Dziś zabiorę Was na cmentarz w Jabłonnie. Termin jest idealny, wczoraj było Wszystkich Świętych, a dzisiaj Zaduszki. Można się zadumać, można powspominać, ale i zapoznać Was z jednym z piękniejszych miejsc w mojej miejscowości. Bo nasz cmentarz jest bardzo ładny i lubię po nim spacerować. Nie jest ani mały, ani duży, ale taki w sam raz, żeby w godzinkę odwiedzić większość rodzinnych grobów. Nasz cmentarz przypomina trochę park, ma dużo drzew i alejek, po których można swobodnie spacerować. Od zawsze lubiłam to miejsce i jestem tu częstym bywalcem. Kiedy było mi źle albo musiałam coś sobie przemyśleć, często przychodziłam i nadal przychodzę nad groby moich krewnych, najpierw dziadków, a dzisiaj chodzę do mamy. Siadam sobie na ławce i gadam ze zmarłymi, czasami się popłaczę, czasami zadumam. Dla mnie to jest idealne miejsce do przemyśleń. Ale nie przychodzę tu tylko, żeby rozwiązywać problemy, przychodzę też ot tak, z potrzeby serca. Lubię szum drzew, śpiew ptaków i ciszę cmentarną, bo praktycznie nikt tu nie rozmawia. Czasami człowiek spotka znajomego, ale zamieni z nim dwa zdania i każdy idzie w swoją stronę. Jestem osobą, która jest mocno zakorzeniona w rodzinę, więc dla mnie odwiedzanie grobów dziadków i pradziadków, to nie tylko obowiązek, ale też dbałość o historię rodziny. Mój drugi rodzinny cmentarz jest za Wisłą w Kiełpinie. Tam bywam rzadziej, ale jest dla mnie równie ważny, jak ten w Jabłonnie. Lubię chodzić po nim wieczorem, zwłaszcza w listopadzie, kiedy świeci się tyle zniczy. Nie wiem, czy wiecie, ale palenie ich na grobach, to nasz słowiański zwyczaj, w innych krajach tak nie robią. Mają inne tradycje pamięci o zmarłych. I ten blask ognia jest piękny. Nie będę się bardziej rozpisywać, obejrzyjcie sobie zdjęcia i zapraszam na spacer.












Komentarze
Prześlij komentarz