Więzienna Planeta - odc.15
Tomasz
Pędził na złamanie karku, ciągnąc za sobą swoje dwie koleżanki.
- Szybciej! Przebierajcie szybciej nogami! – wykrzykiwał.
- Nie daję rady – wycharczała ruda.
Złapał ją mocniej za rękę i przyspieszył.
Za sobą słyszeli warczenie i ujadanie atakujących zwierząt.
Brama do miasta była już niedaleko, ale nadal nieosiągalna. Mężczyzna miał wrażenie, że drapieżniki są co raz bliżej. Słyszał również strzały z karabinów. To strażnicy odstraszali zwierzęta i umożliwiali im ucieczkę.
Blondynka potknęła się i upadła.
Tomek zatrzymał się i pomógł jej wstać. Spojrzał w stronę lasu i go zmroziło. W ich stronę biegły setki psiarów.
- Wstawaj – krzyknął i popędził dziewczynę do bramy.
Kiedy wpadli do miasta od razu schowali się za bezpiecznym murem. Tuż za nimi wjechały samochody terenowe, po których szybko zatrzaśnięto wrota. Psiary rzuciły się na nie z wściekłym ujadaniem. Na szczęście nie miały takiej siły, żeby przemóc grube drewno i żelazo. Skoczne też za bardzo nie były, więc nie martwiono się o to, że przeskoczą przez płot.
Tomek oddychał głęboko oparty czołem o mur. Obok niego siedziały, ruda z blondynką i zalewały się łzami.
Wiedział, że nie powinien, ale i tak je przytulił. Trudno, poniesie konsekwencje swojego czynu, ale nie mógł znieść kobiecych łez. Koleżanki trzęsły się w jego ramionach, jak osiki.
- Jeszcze nigdy czegoś takiego nie widziałam – szczękała zębami jedna z nich.
- Mogłyśmy zginąć – jęczała druga.
- Ale nie zginęłyście – pocieszał je Tomasz – i nie zginiecie. Przypomnijcie sobie niebezpieczeństwa z domku na odludziu. Miałyście takie same szanse, co tu.
- Masz rację – ruda pierwsza doszła do siebie i odsunęła się od niego – dziękuję.
Blondynka też się odsunęła i z troską powiedziała.
- Będziesz miał kłopoty.
- Nie ma znaczenia, najważniejsze, że wy jesteście bezpieczne.
- Dostaniesz karę.
- Pewnie tak, ale na razie się tym nie przejmuję – powiedział pogodnie – bo co niby mogą mi zrobić? Przecież nie wyślą mnie do Kolonii Karnej?
- Pewnie nie, ale stracisz wszystkie, ciężko zapracowane przywileje i teraz na pewno kapitan straży nie da ci rekomendacji.
- Przestańcie się nade mną rozczulać – śmiał się – jestem mężczyzną, dam sobie radę.
Ostatnie zdanie spowodowało, że dziewczyny zupełnie zmiękły i jedna przez drugą zaczęły wymieniać jego męskie zalety.
Z krępującej sytuacji wyratował go jego terapeuta.
- Nic wam nie jest?
- Nic – odparli jednocześnie
- To dobrze. Tomaszu, pójdziesz ze mną na rozmowę.
- Powodzenia nasz ty bohaterze – zawołały chórem dziewczyny.
Tomasz był pewien, że to jeszcze bardziej pogorszyło jego sytuację.
- Wiem, że źle zrobiłem – powiedział, kiedy tylko znaleźli się poza zasięgiem głosu dziewczyn – ale, jak mogłem nie zareagować, skoro tak się trzęsły. Każdy facet by tak zrobił.
- Tylko, że dostałeś zakaz na rozkochiwanie w sobie dziewczyn. A tym wyczynem spowodowałeś, że twoje przyjaciółki najprawdopodobniej oszaleją na twoim punkcie.
- Nie będę się bronił. Niech pan mnie ukarze i tyle.
Terapeuta popatrzył na niego poważnie.
