Wiem, że nic nie wiem


Znana sentencja przypisywana Sokratesowi staje mi się co raz bliższa.
I nie wiem, czy nie zazdroszczę nastolatkom, którzy są święcie przekonani o tym, że oni już wszystko wiedzą. Taka wszechwiedza, to naprawdę powód do zazdrości, kto by nie chciał znać odpowiedzi na wszystkie pytania. A najgorsze jest to, że oni mają rację mówiąc nam: że dorośli, to nic nie wiedzą.
Bo to prawda, ja wiem, że nic nie wiem. Im jestem starsza, tym bardziej się o tym przekonuję. Ale to dobrze, bo mam ciągły głód wiedzy i wciąż coś czytam i czegoś poszukuję. I drugie dobrze, bo gdyby tak człowiek wszystko wiedział, to by już nic go nie cieszyło, byłoby mu nudno. Acha! Właśnie odkryłam, dlaczego nastolatków tak mało rzeczy cieszy i czemu się nudzą. Oni wszystko wiedzą. Dobra, kończę to nabijanie się z młodości, zajmę się wiekem średnim - zaawansowanym.
Jak pisałam wyżej, doszłam do wniosku, że nic nie wiem. I udowodnię to na podstawie warsztatu historyka. Dwadzieścia lat temu czytałam o jakimś wydarzeniu, które miało miejsce np. w nowożytności. Przez kolejne piętnaście lat byłam przekonana, że wszystko odbyło się tak i tak, wszyscy rozjechali się do domów i żyli długo o szczęśliwie. Tymczasem po piętnastu latach znowu zaczynam interesować się tym tematem, ale już sięgam nie do podręczników, a do literatury fachowej różnych naukowców. I okazuje się, że to wszystko nie było takie proste. Bo dla rodu X konsekwencje tego zdarzenia były takie, a takie, a rodu Y inne i że nie do końca wszyscy żyli długo i szczęśliwie, bo ktoś po drodze umarł ze zgryzoty, a kogoś oszukano. No i mnie zaczyna interesować to, dlaczego ktoś umarł ze zgryzoty i po co było to kłamstwo. I zagłębiam się dalej i dalej i dalej. I to nie ma końca. W końcu poddaję się i uznaję, że mało wiem. Dlatego nauka jest taka ciekawa. Nie tylko historyczna, każda. 
Jak wiecie, ja bardzo lubię paleontologię, ale hobbystycznie. Jako dziecko znałam trzy nazwy dinozaurów na krzyż, a dziś mam wiedzę nie tylko o nich, ale i o gadach morskich, prehistorycznych ssakach czy rybach. I z każdym rokiem, jest tego więcej i więcej. To jest niesamowite. I tylko jedna rzecz mnie doprowadza do rozpaczy, że życia mi nie starczy żeby to wszystko zgłębić. Mam ogromny szacunek dla ludzi nauki. Oni często są bardzo pokorni w swoich wypowiedziach. U ludzi z naprawdę dużą wiedzą i mądrością nie znajdziemy odpowiedzi ostatecznych, raczej będą mówili: to zależy, jest pięć teorii, ja uważam tę za swoją i prawdziwą. To nie jest takie proste. 
Ja nie uważam siebie za naukowca, raczej za odtwórcę czyiś badań. I opisuję Wam historię bardzo subiektywnie i często z przymrużeniem oka. A piszę to w taki sposób, żeby Was zainteresować tematem, ale nigdy nie będę twierdzić, że tylko ja mam rację i historycy, na których wiedzy się opieram. Bo dwa tygodnie później mogę znaleźć coś, co obali moją wizję świata. 
Dlaczego Wam o tym teraz piszę?
Ponieważ prowadzę dyskusję z różnymi ludźmi i na różne tematy i jedni są otwarci na wiedzę i gryzą ją tak, jak ja z każdej strony, ale są też tacy, którzy patrzą na naukę zero jedynkowo. I nie są nastolatkami, to ludzie w wieku średnim - zaawansowanym:). Z ludźmi otwartymi na wiedzę i świadomymi swojej niewiedzy rozmowy są super. Można pośmiać się, stworzyć własne interpretację dzieł literackich czy podważyć jaką teorię fizyczną. Nie ma w tych dyskusjach zacietrzewienia i udowadniania, że moja racja jest najmojsza. Nawet jeśli ostatecznie nie zgodzimy się ze sobą, to rozchodzimy się w zgodzie i dobrych humorach. Ale są też ci zerojedynkowicze. Oni mówią: Acha, a czy wiesz, że Pan Bóg nie stworzył świata w 6 dni? No, wiem. Ha i co na to powiesz? W Biblii napisali kłamstwo? Nie, Biblia opiera się na starszych dziełach, a poza tym, ta symbolika w ogóle nie przeszkadza w wierze.
A wiesz, że o Potopie pisano w Mezopotamii? Noo i w innych dziełach też, ale to nie przeszkadza w wierze. A jakiś potop naprawdę był, jest mnóstwo teorii, gdzie i kiedy i dlaczego? 
