Strażnicy - odc. 13

 W ciemności

Około północy w starej gazowni na Woli, coś się poruszyło. Mały cień przebiegł przez pustą halę i wyskoczył przez dziurę w oknie na zewnątrz. Istota stanęła w wysokiej trawie i głośno wciągnęła powietrze nosem. Potem uśmiechnęła się paskudnie i zachichotała.

- Braciszkowie idę do was. Będziemy się razem świetnie bawić.

I wybiegł na ulicę, wprost pod samochód. Kierowca poczuł, że  coś mu się przetoczyło pod kołami i powiedział przez zęby.

- No i po kocie.

Mała istota skończyła swój krótki pobyt wśród ludzi, jako mokra plama na jezdni. W normalnych warunkach, może i by udało jej się ożyć na nowo, ale na ruchliwej ulicy, raz po raz ktoś po niej przejeżdżał, aż było za późno, żeby powstać na nowo.

 

Karol i Lili w paszczach wilków

Kapitan mocno się zdziwił, widząc Lili wfruwającą bez żadnej obstawy na komisariat.

- Nikt cię nie odprowadził? – zapytał zdziwiony.

Lili bzyknęła kilka razy i wyciągnęła procę.

-  Widzę, że jesteś odważna i uzbrojona.

Elficzka puchła z dumy, a Karol napisał sms do Róży.

„Czy pani wie, że Lili przyleciała do mnie sama?”

Po chwili dostał odpowiedź.

„Tak. Postanowiła być samodzielna i pokazać nam, że nie jest bezbronna, więc nauczyła się posługiwać procą. Później panu opowiem, jak trzebiła populacje wron i gołębi na moim podwórku. Na moje propozycję odprowadzenia jej na komisariat, po prostu prychnęła i poleciała bez pożegnania. Skoro dotarła, to znaczy, że albo ma wielkie szczęście, albo mamy do czynienia z pierwszą w historii wojowniczą elficzką. Powodzenia.”

Nie pozostało mu nic innego, jak zabrać Lili do radiowozu i ruszyć na niechciane spotkanie. Mała kobietka stała na desce rozdzielczej i przyciskała twarz do szyby. Co jakiś czas podskakiwała z emocji i bzyczała wesoło podekscytowana jazdą samochodem. Karol rozumiał połowę z tego, co mówiła. Przez te kilka tygodni współpracy nauczył się rozróżniać poszczególne dźwięki i umiał się już z nią jako tako dogadać. Okazało się, że Elfiki nie bzyczą bez sensu, jak komary, tylko posługują się własnym językiem, złożonym z dziesiątków dźwięków i mowy ciała, tylko należało uważnie ich słuchać i patrzeć na ruchy. Strażniczka mu to opowiedziała i dzięki temu łatwiej było mu rozmawiać z malutką policjantką.

Oderwał się od miłych myśli i skupił na zadaniu. Dojechał już do Wilanowa i znalazł ulicę, przy której mieszkał klan wilkołaków. Wjechał na ogromną posesję, na której stała nowoczesna willa z basenem.  Była otoczona drzewami iglastymi, które ukrywały ją przed wzrokiem ciekawskich. Podjechał pod dom, zaparkował w miejscu przeznaczonym dla gości i wysiadł z radiowozu. Poprawił mundur i czapkę, Lili zrobiła to samo, co go lekko rozbawiło.

- No to raz kozie śmierć – powiedział i podszedł do drzwi. Zanim jednak zapukał, te otworzyły się i stanął przed nimi wysoki, owłosiony niczym małpa jegomość.

- Cóżeś nigdy służącego nie widział, glino? – powiedział lekko sepleniąc.

Kapitan nic nie odpowiedział, ale Lili podleciała do dziwnego człowieka i pogroziła mu palcem. Ten wzruszył ramionami i wpuścił ich do środka.

Hol był olbrzymi i kończył się schodami prowadzącymi na piętro. Wszędzie poustawiane były wygodne kanapy, a w doniczkach rosły kolejne iglaste krzewy. Po chwili usłyszał kroki, a włosy stanęły mu dęba. Nie miał wątpliwości, że zaraz spotka się z wilkołakiem.

- Witam pana policjanta – powiedział Wreg i wyciągnął wielką rękę. Karol uścisnął ją i z ulgą stwierdził, że wszystkie palce ma całe. Zaraz za wilkołakiem pojawiła się niska i grubsza kobieta o nieładnej twarzy, ale ciepłym uśmiechu.

