Więzienna Planeta - odc.14

 

Ania
Czuła się tak, jakby udało jej się wypłynąć z mulistej głębi na czystą wodę. Jeszcze nie potrafiła wynurzyć się na powierzchnię, ale wiedziała, że ten moment niedługo nastąpi. Pamięć jej szwankowała, nie potrafiła sobie przypomnieć, jak się tu znalazła, ani co działo się z nią przez kilka miesięcy.
Kilka miesięcy?!
Była u niej jakaś kobieta, która mówiła do niej różne rzeczy, ale jedyne, co Ania zapamiętała, to że była u nich kilka miesięcy.
Zmarszczyła brwi i wykrzywiła z wysiłku. Próbowała przypomnieć sobie coś jeszcze. Było coś o myciu się…
Ale czemu? Przecież, kto jak kto, ale ona dbała o higienę.
Kilka miesięcy…
Co robiła w tym czasie?
Gdzie w ogóle się znalazła?
Pamiętała, że na Więziennej Planecie, ale to miejsce, w którym była zamknięta? Czy to więzienie? Czy mieszkanie?
Po raz pierwszy rozejrzała się po celi. Miała wygodne łóżko, szafę i dwie komody. Weszła do kuchni i zajrzała do lodówki. Nic tam nie było.
Co przez ten czas jadła?
Mgliście widziała parujący talerz z zupą.
Ktoś jej to podawał.
Weszła do łazienki. Nienaruszone kosmetyki stały równo poukładane na półce pod lustrem. Przykrywała je spora warstwa kurzu.  Jedyny dowód na to, że tu bywała był rozwinięty papier toaletowy i otwarte pudełko podpasek.
Ania spojrzała w lustro i zamarła przerażona tym, co tam zobaczyła.
Twarz, jak z horroru. Wychudła, sina, z wielkimi, ciemnymi cieniami pod oczami. Po bokach zwisające strąki brudnych włosów. Zauważyła lepką od potu piżamę, która przyklejała się do jej ciała. Zadrżały jej usta, ale nie zaczęła płakać, nie miała już czym.
- Co się ze mną działo? – wychrypiała i zamilkła. Czy to był jej głos? Co się stało, z melodyjnym, niskim tembrem, z którego zawsze była dumna?
Usiadła na muszli klozetowej i zakryła twarz dłońmi.
- Co się dzieje? Co się dzieje? – chrypiała.
Siedziała tak może ze dwadzieścia minut, aż osoby, które ją obserwowały zastanawiały się, czy do niej nie pójść i nie porozmawiać, ale pani Olga rzuciła na nią okiem i stwierdziła, że mają dać jej godzinę, a dopiero potem zareagować. Okazało się, że było to zbyteczne, ponieważ Ania wstała i zdjęła piżamę. Po raz pierwszy od trzech miesięcy weszła pod prysznic i zmyła z siebie cały brud. Nie miała pojęcia, że ludzie, którzy ją obserwowali, wiwatowali na jej cześć, a Olga oddychała z ulgą. Była dla kobiety nadzieja.
 
Tomasz
Na kolejnej sesji terapeutycznej chciał porozmawiać o sprawie rekomendacji, ale terapeuta zignorował jego pytania i powiedział swoje.
- Podsumowaliśmy z zespołem twoje dokonania z ostatnich miesięcy i muszę powiedzieć, że jesteśmy zadowoleni.
- Ale… - Tomasz wiedział, że takie będzie.
- Nie nawiązałeś, żadnych bliższych relacji z kolegami.
Tomek wzruszył ramionami.
- Nie umiem przyjaźnić się z mężczyznami.
- Wolisz kobiety, bo umiesz nimi kierować.
- To nie tak – zaperzył się Tomasz – po prostu lepiej je znam i zawsze wolałem ich towarzystwo od mężczyzn.
- Masz nowe zadanie.