A to, że ziemia jest płaska? Tyle wieków okłamywano ludzi. To nie było kłamstwo, to były możliwości poznawcze ludzi tamtych czasów. Tłumaczyli to inaczej niż my, ale nie oznacza to, że oszukiwali. To byli naukowcy, którzy bardzo wnikliwie badali niebo i ziemię. Ale nie znali się na fizyce i grawitacji, nie znali teorii wielkiego wybuchu, no i w głowie im się nie mieściło, że ziemia może być okrągła. Przecież, ci na dole by spadali. A mimo wszystko potrafili wybudować piramidy i piękne budowle. Znali matematykę. Myślę, że dawna nauka opierała się nie tylko na faktach, racjonalizmie, ale i na duchowości oraz uczuciowym postrzeganiu ówczesnego świata.
Potem wszedł racjonalizm, a potem szkoła stała się miejscem, gdzie przekazuje się świętą prawdę, tylko prawdę i nic nie może tego zmienić. A nauczyciel/wykładowca, to nieomylny mistrz, który zna odpowiedź na wszystko. I myślę, że wielu z nas padło ofiarą takiego nauczania, bez refleksji, bez zastanowienia, a potem w dorosłości otwarto nam oczy. Tylko niektórym, ta nowa wiedza w głowie się nie mieści i burzy ich poukładany świat. I ja się nie śmieje z tych ludzi, sama miałam takich nauczycieli, tylko ja znałam oficjalną teorię i miałam swoją teorię. Dlatego bardzo ciężko mi się pisało maturę z polskiego, bo musiałam się wbić w teorię mojej nauczycielki. Osobiście nic do tej kobiety nie mam, bo i ona była ofiarą ram i tego, co autor miał na myśli. I mam takie marzenie, żeby w szkole to się zmieniło. Już się zmienia, ja wręcz wymuszam na uczniach wymyślanie przyczyn, zachęcam nawet do błędnych odpowiedzi, bo potem zapamiętają właściwą. Ja z mojej szkoły pamiętam, że trzeba było mieć na historii czy polskim takie samo zdanie, jak nauczyciel. I myślę, że w jeszcze wielu szkołach to funkcjonuje. Bo młodzież boi się odezwać, ponieważ jeśli będzie mieć inne zdanie, to może dostać gorszą ocenę. Dlatego, ja im nie mówię mojego poglądu, a gryzę temat z różnych stron, a potem pozwalam im się ze mną nie zgodzić. No chyba, że ktoś mi mówi o Wielkiej Lechii, to wybaczcie, ale nie, nie będę na ten temat dyskutować, ani o płaskoziemcach. Żeby nie siedzieć tylko w humanistyce, opowiem Wam jeszcze o młodzieży i matematyce.
Byłam jako opiekun na wyjazdowym projekcie matematycznym. Było to w Wynnykach pod Lwowem. Ja z matematyką nie mam nic wspólnego, dobrze, że umiem dodawać, bo z odejmowaniem mogę mieć już problem. Ale towarzyszyłam tym młodym ludziom w czasie tego wyjazdu i obserwowałam, jak oni rozwiązują dany problem matematyczny. I to było coś fascynującego. Kiedy nie trzymały ich reguły gry rodem z testu maturalnego, na prawdę świetnie się bawili próbując znaleźć rozwiązanie na własną rękę. A potem o tym opowiadali. Nic nie rozumiałam, ale widziałam, że oni wiedzą co mówią i że bawią się nauką. Tak bym chciała, żeby wyglądała szkoła średnia. Oczywiście, bez podstaw człowiek nie ruszy dalej, ale dlaczego do nich nie można dodać czasami ułańskiej fantazji? 
Nie znam się na matematyce, ale patrząc na nauczycieli tego przedmiotu i uczniów, widziałam, że ich to kręci, że oni chcą więcej wiedzieć. I to było piękne, bo uczyli się wielu rozwiązań i tego, że niekoniecznie moja racja jest najmojsza.
I już na koniec, czemu Wam jeszcze to piszę? Ponieważ Internet jest pełen ludzi, którzy przekazują swoją prawdę, jako jedyną i niepodważalną i jeszcze się śmieją z naukowców, którzy lata poświęcili na to, żeby coś nam pokazać. Tymczasem nasi nieomylni eksperci rzucają nam takie teksty: w szkole wam o tym nie mówili, ten król nie był wcale taki wielki, czy wiecie, że miał śmierdzące skarpety na nogach i nie mył się latami. Głupi był. Naukowcy się pomylili, to nie są zwłoki księżniczki tylko księcia. Co za porażka! 
A nauka polega właśnie na ciągłym myleniu się i poprawianiu. Ja to wiem, a czy ty to wiesz?

ps. Tak, wiem mądrzę się, dlaczego? Bo jestem mądra:))) i skromna. No dobrze, tak na serio. Nauczyciel przeze mnie przemawia, więc dlatego się mądrzę. Wcale nie jestem aż tak mądra, dlatego chcę wiedzieć więcej. A póki co zostanę przy tym, że wiem, że nic nie wiem.:)))

*
Na zdjęciu macie wnętrze kawiarni Szkockiej we Lwowie (inny adres niż tej pierwszej, ale z zachowanymi tradycjami). Zdjęcie nie jest przypadkowe. Szkocka, to była prawdziwa Mekka nauki dwudziestolecia międzywojennego, zwłaszcza szkoły matematycznej. Warto o niej poczytać i o ludziach, którzy tam przychodzili np. Stefan Banach, wybitny matematyk twórca teorii mnogości itd.

Komentarze