- Tylko niech pan nie patrzy zbyt długo na moją żonę – warknął do niego Wreg.

- Nie będę patrzył – powiedział szybko Karol, a kobieta roześmiała się perlistym śmiechem.

- Kochanie, nie strasz pana – podeszła do policjanta i wyciągnęła rękę – księżna Kornelia von Nabab z klanu Srebrna Tarcza -  a potem  poprowadziła go schodami na piętro – proszę się nie przejmować, mój mąż już taki jest. Myśli, że ktoś się skusi na starą kobietę.

- Nie jesteś stara – burknął wilkołak – a on niech się nie gapi.

- Nie będę się gapił – ponownie obiecał Karol.

- Na moje córki, też nie – rozkazywał dalej Wreg.

- Nawet nie mam zamiaru…

- Kochanie, sam zaprosiłeś kapitana do naszego domu, więc zachowuj się, jak na gospodarza przystało.

- Przepraszam – burczał wilkołak – jestem bardzo terytorialny i jak inny samiec, nienależący do klanu, wchodzi na moje włości, to tak właśnie się zachowuję. Proszę się mną nie przejmować.   

Łatwo było powiedzieć, gorzej zrobić – pomyślał Karol.

Wilkołak zauważył Lili.

- O proszę, przyjaciółka Róży przyszła nam na pomoc – parsknął.

Elficzka bzyknęła coś ze złością.

- Co ty nie powiesz? Jesteś funkcjonariuszką policji?

Przytaknęła.

- Dają tam różowe mundury?

- Sama go sobie uszyła – wtrącił się Karol – ale ona mówi prawdę, pracuje dla nas, a komendant osobiście odebrał od niej przysięgę.

Wreg podniósł otwartą dłoń, Lili stanęła na niej i dumnie patrzyła mu w oczy.

- A potem pewnie wszystko wypaplesz Róży, co?

Elficzka potaknęła głową.

- To dobrze, to bardzo dobrze – ucieszył się nie wiadomo czemu wilkołak i czuć było, że dziwne napięcie grozy i niebezpieczeństwa maleje. Karol w końcu odetchnął. W pokoju młodego wilkołaka zastali trzy młode dziewczyny w wieku od 16 do 20 lat. Wszystkie były piękne i na pewno nie odziedziczyły figury po matce. Były filigranowe i drobne. Karol musiał mocno się starać, żeby się nie gapić. Ale Wreg przestał się nim interesować, rozmawiał o czymś z elficzką, co było dla Karola dziwne, bo nie sądził, że drapieżnik może chcieć dogadywać się z nic nie znaczącą kruszyną.

- Myślę, że mała funkcjonariusz może wlecieć w każdy kąt pokoju państwa syna – powiedział Karol, po czym szybko dodał – o ile pan pozwoli.

- Pozwolę – zgodził się Wreg – a jedna z moich córek może pomóc przy komputerze syna. Ja nie za bardzo się na tym znam, ledwo nauczyłem się obsługiwać telefon komórkowy- wyjął sporej wielkości prostokąt – a i tak robili mi go na zamówienie, żebym wiedział, co i kiedy naciskać.

- Róża mówiła mi, że baśniowe stwory mają problem z elektroniką, więc czemu pański syn i córki nie? – zapytał Karol.

- Ja też bym nie miał z tym problemu, gdybym nie był stary, mam  dziewięćdziesiąt lat i trudno mi się czegoś nowego nauczyć – zaśmiał się Wreg. Karol był zaskoczony, a potem stwierdził, że nie powinien. Strażnicy też wyglądali młodo. Sam wilkołak mógłby spokojnie uchodzić za czterdziestolatka, ale jego żona najwidoczniej była człowiekiem, bo widać było, że dobiega sześćdziesiątki. Postanowił się nad tym dłużej nie zastanawiać.

- Za to moje dzieci – kontynuował wilkołak – są młode, chłoną wiedzę, jak gąbka. Poza tym wilkołaki przez wieki obcowały z ludźmi z tego świata, nie mogliśmy być zacofani. Róża na pewno o nas mówiła.

- No dobrze, a czemu królowie z Baśniowej Krainy tego nie potrafią, przecież też stoją wysoko w drabinie społecznej Krajan.

