Jastarnia 2025- lato cz.1
Powiecie, a ta znowu w Jastarni, o czym to jeszcze może napisać? Przecież wszędzie była i wszystko widziała. Okazuje się, że nie wszystko.
Ale zanim przejdę do zdjęć rodem z Karaibów, trochę Was ponudzę szarą rzeczywistością wypoczynku. Nie mam na nic czasu, wciąż jestem w biegu. Chodzę spać o barbarzyńskich porach i żeby wyrobić normę kroków z rana, nie mogę spać do południa. Obiecałam sobie, że codziennie po śniadaniu zrobię za jednym zamachem 5 kilometrów. To jest minimum 7 tysięcy kroków. I jak na razie tego się trzymam. Z tym, że to jest raczej 4, 4 i pół kilometra za jednym podejściem, gdyż zanim wyjdę, mam już jakieś kroki na liczniku. Myślicie, że w Jastarni łatwo jest zrobić te kilometry za jednym zamachem? Trochę trzeba się nachodzić. Ale jestem dzielna i daję radę.
Pogoda jest jak na razie super, nawet jeśli są chmury, to i tak jest ciepło. Woda, jak marzenie, tylko sinice nie są fajne. Ale zawsze można pójść nad Zatokę, tam ich póki co, nie ma. Ludzi na plażach jest mało, ale jak wiecie, głupi ma zawsze szczęście, więc raz trafiłam między dwie rodziny znajomych z plaży, którzy rozmawiali nad moją głową. Oczywiście, że mogłam zwinąć manele i iść gdzie indziej, ale oni mówili, że już się zaraz zwijają. I to trwało godzinę. Jeśli chodzi o mnie, to ja dłużej niż dwie godziny nie wyrabiam. No nie jest ze mnie fryta plażowa. Oczywiście, ja na plażę chodzę po obiedzie, dla mnie to najlepsza pora. Mało ludzi, słońce nie praży i można usłyszeć morze.
Jeśli chodzi o ceny w restauracjach, to Warszawiaka one nie zaskoczą, ale kogoś, kto mieszka w miejscu, gdzie są niższe, mogą znokautować. I chyba bardziej ceny w sklepach niż w restauracji. Ale, ja nie narzekam, wiedziałam, że tak będzie. Jem dużo owoców, zwłaszcza agrestu. A jeśli chodzi obiady, na razie nie skalałam się rybą. Dzisiaj o niej pomyślałam, ale z drugiej strony. Ryba???? Po co mi ryba? Pewnie jak zwykle wygra jakiś burger albo kotlet. A może spaghetii? Dawno nie jadłam. Tylko czy nie w sadzą w sos selera albo Vegety? Ryzykowne. Jadłam też vege burgera z boczniakiem. Pyszny, ale chyba mam alergię na ten grzyb albo na panierkę, w której go obtoczono. Dzisiaj wieczorem jestem umówiona na bezę, na pewno będzie pyszna.
I na koniec kilka słów o miejscu, w którym nigdy nie byłam. Jeden ze znajomych zaproponował nam (ja mam tu paczkę😀), żebyśmy pojechali za Juratę na pustą plażę nad Zatoką. Pojechaliśmy na dwa samochody. Miejscówka znajduję się w połowie drogi do Helu. Wjeżdża się na teren jakiegoś starego ośrodka wczasowego i za 30 dyszki parkuje na trzy godzinki. A potem trzeba przejść się kawałek lasem i Taaaa! Daaaaam! piękna plaża nad Zatoką. Popatrzcie sobie na zdjęcia.
Woda ciepła i płytka. Trzeba wejść z 200 metrów w głąb, żeby trafić na głębszą toń. Jest tam pięknie, jak na Karaibach. Żałuję, że niebo było zachmurzone, bo przez to zdjęcia nie oddają urody tego miejsca.
Na razie to tyle.








Komentarze
Prześlij komentarz