- O nie, proszę, niech pan mi tylko nie mówi, że mam się z kimś zaprzyjaźniać?
- Nie mogę cię zmusić do zaprzyjaźniania się z ludźmi, ale mogę nakazać ci bliższe poznanie konkretnych osób.
- Niech się pan zlituję. Dogaduje się z kapitanem straży, mam wrażenie, że codziennie u niego jestem – to był przytyk w sprawie rekomendacji na prawo jazdy. Terapeuta zignorował zaczepkę i czekał na dalszą część wypowiedzi.
- Z Leszkiem mi nie wyszło – powiedział zrezygnowany Tomasz – na początku pracowaliśmy razem, ale kiedy zaczęliście mnie przerzucać po zakładach pracy, to kontakt mi się urwał. Ale myślę, że z kierowcami, to było by coś innego.
- A ja myślę, że nie. Podtrzymujesz znajomości, póki są ci potrzebne, później odkładasz je w kąt. Leszek mówi, że odkąd odszedłeś z grupy drwali, to ani razu się z nim nie skontaktowałeś. A było to cztery miesiące temu.
Tomek wzruszył ramionami.
- Jakie mam mieć zadanie? Pielęgnować znajomość? Spotykać się z Leszkiem?
- Możesz, ale my damy ci dwóch nowych kompanów. Nie będziesz z nimi pracować. Jeden jest wynalazcą, ale to płatny zabójca, cichy i małomówny, a drugi to barowy zabijaka, wielki jak tur, prosty i bezpośredni. Aktualnie jest naszym miejscowym artystą - rzeźbiarzem. Pójdziesz ze mną do niego na przyjęcie i będziecie się razem widywać po pracy. Oni dostali podobne zadanie, chociaż z innych powodów, niż ty.
- A czy jest szansa, że potem dostanę prawo jazdy?
Terapeuta pokręcił głową i wzniósł oczy do nieba. Z Tomkiem czasami było, jak z dzieckiem, niby słucha, ale i tak wciąż myśli o nowej zabawce.
- Powiedziałem ci już, że dopiero wtedy, kiedy kapitan straży da ci rekomendacje.
- Ale on mówi, że mi ich nie da.
- Przekonaj go. W końcu jesteś w tym dobry.
- Tak, ale z kobietami. Faceci, w ogóle się na mnie nie nabierają. Nie wie może pan, dlaczego?
Mimo napiętej rozmowy, obaj się roześmiali.
- Tomku, jesteś niemożliwy – zakończył spotkanie terapeuta.
 
Nina
- Czemu chodzę wkurzona, czemu chodzę wkurzona – Nina chodziła po kuchni i w kółko powtarzała to zdanie – czemu chodzę wkurzona…
W końcu wykrzyknęła.
- A ja wiem? Urodziłam się wkurzona i tak mi zostało.
Stanęła przed lodówką i otworzyła ją, potem zamknęła.
- Napiłabym się piwa – spojrzała w stronę oka kamery – słyszycie? Napiłabym się piwa!
Zgrzytnął zamek w drzwiach. W Ninie zatliła się nadzieja, na spełnienie prośby. Niestety, to była strażniczka. Przyniosła laptop i płytę CD.
- Masz to obejrzeć – oznajmiła i wyszła.
Nina najpierw chciała zignorować polecenie, a potem stwierdziła, że i tak nie ma niczego ciekawszego do roboty.
Odpaliła sprzęt i włączyła płytkę.
Tego się nie spodziewała. Oni naprawdę nie byli mili.
Dostała dwa krótkie filmiki. Na jednym była postać z HULKA z Marvela, który był zielony, brzydki i zły, a na drugim była ona, która wrzeszczy, tupie i jest równie wściekła, jak postać z kreskówki. Na końcu filmiku pojawił się napis.
„Hulk też nie wiedział czemu jest zły, za to wiedział, jak niszczyć wszystko dookoła. Czy jesteś Hulkiem? Zastanów się nad swoją złością. Spójrz, jak wyglądasz?”