- Naprawdę nie będziesz próbował czegokolwiek ugrać?
- Nie, ponieważ byłem świadom, co robię i uważam, że i tak zrobiłem dobrze.
- I bardzo dobrze – powiedział terapeuta, a Tomasza zamurowało.
- Co pan powiedział?
- Że bardzo dobrze zrobiłeś. Zachowałeś się, jak prawdziwy mężczyzna. Nie dość, że pomogłeś im uciekać, nie zostawiłeś żadnej na pastwę tych zwierząt, to jeszcze je uspokajałeś, chociaż pewnie i tobie strach zajrzał w oczy.
- To prawda, miałem pełne portki – Tomasz zaśmiał się nerwowo.
- Nie będzie żadnej kary – powiedział terapeuta – zachowujesz wszystkie przywileje i dostajesz pozwolenie na wypicie dwóch piw w tym miesiącu.
Tomasz ze zdumienia rozdziawił usta.
- Nie wiem, co powiedzieć – wydukał.
- Zwykłe, dziękuję, wystarczy – zaśmiał się terapeuta.
Robert, Nina i Olga
Robert czekał na Ninę w jednym z pastelowych pokojów. Stanął w cieniu pod ścianą, ponieważ nie chciał być od razu zauważony.
- Olga - odezwał się w powietrze.
- Tak? - usłyszał odpowiedź z głośników.
- Cokolwiek by się tutaj zdarzyło, mnie pozostaw decyzję, co dalej z nią zrobić.
- Dobrze. Tylko nie wysyłaj jej od razu do Kolonii Karnej.
- Dam jej trzy szanse. Może być?
- Tak - po chwili ciszy, Olga odezwała się jeszcze raz - idzie.
Nina weszła do środka z miną obwieszczającą całemu światu swoje niezadowolenie. Robert miał chwilę, żeby jej się przyjrzeć. Niska, pulchna, z opuchniętą od ciągłej złości twarzą. Włosy krótkie, odsłaniające brzydki tatuaż na głowie. Skulona w ramionach, z czujnym wzrokiem, jakby wciąż czekała na atak.
"Ona się boi" - pomyślał Robert.
Młoda kobieta usiadła i rozejrzała się po pokoju. W końcu go zobaczyła. Przez sekundę była zaskoczona, a potem wściekła się.
- Miało nie być żadnych samców! - wrzasnęła i skoczyła do drzwi. Te okazały się zamknięte. Szarpała klamkę, kiedy to nic nie dało, zaczęła w nie kopać.
Robert nie ruszył się z miejsca, czekał aż opadnie z sił. Po kilku minutach zwątpił czy to kiedyś nastąpi.
- Wiesz, że nie dasz rady pancernym drzwiom?
- Nie odzywaj się samcze! - wrzasnęła i dla odmiany rzuciła się na niego z pięściami. Kapitan zrobił unik, a Nina upadła na podłogę boleśnie uderzając się w głowę, nadwyrężając ręce i obijając kolana. Ale, że adrenalina w niej buzowała, nawet tego nie poczuła.
Zerwała się na równe nogi i ponownie rzuciła się na Roberta, ten odskoczył. Po czym zdjął pasek. Ninie oczy urosły, jak spodki. Cofnęła się pod ścianę i znieruchomiała. Robert obserwował ją spod oka.
- Będzie spokój? - warknął.
- Wypchaj się - ale się nie ruszyła.
- Pani dyrektor - powiedział w powietrze.
- Tak, kapitanie.
- Po tych kilku minutach spędzonych z osadzoną mam następujące wnioski.
- Mów.
- Ta samica… - użył nazewnictwa Niny.
- Nie mów tak na mnie! - wrzasnęła kobieta.
Zignorował to.
- Ta samica ma wściekliznę - powiedział.
- Skąd pan wie? - zapytała całkiem poważnie Olga.
- Zaburzenia mózgowe, irracjonalne zachowanie, wściekłość. Toczy już pianę z ust, więc stadium chorobowe ma się ku końcowi.