Wreg machnął ręką.

- Ale są bardziej bajkowi niż my, nie lubią zmian, nie lubią się uczyć.

- Czyli niektórzy Krajanie potrafią opanować elektronikę?

- Tylko ci, którzy od wieków mieli do czynienia z ludźmi. My, smoki – ale tylko czarne i bagienne, no i może kotołaki.

- Rusałki też kontaktowały się z ludźmi – powiedział Karol.

- O tak – zaśmiał się Wreg – to były bardzo krótkie kontakty, chlup do wody i po facecie.

Kapitan postanowił już o nic nie pytać i wrócił do najważniejszego tematu.

- To wszystko jest bardzo ciekawe, ale chciałbym się rozejrzeć po pokoju państwa syna.

Kornelia von Nabab odezwała się.

- Kieł ma dwa pokoje. W drugim chowa się  kiedy jest pełnia. Tam też może pan zajrzeć.

- Dobrze.

- Zostawimy pana z Honoratą, ona jest z bratem najbliżej.

Najstarsza z córek skinęła mu głową.

Wszyscy prócz Lili, Karola i córki wilkołaka popuścili pokój.

- Tata trochę przesadza – powiedziała melodyjnym głosem – nie jesteśmy tacy dobrzy, jak ludzie. Umiemy sprawdzić pocztę, porozmawiać przez komunikatory, czasami zagrać w grę. A moje koleżanki na uczelni, tam gdzie ja potrzebuje na znalezienie jakiś informacji kilku godzin, one robią to w pięć minut. Za to mnie łatwiej jest szukać w książkach, czego one już prawie nie umieją – uśmiechnęła się szeroko. To Karola prawie zwaliło z nóg, ale szybko się opanował, bo pamiętał groźby jej ojca – techniczne sprawy też są poza nami, ale jakoś sobie radzimy. Ale Kieł zawsze musi prosić mnie o pomoc. On ledwo co wstukuje litery.

- Pokolenie, które tutaj się urodzi pewnie nie będzie mieć już z tym problemu.

- Zrobię wszystko żeby moje dzieci dorównały poziomem ludziom – powiedziała Honorata.

Karol odpalił sprzęt i czekał aż się załaduje.

- Mogę zadać niedyskretne pytanie?

- Powiernikowi prawa powiem wszystko – odparła Honorata poważnie.

- Powiedziałaś, że twoje dzieci dorównają ludziom, ty nie jesteś człowiekiem?

- Niby jestem, ale nie do końca. Proszę pamiętać, że mój ojciec jest wilkołakiem, więc odziedziczyłam wiele jego cech, które trudno nazwać ludzkimi.

- A twoja mama?

- Mama jest córką króla spod Gór Skalistych, posiada wiele nadprzyrodzonych cech, których na co dzień nie widać, ale wy, ludzie takich rzeczy nie potraficie. Ja je również odziedziczyłam, więc jestem ludzka, ale nie do końca.

Karol nie dopytywał, jakie to cechy, a i Honorata nie kwapiła się wyjawiać rodzinnych tajemnic.

Tymczasem Lili przeszukiwała szafy, kufry i szuflady w biurku, ale na razie nic nie znalazła. Za to Karol wszedł historię przeglądania i zaczął notować, co ciekawsze strony, które mogły naprowadzić go na cel.

- Widzę, że brat lubi walki bokserskie, w klatkach i inne.

- Tak – przyznała dziewczyna – od jakiegoś czasu startuje w zawodach, oczywiście w osobnej kategorii dla Krajan. Żaden człowiek nie przeżyłby walki z wilkołakiem.

Dziewczyna otworzyła małą szafkę wiszącą nad biurkiem i wskazała ręką.

- Widzi pan? Zdobył dwa puchary w walkach MMA dla Krajan.

Karol usłyszał lekką dumę w głosie siostry.

- A czy nie szukał jakiś nielegalnych walk? Albo jakiś innych atrakcji, w których był wysoki poziom adrenaliny?

- Gdyby Kieł wziął udział w czymś nielegalnym, ojciec by mu spuścił łomot. Tak samo nasz brat cioteczny u wujka Werga, Kud, on też by tak nie zrobił. Nasi ojcowie mocno dbają o reputację, nie wolno nam jej niszczyć. Nikt z nas nie chce wracać do Baśniowej Krainy.