Nina z wściekłości zrzuciła laptop na ziemię. Oczywiście go zepsuła.
Nagle rozległ się głos jej terapeutki.
- Spokojnie, odliczymy sobie to zniszczenie od twojej pensji. Psuj dalej. Na zdrowie.
Już chciała wywrócić stół i połamać ze złości krzesła, ale powstrzymała się.
Przypomniała sobie HULKA. Zacisnęła pięści i usiadła.
- Nie jestem Hulkiem!!!! – wrzasnęła.
 
Przyjęcie u Bartka
Bartek krzątał się po warsztacie i działce, sprawdzając, czy na pewno wszystko przygotował. W budynku  wszystko lśniło czystością, narzędzia były równo poukładane, drewniane pieńki do obróbki ułożone zostały w stos pod ścianą, a na półkach widniały jego najnowsze dzieła. Na podwórzu ustawił dwa stoły, które zastawił przekąskami i napojami.
- Przyszłyśmy pomóc – usłyszał głos pani Olgi. Odwrócił się do niej uśmiechnięty i zamarł. Razem z nią przyszła ruda piękność z Ziemi.
Był tym tak zaskoczony, że nie był w stanie normalnie się przywitać.
- Coś się stało? – zapytała Olga.
- Nic – wydukał Bartek – zaraz przyjdę.
I szybko udał się do wnętrza warsztatu. Kobiety spojrzały na siebie i wzruszyły ramionami.
- Chyba nie jest jeszcze gotowy – orzekła Olga.
Tymczasem Bartek stał pośrodku pomieszczenia i usiłował złapać oddech.
- Weź się w garść – mówił do siebie – to po prostu baba. Taka, jak wszystkie, tylko z dobrego domu.
Wyszedł do nich i powiedział.
- Przepraszam, ale musiałem coś pilnie zrobić.
- Nic nie szkodzi – odparła Olga i wskazała na towarzyszącą jej kobietę – to jest pani Agata. Pochodzi z Ziemi, przyjechała tu na rok, żeby nas poznać. Dzisiaj będzie robić zdjęcia.
- Zdjęcia? – wydukał Bartek – a po co?
- Żeby upamiętnić tę piękną chwilę – zaśmiała się Olga i dodała – i żeby przetestować nowy aparat fotograficzny.
Agata uśmiechnęła się do niego i zapytała:
- Mogę panu zrobić zdjęcie?
Bartek zadrżał. Miała piękny, melodyjny głos i najpiękniejszy na świecie uśmiech. Nie wiedział, jakim cudem się opanował.
- Oczywiście. Tylko ładne, bo chcę w ramki oprawić.
Kobieta skinęła głową.
Bartek cieszył się, bo w czasie trwania mini sesji, mógł jej się bezkarnie przyglądać. Miała długie i rude kędziory, porcelanową cerę upstrzoną piegami i wesołe, orzechowe oczy. Do tego pełne i kobiece kształty, które ktoś mógłby określić, jako grube, ale dla niego były idealne. Nigdy nie lubił chudych kobiet, a nawet tak zwane normalne, nie podobały mu się tak, jak babeczki przy kości. 
Olga przyglądała mu się z zaciekawieniem, ale nie wydała się ani słowem, że wie, co mu w duszy gra. 
A potem zaczęli przychodzić inni goście, więc zrobiło się gwarno i wesoło.
Olga postanowiła na chwilę odłożyć pracę na bok i po prostu dobrze się bawić.
Zobaczyła Karola. Stał oparty o ścianę, w ręku trzymał szklankę z napojem i chmurnie zerkał w jej stronę. Nie miała zamiaru mu niczego ułatwiać i z premedytacją do niego nie podeszła. Nie miała zamiaru psuć sobie zabawy przez jego chmurne wynurzenia. 