- Czy możemy temu jakoś zaradzić?
- Niestety, ta choroba jest nieuleczalna. Trzeba ją, jak najszybciej odseparować od innych.
- Nie mam wścieklizny! - wrzeszczała Nina.
- Co pan proponuje? - to była Olga.
- Ja bym ją wystawił poza mury miasta i porzucił albo odseparował w jednym z domków na odludziu.
- A zwykła cela nie wystarczy? - Olga zaniepokoiła się werdyktem kolegi.
- Nie, ponieważ będzie zakłócać działanie całej społeczności.
- Nie ma dla niej żadnej szansy?
- Jest jedna.
- Jaka? - to była Nina, ale Robert zupełnie ją zignorował.
- Powiesz mi jaka? - zapytała Olga.
- Tak. Samica ma trzy próby. Jeżeli jest zdrowa, to od razu skorzysta z pierwszej i zacznie zachowywać się, jak dobrze wychowany człowiek.
- A co jeśli nie skorzysta z tych szans?
- Wtedy wyląduje za bramą. Sama.
Kiedy to mówił, patrzył dziewczynie prosto w oczy. Nina wiedziała, że to nie są żarty.
- Następne spotkanie za dwie godziny - powiedział do niej sucho.
- Co?! - wykrzyknęła, ale od razu się zreflektowała i powiedziała spokojniejszym tonem - nie dasz mi czasu na zastanowienie?
- Za godzinę - powiedział.
- Nie da mi pan więcej czasu? - poprawiła się.
- Miałaś wystarczająco dużo czasu. Do zobaczenia za sześćdziesiąt minut - włączył stoper i wyszedł.
Poszedł do sali kontrolnej i od razu powiedział do Olgi.
- Co to za indywiduum? Myślałem, że mnie rozszarpie.
- My też - odparła poważnie kobieta - ale chyba ci się udało coś wskórać.
- Olga, to nie na moje siły, ja jestem zwykłym strażnikiem.
- I mężczyzną twardo stąpającym po ziemi.
- I co ja mam z nią za godzinę zrobić?
- Zacznij od manier i nauki dobrego zachowania.
- Nie świecę przykładem - burknął mężczyzna.
- Ale umiesz się zachować.
- A co potem? – zapytał zrezygnowany.
- Zobaczymy.
Ania
Od kilku dni funkcjonowała na tyle dobrze, że przestano dostarczać jej gotowe potrawy, a zaczęto dawać produkty, z których już sama musiała sobie coś zrobić. Od razu z tego skorzystała. Wysprzątała również od góry do dołu celę, która w końcu przestała śmierdzieć i przypominać chlew.
Olga uznała, że kobieta jest gotowa do rozmowy.
Ania po raz pierwszy wyszła z celi. Towarzyszyło jej dwóch strażników, którzy poinformowali ją, że idzie na spotkanie z dyrektor więzienia.
Nie wiedziała czy to dobrze czy źle.
Wprowadzili ją do przytulnego pokoju zastawionego fotelami i dwiema kanapami. Wszystkie meble były pastelowo pomarańczowe. Na ścianach wisiały wesołe obrazki. Pośrodku stał szklany stolik, na którym znajdowała się patera z nieznanymi jej owocami i dwa kubki gorącej herbaty. Na jednej z kanap siedziała drobna kobieta o kruczoczarnych, rozpuszczonych włosach. Miała na sobie dopasowany kostium, który znalazł uznanie w oczach Ani.
Olga wskazała ręką fotel, a Ania odruchowo usiadła. Przez dłuższą chwilę trwała cisza, aż więźniarce zrobiło się nieswojo. Nie wiedziała, co ma zrobić z rękoma i uciekała wzrokiem od badawczych spojrzeń kobiety.
- Wyspałaś się? - takiego pytania się nie spodziewała.
- T-tak - wyjąkała zachrypniętym głosem.
- Kilka miesięcy letargu, to wystarczający czas na odpoczynek i sen.
