Cykl słowiański - cz.4 Nie wszystko, co dotyczy Słowian jest prawdziwe.

 

Aktualnie w Polsce mamy modę na Słowiańskość. I dobrze, bo w końcu możemy przyjrzeć się naszej historii, tradycjom i wierzeniom bez naleciałości z Zachodniej Europy. Bo często byliśmy tak zachwyceni Zachodem, że zapomnieliśmy, że historia Słowian jest inna niż starszych ludów w Europie. Niestety ta moda ma też swoje minusy. Ponieważ nasza historia, zwłaszcza ta przedchrześcijańska nie jest dobrze udokumentowana, a nawet jeśli już jest, to w niewielu źródłach i powierzchownie, z zewnątrz, a nie z naszej słowiańskiej tożsamości. Spowodowało to, że nasz rynek księgarski oraz internetowy zalały informacje, które nie zawsze są prawdziwe czy udokumentowane historycznie. Dotyczy to zwłaszcza wierzeń i kultury słowiańskiej. Często wyjaśnienie jakiś cech bóstw czy demona albo obrzędu, to wymysł bujnej wyobraźni autora "badań", niż rzeczywistość. Bo naukowcy zazwyczaj nie są niczego pewni i mówią: to zależy, albo ja uważam tak, ale mój adwersarz tak, kto ma rację? Będzie wiadomo, kiedy znajdziemy źródło pisane, a takich brak. Powieści fantastyczne też nie pomagają. Zawierają one wiele z naszej kultury, ale wiele rzeczy zostało też wymyślonych. Oczywiście, nie przybyliśmy w jakąś pustkę i nasza kultura i wierzenia mieszały się z miejscowymi, więc mamy też zapożyczenia. Dlatego zalecam ostrożność w poszukiwaniu wiedzy, zwłaszcza w Internecie. Bo często obrazy tworzone przez grafików czy opowiadaczy, są pobożnym życzeniem, a nie prawdą historyczną. Zwróciłam też uwagę na to, że nasze wierzenia czy tradycje, często są demonizowane albo pokazywane w smutny sposób. Owszem Słowianie opierali się na wierzeniach politeistycznych plus o całą gamę różnych stworów oraz o magię. Ale wybaczcie, z całym szacunkiem, w średniowieczu nie zawsze było ciemno, mrocznie i nie zawsze wiało chłodem. Tymczasem patrząc na grafiki na okładkach książek i w Internecie mam wrażenie, że życie codzienne Słowian było koszmarem. No, ale wiadomo, to co mało znane jest bardzo tajemnicze, a nasza wyobraźnia może nas ponieść. Poza tym to, co straszne nie wiedzieć czemu, jest bardziej atrakcyjne niż jakieś słodkie opowiastki o szczęściu i dobrobycie. A kiedy ja myślę o naszej prastarej kulturze, to widzę więcej hasania po łąkach i polach oraz dobre zabawy nad wodą czy wokół ogniska, niż smutek, zgrozę ciemnego lasu i Babę Jagę w pakiecie. 

Dlaczego ja o tym piszę? Dlatego, że w cyklu słowiańskim będę pisać o wierzeniach oraz legendach i niektóre osoby mogą być rozczarowane, że będzie tego tak mało. Bo nasza mitologia nie jest grecką czy egipską, to mitologia sił natury i prób wyjaśnienia zjawisk dla ówczesnych ludzi nadprzyrodzonych. To opowiastki, które powstawały przez wieki albo współcześnie, bo przecież nie możemy być gorsi od Germanów i Wikingów. Tymczasem nasza wiedza jest szczątkowa, często wzięta z tradycji ustnych. Będę też pisać, kim jesteśmy i skąd przybywamy i dla fanów Wielkiej Lechii czy ludów Sarmatów niestety, ale nie ma tu miejsca. Ale jedno jest pewne, słowiańska dusza różni się od germańskiej, greckiej czy celtyckiej. I ja zawsze, jak o nas myślę, to mam wrażenie, że my lubimy być blisko natury, lasów, wody i łąk. Przynajmniej moja alergiczna dusza słowiańska lubi naturę, najbardziej z głową pod wodą😛


A co wy uważacie na temat duszy słowiańskiej, jest coś takiego czy nie? 

I co to znaczy mieć słowiańską duszę?


(tak, wiem, urodę mam niesłowiańską, ale zapewniam, że z dziada pradziada jestem z Mazowsza:))


Wcześniejsze wpisy:

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2026/07/cykl-sowianski-odc1-jezyk.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2026/07/cykl-sowianski-odc-2-jezyk.html

 Cykl słowiański odc.3- słowa z rodzimego podwórka


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Cypr cz.1

Co tam słychać w Nowym Roku?

W siłowni