Bartek brylował wśród gości, był głośny, dużo się śmiał i grał pierwsze skrzypce. Agata z przyjemnością robiła mu zdjęcia. Przy okazji dokładnie się mu  przyjrzała. Podobał jej się. Nawet kiedy przypomniała sobie, że to przestępca. 
Nie pamiętała kiedy ostatni raz podobał jej się jakiś mężczyzna. Mgliście przypomniała sobie fatalną randkę sprzed roku, a potem nikt jej nie zainteresował. Za to Bartek od razu podbił jej serce. 
Tomek kręcił się wokół ludzi i starał się wyglądać na zadowolonego i pełnego zainteresowania tym, co inni do niego mówią.
- Nie wysilaj się - usłyszał za plecami. Nie był to jego terapeuta. Koleś był niższy od niego, miał smutny wzrok i usta skrzywione, jakby był bardzo niezadowolony. To był Karol.
- Czemu tak do mnie mówisz?
- Tak się starasz, że mógłbyś wygrać w konkursie na najszczęśliwszego człowieka roku.
Tomek parsknął śmiechem.
- A ty kim jesteś?
- Ponurym żniwiarzem - burknął.
- Serio?
- Co, nie powiedzieli ci, z kim masz się zakolegować?
- Mówili, ale inaczej sobie ciebie wyobrażałem. 
- Nic na to nie poradzę. Masz to, co widzisz. Ale powiem ci, że ja sobie ciebie też inaczej wyobrażałem.
- Zawsze jesteś taki skwaszony?
- Tylko dzisiaj - parsknął Karol i spojrzał w stronę Olgi, która rozmawiała z rudą cizią z Ziemi. Wiedział, że to on musi podejść pierwszy, ale nie wyczuł jeszcze dobrej chwili.
Bartek podszedł do nich i huknął radośnie.
- Dobrze się bawicie?
- Nie - powiedzieli chórem Tomasz i Karol. Na to Bartek wybuchnął śmiechem.
- Cudownie, zamiast jednego, będę miał dwóch marudzących kumpli.
- Byłem szczery - powiedział Karol.
- Ja też - odparł Tomek.
Bartek pokręcił głową.
- Jeszcze będziecie tego żałować. Nie wiadomo, kiedy pozwolą nam na kolejne świętowanie.
Tomasz jakby się ocknął.
- Masz rację. Już się poprawiam i idę się bawić.
Odszedł. Bartek nagle spoważniał i powiedział do Karola
- A ty co? Będziesz tak tu roztaczał swój podły nastrój? Podejdź do niej i pogadaj. 
- Czekam.
- Na co? 
- Na odpowiedni moment.
Bartek popatrzył na niego zatroskany.
- Gdybym cię nie znał, to bym pomyślał, że jesteś nieśmiały. Człowieku, przecież ty jesteś ze stali.
- Zmiękczyła mnie - przyznał mężczyzna.
- Gadanie - Bartek spojrzał w stronę Olgi - idź teraz, stoi sama przy stole z przekąskami.
Pchnął przyjaciela i uciekł, zanim ten by coś mu odpowiedział.
Olga zerknęła na Karola i uśmiechnęła się lekko. W środku jednak nie była tak spokojna. Drżała wewnętrznie, jak galareta.
- Witaj, piękna pani dyrektor.
- Dzień dobry Karolu.
- Dobrze się pani bawi?
- Wybornie, a ty?
- Bywało lepiej.
- Gdybyś wcześniej do mnie podszedł może od razu by było lepiej.
Karol zaśmiał się.
- Pewnie ma pani rację, ale dawno nie rozmawialiśmy, więc trudno mi tak jakoś było podejść.
- Mnie też nie jest łatwo.
Spojrzał na nią bystro i o dziwo uśmiechnął się czule.
- Oboje jesteśmy dziwakami i tyle. Co u pani słychać? - dodał pogodnym tonem.
- W pracy, czy w życiu prywatnym?
