Jesienne kajaki


No nie tak do końca były to kajaki, bo była też tak zwana krypa. Czyli łódka, którą tata zrobił z dachu DUCATO. Woda we Wkrze była na tyle wysoka, że można było ją zrzucić i popłynąć z nurtem. Oczywiście kajakarze też byli, ale ja tym razem wybrałam krypę. Postanowiliśmy nie wiosłować i zobaczyć, ile czasu zajmie nam spłynięcie od Jońca do Borkowa. Po dwóch godzinach miałam dosyć i sięgnęłam po wiosło. W sumie płynęliśmy 5 i pół godziny i to był bardzo długi spływ. Ale na rzece nigdy nie jest nudno, nawet jeśli czas wlecze się, jak ślimak. Po pierwsze kolory pierwszych dni października, to prawdziwa uczta dla oczu. Prócz zieleni pojawiły się też żółcie i czerwienie, a że niebo było bezchmurne i słońce świeciło ile mu elektrownia dała, to kolory liści były tym bardziej intensywne. Miejscami woda była tak spokojna, jak na jeziorze i przybrzeżne drzewa odbijały się od niej, co dawało niesamowity widok. Woda, jak zawsze była czysta i przejrzysta, a większość wodnej zieleniny opadła na dno lub w ogóle znikła. Dzięki temu można było obserwować ryby, mule rzeczne i piaszczyste dno, które układało się w fantastyczne wzory. Niewiele było już owadów w tym ważek, które w pełni lata latały chmarami, a teraz widziałam tylko pojedyncze sztuki. Za to nie brakowało kaczek pływających, latających i odpoczywających na zwalonych kłodach. No i ta cisza. Po sezonie nie ma prawie ludzi, więc mogliśmy się nacieszyć ciszą popołudniowego dnia, kiedy to ptaki odpoczywają i już nie śpiewają. Na dodatek, jak nigdy nie było wiatru, więc woda miejscami była gładka, jak lustro. Ale, co ja tam będę Wam o tym pisać, popatrzcie na piękne zdjęcia i filmiki.




 
















 

Komentarze