- Rozumiem, ale spisałem sobie kilka adresów, które wydają mi się podejrzane. Sprawdzę je.

Lili grzebała właśnie w koszu na szpargały, gdy trafiła na plik ulotek.

Podleciała do dużych ludzi i zaczęła bzyczeć.

- Mów powoli – upomniał ją Karol. Ta posłusznie zwolniła, a kapitan zrozumiał, że ma przejrzeć ulotki. Plik przedstawiał ciekawe informacje. Większość z nich dotyczyła walk w znanych klubach sportowych, wejściówki na galę boksu czy MMA, ale i kilka nic nie znaczących broszur, z których treści nie za wiele wynikało.

- Wezmę to i sprawdzę – powiedział do Honoraty, ta przytaknęła i zaprowadziła funkcjonariuszy do drugiego pokoju. Tam stało żelazne łóżko, umywalka oraz ubikacja i nic więcej. Za to drzwi były pancerne z małą klapką, jak się Karol domyślił, podawano nią jedzenie. Ściany były podrapane pazurami, w niektórych miejscach prześwitywały cegły. Okno było zakratowane potężnymi sztabami.

- Powlekane srebrem, żeby ich nie wyrwał – powiedziała Honorata wyjaśniającym tonem – młode wilkołaki nie umieją trzymać natury na wodzy, ale Kieł już prawie dorósł, ma trzydzieści lat, jeszcze dziesięć i będzie dojrzałym mężczyzną.

Wskazała na obdrapane ściany i dodała.

- Te najgłębsze dziury są najstarsze, dzisiaj już raczej się nie rzuca. Raczej leży i gapi się w sufit i czeka aż minie pełnia.

- Może mi pani to zdradzać?

- Powiernikowi prawa, wszystko, ale to pan zadecyduje, czy puści tę informację dalej – uśmiechnęła się do niego.

Karol zajrzał do muszli klozetowej, do spłuczki oraz za umywalkę. Odsunął łóżko, obmacał podłogę i znalazł skrytkę.

- Skąd pan wiedział? – dziwiła się dziewczyna.

- Nie wiedziałem, tylko domyślałem się, że jeśli coś chciał schować, to tylko tu. Na pewno nie za wiele ludzi tu przebywa.

- Nikt tu nie wchodzi – przyznała Honorata – to by było niestosowne, to jego azyl.

- A jednak zrobił skrytkę – powiedział Karol – pewnie przed ojcem.

Włożył rękę między klepki i wyciągnął plik kartek. To były kolejne ulotki. Niektóre leżały tam długo i dotyczyły zupełnie innej tematyki niż walki, raczej imprez, alkoholu i najlepszych miejscówek do zabawy w mieście. Pewnie chował je tu, jak był nastolatkiem. Ale były też podobne, do tych, które Lili wyciągnęła z kosza i jeszcze kilka innych.

- Mogę je wziąć?

- Myślę, że tak. Jeśli ma to pomóc w znalezieniu mojego brata.

Po przeszukaniu cała trójka udała się do Wrega i zdała relację z poszukiwań. Wilkołak zgodził się, żeby Karol wziął wszystko, co znalazł na komisariat, ale najpierw obwąchał każdą kartkę.

- Robię to – wytłumaczył – żeby zapamiętać zapachy, zanim wymieszają się za bardzo z pańskim i innych ludzi.

- Bardzo proszę nie działać na własną rękę – powiedział Karol – w tych ulotkach i moich zapiskach może być trop, ale może być też wielkie nic.

Wreg pokiwał głową na znak, że rozumie.

- Teraz ja i moi ludzie musimy to jakoś poukładać, popytać ludzi, z którymi spotykał się pański syn, poszperać, a to trochę potrwa.

- Ile?

- Nie wiem, ale na pewno kilka dni.

- Kochanie, tutaj policja szuka powoli, ale skutecznie.

- Wiem, wiem – machnął ręką wilkołak – będę cierpliwy, ale nie przeciągajcie sprawy, bo dla syna jestem w stanie rozszarpać każde gardło.