- O pani pracy wiem wszystko, interesuje mnie raczej pani prywatne życie.
- Rozczaruję pana, nic ciekawego się w nim nie dzieje. Większość czasu spędzam w pracy.
- Ja też - zaśmiał się Karol.
Olga stwierdziła, że tęskniła za jego śmiechem.
- Tak pan ją polubił?
- Jest świetna - i zaczął opowiadać o najnowszych badaniach oraz o sukcesach, jakie w ciągu kilku tygodni udało się jemu i zespołowi osiągnąć. Po kilkunastu minutach przerwał w pół zdania.
- Przepraszam. Nie wiem czemu tak się rozgadałem, to pani miała mi coś o sobie opowiedzieć.
Ola uśmiechnęła się ciepło.
- Nic nie szkodzi. Z przyjemnością słuchałam.
- Uśmiech - usłyszeli. Agata zrobiła im kilka zdjęć, a potem nie wyczuwając napięcia między nimi, jak gdyby nigdy nic, zaczęła z przejęciem mówić o tym, jak się dobrze bawi. 
Tymczasem Bartek rozprawiał ze swoim terapeutą na temat jego marzeń i planów.
- Pan mnie wciąż o to wypytywał, dzisiaj żądam rewanżu - śmiał się Bartek
- Moje marzenia są mniej skomplikowane niż twoje.
- Czyli?
- Urlop na Ziemi, ciekawa książka, sukcesy w pracy.
- A żona i dzieci? Nie ma pan takich planów?
- To już mam. Moja żona pracuje w administracji Karnego Miasta. Mamy dwóch dorastających synów.
- Nigdy bym nie powiedział, że jest pan żonaty – powiedział Bartek – nie ma pan obrączki.
- Nie noszę, ponieważ przytyłem i nie mieści mi się na palec.
- Zawsze można ją powiększyć.
- Nie ma tu jubilera, a jadąc na Ziemię nigdy o tym nie pamiętam.
- Jeśli zdobędzie pan trochę złota, to ją panu dopasuję – zadeklarował Bartek.
Terapeuta popatrzył na niego zdziwiony.
- Przecież rzeźbisz w drewnie i w kamieniu.
- Ale kiedyś rzeźbiłem w złocie – przyznał mężczyzna – zwłaszcza takim, które trzeba było szybko przetopić i przehandlować.
- Nie tylko ty masz dzisiaj niespodzianki – zaśmiał się terapeuta.
Czas szybko płynął i nadeszła godzina 19 00, imprezę trzeba było skończyć, żeby więźniowie zdążyli do swoich kwater na 20 00.
 
Robert i Olga
Olga poprosiła go, żeby przez jakiś czas obserwował Ninę  w celi, poznał jej cechy i zachowania. Wytypowała go na pierwszego mężczyznę, z którym dziewczyna zetknie się w tym świecie. Nie rozumiał wyboru koleżanki.
- Dlaczego ja? Nie jestem strażnikiem więzienia ani terapeutą.
- Ale jesteś najmocniej stąpającym po ziemi człowiekiem, jakiego znam.
- A co ja mogę? Strzegę bezpieczeństwa miasta, pilnuję porządku…
- Robercie, wiem co robisz, ale ta młoda kobieta, to szczególny przypadek. Musi poznać kogoś, kto ją utemperuje.
- I niby ja się do tego nadaję?
- Owszem. Jesteś nieustępliwy, uparty, konsekwentny…
- To są komplementy czy wyliczanie wad?
- Oczywiście, że komplementy – uśmiechnęła się do niego Olga – a Nina jest specyficzna, dzika i wściekła. Oczywiście możesz się nie zgodzić.
Robert westchnął.
- I co ja mam z nią niby robić?
- Na razie obserwuj ją, jakbyś obserwował dzikie zwierzę. Naucz się jej. Wiem, że to potrafisz. W końcu, to ty jesteś największym pogromcą naszych drapieżników.