Ania ze zdziwieniem stwierdziła, że w głosie kobiety nie było ani grama złośliwości.
- Nie wiedziałam, że to trwało tak długo.
Olga uśmiechnęła się.
- Z pobytem na odludziu, cztery miesiące.
- Na jakim odludziu? - zdziwiła się Ania.
Dyrektorka spojrzała na nią zdziwiona.
- Nie pamiętasz, że zamknęłaś się w piwnicy, że podkradałaś żywność, za co współlokatorki cię pobiły?
Ania pokręciła głową.
- Może i dobrze - powiedziała Olga, a potem dodała – chociaż i tak przyjdzie moment, kiedy będziemy o tym rozmawiać.
- A czym się teraz zajmiemy?
- Tobą - Olga opowiedziała jej o programie resocjalizacji. Na koniec zapytała - będziesz współpracować?
- Tak - odparła Ania.
- To dobrze. Ale najpierw opowiedz mi o sobie.
- Przecież pani wszystko wie. W papierach...
- Ja chcę poznać ciebie, nie raporty - przerwała jej Olga.
- Nie wiem od czego zacząć? - kobieta wzruszyła ramionami.
- Pomogę ci zadając pytania.
Dyrektorka wzięła do ręki laptop, który do tej pory leżał na kanapie, otworzyła go i zaczęła wywiad.
Karol
Po rozmowie z Olgą humor mu się poprawił. Kobieta może nie robiła mu nadziei, ale też go nie odrzuciła. Potwierdziło się to kilka dni później, kiedy spotkał ją na chodniku. Zaprosił ją na kawę. Niestety musiała mu odmówić, ale obiecała spotkanie w sobotę, czyli za dwa dni.
- Nad czym tak pracujesz? - szef zajrzał mu przez ramię - to nie jest nasz projekt.
- Wiem - przyznał Karol - robię prezent.
- W godzinach pracy?
- Przecież nic się nie dzieje. Czekam, aż mi przyniosą próbki.
- Tylko żebyś mi niczego nie zaniedbał.
- Nie będzie żadnych opóźnień – obiecał Karol.
Agata
Na chandrę najlepsza praca - pomyślała i zamknęła się w ciemni.
Rozmyślała o tym, jak niewiele wiedziała o tym świecie. Mimo przeczytanego regulaminu i kilku mądrych książek i tak wpadła na zwykłej codzienności. Nie pomagał fakt, że więźniowie chodzili swobodnie po mieście, to spowodowało, że zapominała o tym, że znajduje się w więzieniu.
Jako gość nie miała prawa wygłaszać żadnych komentarzy.
Nie pomogła jej myśl o tym, że Bartek się nie gniewał. Sama na siebie się gniewała.
Na swoje usprawiedliwienie miała tylko to, że pierwszy raz była bez asysty strażników, więc nic dziwnego, że popełniła gafę.
Przyjrzała się zdjęciom. Te z imprezy były cudowne, natomiast psowate potwory nadal wywoływały w niej dreszcze.
Miała też inny problem, jak dostarczyć zdjęcia, żeby nie musieć widzieć Bartka.
Na szczęście postanowienie o tym, żeby już więcej go nie widzieć, z czasem zbladło.
Nina i Robert
Minęła godzina i Robert ponownie wszedł do pastelowego pokoju. Nina siedziała nieruchomo na kanapie i patrzyła na niego wyczekująco.
Robert zajął miejsce naprzeciw niej i powiedział.
- Żarty się skończyły. Czas zacząć naukę.
Nina nie odpowiedziała, ale widział w jej oczach złość.
- Lekcja pierwsza: szacunek. Zastanów się i powiedz, co przez to pojęcie rozumiesz.
- A jak nie odpowiem? – burknęła.
- Zostaną ci dwie szanse na przeżycie.
- Nie może pan decydować o moim życiu. Dostałam tylko kilka lat, niedługo stąd wyjdę.