Policjant wiedział, że facet mówi poważnie, więc nic nie powiedział, tylko poprosił o wskazanie domu drugiej rodziny z klanu. Okazało się, że znajduje się na tyłach tej posesji, ukryta między drzewami liściastymi i gęstymi krzewami. W tym domu było podobnie, z tym że Werg zamiast córek miał drugiego syna, ale ten miał piętnaście lat i aktualnie siedział zamknięty w lochu, bo przechodził przemianę. Karol postanowił nie dociekać, w końcu oni lepiej wiedzieli, jak wychowywać młodego wilkołaka. Kud, tak, jak i Kieł interesował się walkami, więc znalazł podobne ulotki i informacje, co w pierwszym domu. Ale znalazło się też kilka nowych informacji ze stron internetowych i Karol również je zapisał.

Potem wrócili z Lili do samochodu.

Opadł na siedzenie i zamknął oczy. Elficzka pytała się go o coś.

- Tak. Jestem wyczerpany. Cały się tam trzęsłem ze strachu. Ale ty byłaś bardzo dzielna i pomocna. Dziękuję – Karol uśmiechnął się do Lili, a ta fikała w powietrzu koziołki, po czym podleciała do niego i obsypała jego twarz mini pocałunkami.

- Ej, Lili, tak nie wolno. Jesteś funkcjonariuszem na służbie – śmiał się Karol – wystarczy powiedzieć dziękuję.

Ale to jej nie powstrzymało.

 

Gdzieś na Mazurach…

Facet z bliznami siedział w biurze i porównywał wyniki rywalizacji między najsilniejszymi krajanami. Berserk, smok i dwa wilkołaki przeszli wszystkie próby i zwyciężyli w rywalizacji. Inne baśniowe stwory odpadły i zgodnie z umową, zajęła się nimi jego współpracowniczka. Co z nimi zrobiła, nie wnikał.

Do pomieszczenia wszedł drugi wspólnik, ten chudy i żylasty i zatarł ręce.

- No to mamy zwycięzców. I co dalej? – zapytał.

- Czekamy na Teresę i zastanawiamy się, co z nimi dalej zrobić – odparł mężczyzna.

- Ja jestem za przeprowadzeniem eksperymentów genetycznych. Czasochłonne i będzie trwało latami, ale wiesz, co możemy uzyskać z takich hybryd?

- Nie wiem i nie chce wiedzieć – odparł wspólnik – prawda jest taka, że pewnie berserk i wilkołak mogą mieć dzieci z ludźmi, więc nie ma sensu robić genetycznych eksperymentów, a założyć obóz rozrodczy dla ochotniczek. A smok, to gad, więc i tak nic z tego. Kobieta jaj znosić nie będzie.

- A ja uważam, że trzeba zrobić genetyczną selekcje, bo nie chodzi o to, żeby rodziły się nowe wilkołaki, a ludzie o ich sile i wytrzymałości.

- Teresa przyjedzie, to będziemy radzić. Na razie chodźmy wręczyć nagrody i puchary, w końcu chłopaki myśleli, że biorą udział w zawodach.

- No tak, masz rację, nie chcemy ich spłoszyć.

 

Marek Odolaniec na dywaniku u szefa

Mężczyzna pojechał do głównej siedzimy policji w Warszawie na spotkanie z szefem, który jak powiedział, chce go widzieć niezwłocznie. Mężczyzna zastanawiał się, czy coś przeskrobali, ale wydawało się, że odkąd mają nowy komisariat i co raz więcej uczą się o Krajanach wszystko idzie ku dobremu. A spotkanie z szefem w trybie natychmiastowym, raczej nie zwiastowało miłej rozmowy.

Został wezwany do gabinetu, Komendant Główny siedział za biurkiem i wstukiwał coś w laptopie. Gestem wskazał Markowi krzesło i jeszcze przez kilka chwil wpatrywał się w monitor. Potem zwrócił się do podwładnego:

- Cieszę się, że pan tak szybko przybył.

- Starałem się, jak mogłem. Czy coś się stało?

- Nic się nie stało. Widzę, że nowy komisariat prosperuje, chociaż wciąż jest dla mnie niejasne, skąd się wzięły na to pieniądze, ale skoro były, to nie będę wnikał. Dziwne czasy, więc dziwne rzeczy są na porządku dziennym. Widzę też, że sobie jakoś radzicie, chociaż nie podoba mi się, że jeszcze nikogo nie postawiliście przed sądem. Za to w raportach mam zapisane same sukcesy, w walce z przestępczością postaci z bajek.