- Coś mi się wydaję, że ta więźniarka dała ci ostro w kość.
- Nie mnie, ja z nią nie mam aż tak częstego kontaktu. To raczej ekipa resocjalizacyjna ledwo przędzie.
- Aż tak uparta.
- Nawet sobie nie wyobrażasz.
- No dobrze, zobaczę, co da się zrobić.
Olga przypomniała sobie coś jeszcze.
- Chcę również, żebyś na końcu tego eksperymentu powiedział nam, czy mamy ją wypuścić w miasto, czy nie.
- Dobrze – skinął głową Robert. 
 
Nina
Terapeutka przyprowadziła do celi obcą kobietę.
- To jest nasz doradca zawodowy, pomoże ci wybrać zawód, jaki będziesz u nas wykonywać.
- Obejdzie się – burknęła Nina i ostentacyjnie odwróciła się do kobiet plecami.
- Właśnie, że się nie obejdzie – powiedziała terapeutka – za kilka miesięcy wyjdziesz stąd i musisz mieć jakiś zawód, tutaj nikt się nie obija.
- Z miłą chęcią pozostanę w celi – burknęła Nina.
Terapeutka odparła.
- To nie będzie ta cela.
- Nie?
- Nie. Zwykła, z metalowych prętów, otwarta z każdej strony, także każdy będzie widział, co robisz, łącznie z toaletą.
- To jakieś średniowieczne metody – oburzyła się Nina.
- Możliwe, ale skutecznie zachęcają do podjęcia resocjalizacji. To jak, porozmawiasz z doradcą zawodowym?
- Nie.
Kobiety wyszły niczego nie uzyskawszy. Terapeutka zacisnęła zęby.
- Nie denerwuj się – pocieszała ją koleżanka - dyrektorka ma nam dać pomoc, zobaczysz będzie dobrze
- Nie wytrzymam tego dłużej – kobieta pociągnęła nosem – w życiu nie miałam do czynienia z tak beznadziejnym przypadkiem.
- Dzisiaj jest piątek. Wyjedź gdzieś z mężem, oderwij się od pracy.
- Masz rację, tak zrobię.
 
Agata i Bartek
Po pracy postanowiła przejść się po mieście i w końcu pozwiedzać go tak, jak chciała. Do tej pory towarzyszyli jej strażnicy, którzy mieli ograniczony czas i zawsze się gdzieś śpieszyli. Teraz mogła chodzić wszędzie sama, więc od razu z tego skorzystała. W swojej wędrówce doszła do pierwszego muru i niby przypadkiem zajrzała do warsztatu Bartka. Siedział odwrócony do niej tyłem i ciężko pracował nad kolejną miniaturową rzeźbą.
- Dzień dobry – powiedziała.
Bartek odwrócił się do niej i zamarł.
- Przechodziłam obok i tak zajrzałam – powiedziała, żeby zapełnić dziwną ciszę.
- Miło – odparł krótko Bartek i wrócił do pracy.
Agata była mocno zdziwiona, ponieważ kilka dni temu był głośny, rozmowny i uśmiechnięty.
- Przepraszam, że panu przeszkodziłam – bąknęła i wycofała się z warsztatu.
Bartek zaklął pod nosem i zerwał się z miejsca.
- Pani Agato – krzyknął za nią – to nie tak…
- A jak? – zapytała.
- Pracuję i jestem lekko nieobecny – powiedział to, żeby zatuszować fakt, że po prostu na jej widok brakuje mu języka w gębie.
- Rozumiem – odparła – nie będę zatem panu przeszkadzać.
Odeszła powoli w stronę muru.
Bartek pobiegł za nią.
- Przepraszam – powiedział, gdy się z nią zrównał.
- Nic nie szkodzi. Nie znam całej specyfiki tego miejsca, nie zawsze wiem, jak się zachować. Dopiero pierwszy raz wybrałam się na samotny spacer.
