Jabłonna cz.9 – Moje miejsce na ziemi


Pewnie myśleliście, że już nie wrócę do wędrówek po Jabłonnie i okolicach, bo przecież już wszystko, co mogło być ciekawe do pokazania, pokazałam we wcześniejszych odsłonach. A tu proszę, taka niespodzianka. Znowu wrzesień, a ja znowu wędruję po okolicy. Tym razem postanowiłam odwiedzić miejsca, w których dawno nie byłam, ale i takie, w których nigdy nie byłam. Zacznę jednak od trasy sentymentalnej, czyli wędrówki po Buchniku. Oczywiście, ktoś może napisać, że już pokazywałam ten las i Niwkę, ale to jest zaledwie skrawek tego miejsca. A gdzie on się znajduje? Między Jabłonną, a Wisłą. Jest to las głównie liściasty, ale nie jest zarośnięty krzakami i odroślami, jak to zazwyczaj w takich miejscach bywa. Są tam wysokie drzewa o rozłożystych koronach, które dają przyjemny cień, a pod nimi prawie nic nie rośnie. Oczywiście w starszej części, gdzie można spotkać naprawdę wiekowe drzewa. Bo w tej obsadzanej po wojnie, to już bywa różnie. Ale gdzie by to nie było, jest pięknie.






Postanowiłam zlokalizować dwa znane mi z młodości miejsca. Jedno, to góra Adama, gdzie w zimę chodziłam z braćmi na sanki, a drugie to „piachy” nad Wisłą, gdzie paliliśmy niezbyt legalne ogniska i zawieraliśmy nasze pierwsze miłosne, młodzieńcze znajomości.

Wzięłam pod uwagę to, że jestem dorosła, a góra mogła też przez te ponad 30 lat osiąść, więc postanowiłam zdać się na pamięć na temat odległości od domu znajomych, do celu. Pamiętałam, że ta wyślizgana przez nas górka miała na końcu zjazdu duże drzewo, które trzeba było ominąć albo w niego walnąć. J Wzięłam też pod uwagę że może być zarośnięta młodymi drzewami. I mając te wszystkie informację za pierwszym razem nie trafiłam właściwie. Dopiero za drugim razem, dostrzegłam stary, spróchniały pień, który kiedyś był tym niebezpiecznym dla naszych zębów drzewem. Okazało się, że górka nadal jest używana przez dzieci, bo pośrodku nie było zbyt wielu drzewek. Ale, to i tak jest mały skrawek w porównaniu z tym, na jakich my szerokościach działaliśmy. Na pewno we wrześniu królują tam mrówki, nawet na szczycie górki przy drzewku znajduje się ogromne mrowisko. Większości z Was zdjęcia nic nie powiedzą, ale Ci którzy tam bywali, powinni rozpoznać to miejsce.



Pień starego drzewa pośrodku zdjęcia po lewej:)


Potem pojechałam szukać „piachów”, których dziś już nie ma, bo tam rośnie las. I tu mam problem, bo wydaje mi się, że dobrze wytypowałam miejsce, ale nie dam sobie za to ręki uciąć. Mogę powiedzieć tylko, że wydaje mi się, że pod tym, a tym drzewem siedzieliśmy, ale z drugiej strony ono było dalej od skraju skarpy. Bo „piachy” znajdowały się u brzegu starego koryta Wisły, za nim jest już wał i rzeka. Ale chyba trafiłam, tam gdzie trzeba. A z tym miejscem wiąże się taka oto historia.

Siedzę z paczką późnym wieczorem przy ognisku, a tu nagle oświetla nas ostre światło wielkiej latarki. Ktoś krzyknął „policja” i wszyscy zerwaliśmy się na równe nogi (nasze przestępstwo polegałoby na tym, że rozpaliliśmy ognisko w złym miejscu). Zaczęłam biec z dziewczynami ze skarpy na dno starego koryta Wisły. Biegnę i krzyczę:

- Na przełaj, na przełaj!

Nagle obok mnie jedna z koleżanek pyta:

- Ale, co to znaczy na przełaj?

- Nieważne, biegnij – odparłam.

I się przewróciłyśmy w pokrzywy. Z góry dobiegł nas śmiech.

Co się okazało, chłopaki nie mieli świateł w Maluchu, więc przyświecali sobie drogę, dużą halogenową latarką.

Do dziś pamiętamy to „na przełaj”. Taka chwila grozy, a ta pyta się o znaczenie słowa. Do dziś się z tego śmiejemy.





To była historia znanych mi miejsc. Ale dałam się też zaskoczyć „nowością.”

To znaczy, dla okolicznych mieszkańców, to na pewno nie żadna nowość, ale dla mnie i owszem. Bo nie spodziewałam się takiej ładnej kapliczki w lesie. Zaraz za nią znajduje się ruina spalonego domu artysty, rzeźbiarza. Dom spłonął w 2015 roku. Co do kapliczki, nie mogę znaleźć o niej informacji w Internecie, ale pojadę tam jeszcze raz i popytam okolicznych mieszkańców. Jak się czegoś dowiem, to Wam to dopiszę. Ona nie wygląda na nową. Ale jest zadbana i urocza. Z resztą zobaczcie sami.



Kilka linków do starszych wpisów:

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz1-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz2-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz3-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz4-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz5-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz6-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/09/jabonna-cz7-moje-miejsce-na-ziemi.html

https://zprzymruzeniemoczu.blogspot.com/2023/10/jabonna-cz8-moje-miejsce-na-ziemi.html


Komentarze