Marek Odolaniec wiedział, że wcześniej czy później będzie się musiał z tego wytłumaczyć. Od dawna miał przygotowane wyjaśnienie, które teraz miał zamiar podać komendantowi na tacy:

- Chodzi o to, że Krajanie są inni od ludzi i w zasadzie nie mają nic przeciwko ucinaniu głów za błahe przestępstwa, a darowanie win osobom, które w ich oczach są bohaterami, mimo, że w naszych oczach, to zwykli przestępcy. Ale nie nadają się do naszych sądów, ponieważ nie rozumieją naszego prawa. Znudzą się w połowie przemowy prokuratora i zaczną dłubać w nosie.

- Dostaną karę za obrazę sądu.

- Oczywiście. Tylko, czy sąd wie, że nie zapłacą ani złotówki, bo często ich nie mają? Za to mają szafiry, szmaragdy i wielki zamek pod Warszawą, bimbają na nasze prawo. Będą gotowi rozpętać wojnę z nami? Ich rycerze kontra miejska policja?

- Pan raczy żartować.

- Nie panie komendancie, ja nie żartuję, ponieważ oni są inni niż my. Codziennie poznajemy nowe istoty, każda ma inny kodeks moralny albo w ogóle go nie ma. Są istoty tak złe, że nie ma szans na resocjalizację.

- Zawsze jest nadzieja.

- Tak. A czytał pan kiedyś bajki? Tam bohaterowie są jednoznaczni, dobry to dobry, zły, to zły.

- Nie miej jednak uważam, że nie powinniście wydawać swoich wyroków.

- Nie dajemy wyroków, tylko trzymamy w areszcie i zastanawiamy się, co dalej. Czasami dajemy pouczenie i wypuszczamy, ale tych naprawdę złych trzymamy pod kluczem.

- To dobrze, ale czemu nie dajecie ich do ludzkich więzień? Czemu nie zgłaszacie do prokuratury.

- Panie komendancie, mogę to zrobić w każdej chwili, ale to nie ma sensu. Myśli pan, dlaczego nasz komisariat wygląda, jak warowna twierdza? Żeby nie uciekli. Z ludzkiego więzienia uciekną w pół godziny, a sąd, jeśli przed nim staną mogą zmanipulować w pięć.

- Rozumiem, ale coś trzeba z nimi zrobić.

Marek Odolaniec nie mógł powiedzieć szefowi o tym, że Karol Nowak jest powiernikiem Prawa i on wydaje wyroki. Nie mógł powiedzieć, że wielu niereformowalnych Krajan odesłali do domu z wyrokiem zakazu wstępu na ludzką stronę. Komendant wiedział tylko o kilku poważnych przestępcach oraz wykroczeniach. Ale był przygotowany i na taką sytuację.

- Proponuję zorganizować osobny sąd dla Krajan. Złożony z ich przedstawicieli i nas, ale nie prawników i sędziów, bo tam prawo jest proste, często oparte na zasadzie „oko za oko, ząb za ząb.”

- To, co mówisz jest nie do przyjęcia.

- Panie komendancie, ja tylko proponuję. Chcecie? Dobrze, oddam wam wszystkich przestępców do ludzkich aresztów i więzień, jeśli uda wam się ich okiełznać, proszę bardzo, będziemy ich stawiać przed ludzkimi sądami, ale jeśli nie, to co wtedy?

Komendant Główny zamyślił się nad tym tematem, po czym powiedział.

- Jeśli chodzi o mnie, to jest mi wszystko jedno, ale mam nad sobą ministerstwo, sądy i parlament. Musisz nam oddać tych więźniów. A jeśli jest, tak jak mówisz, jeśli narobią bałaganu, to wtedy wrócimy do rozmowy.

- Rozumiem – Marek Odolaniec wstał, ale zanim wyszedł szef jeszcze powiedział:

- Niezależnie od wszystkiego, uważam, że robicie dobrą robotę. Gratuluję.

- Dziękuję.

Marek Odolaniec wyszedł na powietrze i odetchnął głęboko. Mogło być gorzej, a tak to bardzo szybko powstaną sądy dla Krajan. I o to im chodziło. Powiernik Prawa działał póki co w tajemnicy, ale wiadomo, że w końcu prawda wyjdzie na jaw. A jak powstaną sądy, to wsadzi do nich Karola, jako eksperta.

 

Kolejny odcinek 06 marca

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"