- Bardzo dobrze się pani zachowuje, to ja okazałem się chamem.
- Proszę tak o sobie nie mówić – oburzyła się Agata – jest pan bardzo miły i wesoły. A że skupiał się na pracy? To ja weszłam bez zaproszenia.
Weszli na blanki i wyjrzeli na zewnątrz. Akurat żeby zobaczyć biegnących ludzi.
- Co się dzieje? – zaniepokoiła się Agata.
- To musi być atak dzikich zwierząt – zaopiniował Bartek.
- Jak to?
- Ludzie biegną, za nimi jadą dwa samochody ze strażnikami, celują z karabinów i strzelają w tamte krzaki. Coś tam musi być.
Po chwili zobaczyli, jak z lasu wyłania się setka dzikich, wielkich zwierząt. Wyglądały, jak wataha zlepiona z różnych ras i rodzajów psowatych. Strażnicy wbiegli na blanki i strzelali w stronę zwierząt.
- Tych jeszcze nie widziałem – nie wiedzieć czemu zachwycił się Bartek.
Za to Agata zrobiła się blada, jak ściana.
- Ma pani przy sobie aparat? – zapytał podniecony.
Skinęła głową i wyjęła z torby sprzęt.
Bartek zabrał go z jej ręki i zaczął pstrykać zdjęcia.
- Są piękne – mruczał pod nosem.
Agatę nagle odblokowało.
- Jak może pan tak sobie spokojnie stać i robić zdjęcia? Trzeba pomóc tamtym ludziom. Dlaczego nie biegnie pan do bramy? – w jej głosie było tyle wyrzutu, że Bartek przerwał zajęcie i spojrzał na nią chmurnym wzrokiem.
- Jestem więźniem, nie mogę robić pewnych rzeczy. Na przykład nie dostanę broni i nie będę do nich strzelał. Tak samo, jak nie będę pchał się do bramy. Bo co niby miałbym tam zrobić? Zagrzewać uciekających do szybszego biegu?
Agata nic nie powiedziała. Zrobiło jej się głupio. Rzeczywiście mało poznała realia tutejszego życia.
- Nie wiedziałam – bąknęła.
- No to teraz pani już wie – Bartek ponownie zaczął pstrykać zdjęcia, ale dodał pogodniejszym tonem – proszę się nie martwić, ja się nie pogniewałem.
Wszyscy uciekający wraz ze strażnikami zdołali ukryć się za bramą. Co nie ostudziło zapału drapieżników.
- Psiary – usłyszeli strażnika – rzadki widok. Tam skąd pochodzą musiało zabraknąć jedzenia.
Bartek spojrzał na Agatę.
- Widzi pani? Mieliśmy okazję zobaczyć rzadki gatunek tutejszych zwierząt.
Oddał jej aparat i poprosił od odbitki zdjęć.
- Oczywiście za nie zapłacę – dodał.
- Nie trzeba – bąknęła Agata i zeszła z blanki.
Bartek był zbyt pochłonięty zapamiętywaniem nowych zwierząt, żeby zauważyć, że Agata nadal przeżywała swoje słowa. Czuła również strach. Do tej pory jej pobyt był sielankowy. Ale po tym, jak zobaczyła wściekły atak zwierząt na mury, musiała przyznać, że rozumiała, czemu regulamin miasta był aż tak restrykcyjny.
Szybko odeszła, bo czuła, że zaraz wybuchnie płaczem.
Bartek rozglądał się za nią, ale nigdzie jej nie znalazł.

Kiedy wszedł do swojego warsztatu zupełnie o niej zapomniał, zbyt pochłonięty rysowaniem szkiców psowatych.

kolejny odcinek 28 kwietnia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Pakerzy mają coś do przekazania

Korty – odc.1 - wstęp

Jeszcze słów kilka i książce "Chłopki- opowieść o naszych babkach"