- Właśnie zmarnowałaś pierwszą szansę - powiedział niewzruszony Robert.
Nina popatrzyła na niego uważnie i pomyślała - „Przebrzydły samiec, rozparty na kanapie i napawający się swoją władzą. Myślałby kto, że jest taki groźny. Nie może nic mi zrobić.” A potem przypomniała sobie domek na odludziu. Przecież ci sami ludzie wsadzili ją tam i narazili na ataki dzikich bestii. Być może nawet zrobił to ten samiec. Nie zawaha się i naprawdę wystawi ją za bramę.
- Szacunek, to coś czego oczekuję wobec mojej osoby - powiedziała.
- To, że w zdaniu użyjesz tego słowa, nie oznacza jeszcze, że odpowiedziałaś na pytanie.
Nina wysiliła szare komórki, ale jak mogła odpowiedzieć, skoro sama nikogo nie szanowała.
- Nie wiem - przyznała.
- Szanujesz rodziców?
- Nie. Oni dawno mnie skreślili.
Robert popatrzył na nią uważnie.
- A przyjaciele?
- Nie mam przyjaciół.
- Rozumiem. To powiedz, jak chciałabyś, żeby ludzie okazywali co szacunek.
- Chciałabym, żeby wszyscy zostawili mnie w spokoju.
- To nie jest odpowiedź.
- Innej nie mam.
Robert czuł, że mówi prawdę.
Dlatego opowiedział jej czym jest szacunek. Na koniec zadał jej pracę domową.
- Na jutro przygotujesz przeprosiny dla wszystkich, którzy mieli tu z tobą do czynienia.
- Nie będę nikogo przepraszać - burknęła.
- Powiedz mi to jutro, a zostanie ci jedna szansa.
- Po co mam przepraszać, skoro nie chce tego robić.
- W ramach treningu i nauki szacunku do innych ludzi. Do widzenia.
Ania
Nie mogła uwierzyć, że spędziła cztery miesiące, jako śmierdzący kołtun i pasożyt. Ona, pedantka i perfekcjonistka? Pani Olga mówiła, że wpadła w letarg i właściwie tylko spała i jadła.
Na jej pytanie, czemu tak się stało, dyrektorka odpowiedziała, że zadziałał mechanizm obronny.
Ale żeby aż tak się zapuścić?
Zaczęła ponownie sprzątać, chociaż i tak wszystko już błyszczało. Po prostu musiała czymś zająć ręce.
Dostała zadanie od pani Olgi- miała uzupełnić kolorowankę dla dorosłych.
Niby proste, ale wydawało jej się to dziecinne i bez sensu. Wolała sprzątać.
Zeszyt zadań leżał na kuchennym stole i patrzył na nią oskarżycielsko. Kredki leżały obok. Jeszcze nie rozpakowane.
Na pytanie, czemu ma to robić, pani Olga odparła.
- Będzie ci łatwiej zapanować nad myślami. Nie będziesz się denerwować.
Ania usiadła z westchnieniem przy stole.
- Ciekawe czy zadziała - sięgnęła po kolorowanki i ją wciągnęło. To było coś w sam raz dla pedantki.
Bartek i Agata
Bartek, jak zwykle siedział w swoim warsztacie i dłubał w drewnie.
Usłyszał pukanie do drzwi.
- Proszę - krzyknął
W drzwiach stanęła Agata. Bartek uśmiechnął się do niej niepewnie.
- A już myślałem, że się pogniewałaś.
- Ja? - zdziwiła się - to raczej ty powinieneś się gniewać. Byłam niemiła i posądziłam cię o tchórzostwo.
Bartek zaczął się śmiać.
- Może gdybym rzeczywiście był tchórzem, to bym się obraził, bo byś mnie zdemaskowała. Ale nim nie jestem, tylko zasady mnie pętają.
- W każdym razie jeszcze raz przepraszam - odparła Agata - i przyniosłam zdjęcia.
