeżdżał przez las wypatrywałam, czy nie rzuci mi się w oko jakiś borowik. A kiedy byłam z przyjaciółkami na spacerze w „moim” jabłonowskim lesie, to znalazłam przede wszystkim dużo grzybów niejadalnych, ale oprócz tego dwa maślaki i trzy podgrzybki. A to był tylko spacer. Za to, kiedy jestem na grzybobraniu, to rzeczywiście potrafię wypatrzyć ciekawe okazy, czy to duże, czy to małe. Śmiałam się z ciocią, ponieważ ona siedziała na zwalonym drzewie, a ja, kiedy do niej podeszłam znalazłam za nim z sześć podgrzybków, ona ich nie widziała. W każdym razie w ciągu tych wyjazdów udało mi się zebrać kilka borowików, w tym jednego szatańskiego. Na szczęście ja je zawsze próbuję językiem, więc od razu, kiedy poczułam gorzki smak, to go wyrzuciłam. „Milion podgrzybków” i jakubków (maślak pstry lub miodownik), zajączków, koźlarzy w tym jednego czerwonego, dużo maślaków, chociaż w większości były zjedzone przez robale. Ja jestem zadowolona, a nawet szczęśliwa, że miałam tak udane zbiory. Oczywiście zrobiłam dużo zdjęć i to nie tylko grzybów jadalnych, te niejadalne może mogą zabić, ale z drugiej cieszą oko, tak są urodziwe. W tym roku udało mi się zobaczyć galopującego na łąkach łosia, sarnę w lesie i jaszczurkę. Ale i tak najwięcej było pająków krzyżaków. Co chwila właziłam w ich sieci. Kleszczy nie złapałam, a znana jestem z fobii kleszczowej, która na kilka lat zepsuła mi wyprawy do lasu. Dzisiaj już jest lepiej, ale gdybyście zobaczyli, jak ja jestem ubrana, to byście padli ze śmiechu, albo z podziwu, bo ja kleszcza nie złapałam, a inni tak. Nie, nie mam żadnego kombinezonu, Ja po prostu zakładam przylegające spodnie, na nie naciągam długie skarpety, staram się mieć wysokie burty, a na górze śliską kurtkę, taką, do której robakom ciężko jest się przyczepić. I choć mi pot spływa plecach, nie zdejmuję jej póki nie wrócę do domu. A potem wszystkie potencjalne kleszcze piorę w pralce.J Gdyby te pajęczaki nie przenosiły chorób, to pewnie w ogóle bym się nimi nie przejmowała, ale tak nie jest, więc się przejmuję.
Czasami, to nawet nie chodzi o grzyby, a o sam
fakt obcowania z przyrodą i z naturalnymi dźwiękami, których nie zanieczyszcza
cywilizacja. Wszystko, na co się człowiek nie spojrzy w lesie, cieszy oczy.
Jedyne, co nie cieszy to śmieci, które zostawiają głupi ludzie. Ja tego nie
rozumiem? Niech mi ktoś wyjaśni? Dlaczego ludzie zostawiają śmieci w lesie? I nie
mówię tu o papierze, ogryzku po jabłku czy drewnianej łyżce. Mówię o
plastikowych baniakach po płynie do spryskiwaczy lub oleju, butelkach i
puszkach po piwie, a o gabarytach typu, stara kanapa, to już nie wspomnę. Ale
poza tymi małymi zgrzytami na grzybobraniu jest po prostu wspaniale.
Ps.1
Pamiętajcie, jeśli nie znacie grzybów i nie umiecie ich zbierać, to nie róbcie
tego, zanim Was ktoś tego nie nauczy. Ja uczyłam się od dziecka, od rodziców,
cioć i wujków. I tylko takie grzyby zbieram, jakie oni mi pokazali. Nie znam
się na rydzach czy olszówkach, więc nawet do nich nie podchodzę. I jeszcze jedna
święta zasada, jeśli nie jesteś pewien co, do grzyba, to go nie zbieraj, albo
podczas obrabiania wyrzuć. Nie ma sensu potem martwić się, czy się czasem nie
zjadło muchomora.
Ps.2 Na ostatnim grzybobraniu uświadomiłam sobie, że robię to już od dobrych 40 lat, przynajmniej. To szmat czasu, a ja wciąż się czuję, jakby to było wczoraj.
















Komentarze
Prześlij komentarz