Bartek zerwał się z krzesła i nad nią stanął. Agata po raz kolejny zdała sobie sprawę, jak potężny jest ten mężczyzną, chociaż stał przed nią z miną małego chłopca czekającego na prezent.
Agata postanowiła to wykorzystać.
- Dam ci je, ale pod jednym warunkiem?
- Jakim? - łapczywie wpatrywał się w kopertę ze zdjęciami.
- Skoro przeszliśmy na ty, to może zaprosisz mnie na kawę.
Bartek spochmurniał.
- Przepraszam, to moja wina. Powinienem zwracać się do pani oficjalnie.
- Mnie to nie przeszkadza - wyciągnęła rękę - Agata jestem.
Uścisnął ją z wdzięcznością.
-Bartek - odparł z ulgą, po czym dodał - z kawą może być problem.
- Jaki? - zapytała.
- Nie mogę sobie ot tak na nią iść. Muszę mieć pozwolenie. A na razie dostałem dwie wejściówki do karczmy i imprezę. Muszę odczekać i zasłużyć.
Agata zarumieniła się ze wstydu.
- Znowu palnęłam gafę. Znowu zapomniałam, że jesteś więźniem.
- Nic nie szkodzi. Mnie też nie było łatwo, to wszystko przyswoić.
- Ale zdjęcia możesz wziąć?
- Mogę. Nie tylko ty mi je przynosisz.
Agata zasmuciła się, Bartek to zauważył i szybko ratował sytuację.
- Ale takich, jakich dostanę od ciebie na pewno nikt mi nie przyniósł. Oprawie je w ramki.
Agata uśmiechnęła się ciepło.
- Zatem czekam, aż będziesz mógł iść ze mną na kawę - wręczyła mu kopertę, a potem zapytała - a może teraz ją wypijemy?
Bartek pokręcił głową.
- Jeśli nie wyjdziesz ode mnie za dwie minuty przyjdą strażnicy. Nie czytałaś o prywatnych relacjach w mieście?
- Czytałam, ale nie pamiętam.
- 15 minut w pomieszczeniu. Pół godziny na zewnątrz. Praca się nie liczy, tak jak i wyjątkowe sytuacje. Na przykład na kawę z tobą dostanę pewnie godzinę.
- Rozumiem i uciekam. Nie chce żebyś miał kłopoty. Cześć.
- Dzięki. Cześć.
Bartek został sam i od razu wziął się za przeglądanie zdjęć.
Tomasz i Robert
Tomasz dostał wezwanie do natychmiastowego stawienia się u kapitana straży. Zdziwił się tym bardzo, ponieważ nie przypominał sobie, żeby ostatnio złamał jakiś przepis.
Kiedy przyszedł do strażnicy, od razu został zaprowadzony do Roberta.
Kapitan spojrzał na niego i wyciągnął w jego stronę rękę, w której trzymał jakąś kartkę.
Tomek wziął ją i zapytał.
- Co to?
- To co chciałeś. Rekomendacje - odparł sucho kapitan.
- Naprawdę? - Tomek spojrzał na dokument i przeczytał cztery razy, zanim uwierzył w jego prawdziwość.
"Pan Tomasz Dębski otrzymuje rekomendacje kapitana straży Roberta Zabłockiego . Pan Tomasz jest odpowiedzialnym człowiekiem i zezwalam na prowadzenie przez niego samochodu."
Tomek popatrzył zdziwiony na Roberta.
- Czemu zmienił pan zdanie?
- Twoje ostatnie wyczyny sprawiły, że uwierzyłem w twoją przemianę.
Tomek rozdziawił buzie i natychmiast jà zamknął.
- Dziękuję - wydukał.
- Nie ma za co. A teraz żegnam, mam mnóstwo pracy.
Tomek wyszedł przed strażnicę i przytulił do serca dokument.
Tak dobrze nie czuł się nawet wtedy, gdy okradał naiwne babeczki.
Karol
- Szefie - zwrócił się do swojego przełożonego - czy jest szansa na to, żebym dostał pozwolenie na pójście do karczmy na wieczorny seans?
- Nie tym razem - odparł szef - ostatnio miałeś imprezę i wyjście na kawę, musisz swoje odczekać.
Karol zasmucił się, ponieważ miał nadzieję zaprosić Olgę na seans. Niestety na razie musiało mu wystarczyć wspomnienia i przypadkowe rozmowy na ulicy.
- A jak to jest z tym skracaniem wyroku? - zapytał szefa. Mężczyzna podrapał się po głowie i rzekł.
- W twoim przypadku oznacza dużo wyrzeczeń.
- To znaczy?
- Pięć tysięcy za jeden dzień. A to dlatego, że jesteś ciężkim przestępcą.
- No tak - westchnął Karol- na razie jest to poza moim zasięgiem. Dajecie mi ledwo tysiąc pięćset.
- Nie szalej. Dopiero zacząłeś - szef zaśmiał się - kto by pomyślał, że taki jesteś niecierpliwy.
- Jak mi na czymś zależy, to się śpieszę - odparł Karol - ale rozumiem, że na razie nic z tego, więc po prostu wrócę do pracy.
- Mądrze gadasz.
Olga
Weszła do mieszkania i z ulgą padła na kanapę. Lubiła swoją pracę, ale ostatnie tygodnie, sprawa Ani i Niny, dały jej w kość. Dopiero, po interwencji Roberta, odetchnęła i dopadło ją zmęczenie.
Nie chciało jej się ruszać. Jedynie sięgnęła po koc i nawet się nie przebierając w domowe ciuchy, opatuliła się po szyję i zasnęła.
Obudziła się dziesięć godzin później. A dokładniej obudził ją telefon. Sekretarka dzwoniła pytać, gdzie się podziewa. Olga spojrzała na zegarek, była 8 15.
Przeprosiła Basię i powiedziała, że zjawi się o 9 00.
- Chyba czas gdzieś wyjechać - uznała - nie mogę padać na twarz. Pomyślała również o zespołach zajmujących się Anią i Niną, im też się należał krótki odpoczynek.
Dlatego od razu po przyjściu do pracy zwołała spotkanie i oznajmiła.
- Ostatnio żyliśmy w ciągłym napięciu, od tygodnia mamy progres w resocjalizacji Anny i Niny, myślę, że każdy z was powinien wziąć kilka dni wolnego. Powiedzmy tydzień. Ale zaczniemy od terapeutów, oni najbardziej tego potrzebują, potem strażnicy i na końcu obserwatorzy.
Nastroje od razu się polepszyły, kilka osób zaczęło klaskać. To tylko potwierdziło słuszność jej decyzji.
Potem udała się do burmistrza i go o tym poinformowała. Również o tym, że ona też jedzie w pierwszej turze.
- To oczywiste - zgodził się Paweł - dostaliście w kość, ale od razu mówię, że potem wysyłam Roberta, on też zasłużył na urlop.
- Oczywiście.
W wolnej chwili zastanawiała się gdzie pojechać. Na Ziemię wybierała się służbowo za miesiąc, żeby spotkać się z kandydatami na praktyki i żeby zatrudnić kilka dodatkowych osób. Z Nowego Miasta nikt się nie kwapił, a na miejscu wszyscy już mieli co robić. Także Ziemię wykreśliła z planów. Zostały jej Burzliwe Wodospady w dżungli, gdzie znajdował się ekskluzywny kurort. Mogła też pojechać na Szare Klify, ale tam było czasami niebezpiecznie. No i do Błękitnej Laguny uzdrowiska przy Kolonii Karnej. Miałaby tam spokój, ciszę i morze. Ostatecznie jednak wybrała Szare Klify, tam było kameralnie i nie musiała przecież nigdzie wychodzić. A nawet jeśli, to dostanie obstawę. Zadzwoniła do nich i zamówiła pokój. Potem wróciła do pracy.
Kolejny odcinek 02 maja

Komentarze
Prześlij komentarz