Wielka gra - odc.11


Ruda Mysz
Musiała wyruszyć do Piątki. Pana nie było i nawet nie mogła mu o tym zameldować. A mówił żeby go informowała, jak ma zamiar opuścić zamek. Z drugiej strony, czas ją naglił. Gdyby dał jej numer telefonu, to by zadzwoniła. Ale bała się kogokolwiek o to poprosić. Wahała się przez chwilę i w końcu napisała krótki liścik i zaniosła go pod drzwi do jego apartamentów. Nigdy by się nie ośmieliła tam wejść, dlatego wsunęła kopertę z kartką pod szparę w drzwiach. Odetchnęła i wyszła z zamku. Potem pomyślała o pani Marcie, że może do niej zadzwonić i się poradzić, ale przecież nikt nie mógł wiedzieć gdzie się udaje i po co. Była taka samotna i nie było nikogo, kto by się nią zaopiekował, pomógł. Pociągając nosem wyszła za bramę i skierowała się na przystanek PKS. Dwie godziny później była prawie na miejscu. Wysiadła o dwa przystanki wcześniej od laboratorium i resztę drogi pokonała pieszo. Kiedy dotarła na miejsce, zadrżała i pomyślała – To się nie może udać.
Okazało się, że tajne laboratorium, które miała zaznaczone na mapie nie istniało. Wyszła na łyse pole. Zawróciła i poszukała jakiegoś miejsca, żeby usiąść i pomyśleć. Niedaleko od niej znajdował się park. Usiadła na ławce i wyciągnęła tablet. Jeszcze raz przestudiowała mapę. Jak wół widniało, że w miejscu łysego pola powinny znajdować się jakieś zabudowania, ale ich nie było.
- Proszę pani, proszę stąd iść. To teren prywatny – poderwała głowę i zauważyła mężczyznę w czarnych bojówkach i bluzce.
- Ojć. Nie wiedziałam – powiedziała zgodnie z prawdą – przejechałam przystanek i właśnie patrzyłam na mapę, jak wrócić do centrum miasteczka. No i usiadłam sobie na chwilę.
Jej niewinny i szczery ton spowodował, że ochroniarz się uśmiechnął i powiedział.
- Proszę iść ulicą Zieloną aż do końca, a potem będzie skręt w lewo, tam znajduje się przystanek autobusowy w stronę centrum. A na przyszłość proszę czytać tabliczki.
- Dziękuję bardzo – odparła i szybko opuściła park. Odwróciła się i rzeczywiście na słupach latarni widniały tabliczki z informacją, że nieupoważnionym, wstęp wzbroniony. To ją zastanowiło.
Żeby nie wzbudzać podejrzeń spokojnie poszła we wskazanym przez ochroniarza kierunku. Ale po kilkunastu minutach wróciła, z tym, że była nie do rozpoznania. Tym razem nie miała na sobie luźnej sukienki i rozpuszczonych włosów. Była ubrana na czarno, włosy spięła w ciasny kok, a na nosie miała przeciwsłoneczne okulary. Przystanęła niby przed witryną sklepową i czujnie obserwowała park. Miała szczęście. Z małego budynku pośrodku zieleni, co jakiś czas wychodzili ludzie. Za dużo, jak na tak mały obiekt. Zgadła, że tam znajdowało się wejście. Teraz musiała się tylko tam dostać. Ale jak?
Ruda Mysz odeszła, ale zupełnie nie zdawała sobie sprawy, że po raz pierwszy się nie rozkleiła i nie załamała z powodu zadania. Była gotowa do jego wykonania. Szkolenia Marty nie poszło na marne. A może tak podziało na nią oddalenie się od Pana i jego ludzi, którzy ją na co dzień przerażali?

Dario
Zatrzasnął drzwi taksówki i kolejna kuzyneczka pojechała w siną dal.
Był wściekły i tylko dobre wychowanie powstrzymało go przed spraniem dziewuchy na kwaśne jabłko. Dopóki nie znaleźli się na terenie, gdzie odbywały się wyścigi wielkich samochodów zachowywała się normalnie. Ale kiedy tylko pojawili się na trybunach, coś w nią wstąpiło. Zaczęła się na nim wieszać, przytulać się, a nawet kilka razy cmoknęła go w policzek. Na reakcje dziennikarzy nie trzeba było długo czekać. Pozowała do zdjęć, jakby była kimś ważnym. Ale to jeszcze mógł przeboleć, bo przecież wiedział, że za dzień czy dwa wszyscy o tym zapomną. Nie ona pierwsza i nie jedyna, z którą się pokazał. Ale kiedy powiedziała do kamer.
- Oczywiście, że jesteśmy razem. Dario i ja bardzo, ale to bardzo się lubimy. Dario, pokaż państwu, jak bardzo ci na mnie zależy.
I pokazał. Dziewczyna odjechała a on odwrócił się do wystrzelonych w jego stroną mikrofonów i powiedział.
- Nie wierzcie we wszystko, co wam mówią ludzie – wyminął ich i wrócił dalej oglądać wyścigi. Niestety humor całkowicie mu oklapł.

Czarna Mamba i Patryk
Kiedy zastał ją w domu rodziców odetchnął z ulgą, a kiedy powiedziała, że nigdzie się jej nie spieszy i chętnie wypije piwo, był prawie wniebowzięty.
- Tylko jednego nie rozumiem – powiedziała patrząc na niego dziwnie – czemu zerwałeś się z pracy. Nie żebyś nie mógł, tylko zazwyczaj nie chcesz tracić ani minuty.
Otworzyli piwo i wypili po kilka łyków.
- No, co chciałeś mi powiedzieć? – popędziła go.
Patryk wyłuszczył całą sprawę, o tym, że się umówił i że Gosia mu się podoba i w ogóle i co ona na to.
- A co ja ci bronie się z nią spotykać? – zapytała kiedy skończył opowieść.
- Nie, ale wiem jaka jesteś. Jak ci nie powiem, nie dasz ani mnie, ani jej żyć.
Zaśmiała się. To była prawda. Lubiła wszystko wiedzieć, a zwłaszcza o tym, że jej przyjaciel się z kimś spotyka. Kiedyś była dla niego nieznośna właśnie dlatego, że zataił przed nią, że się z kimś spotyka. Teraz zrobił to jak należy. Ona wie wszystko, więc łaskawie nie będzie się wtrącać – po czym przyznała się sama przed sobą – to nierealne, będzie się wtrącać, ale postara się mu tego nie zepsuć.
- Skoro porzuciłeś pracę, to znak, że naprawdę ci na niej zależy – powiedziała spokojnie i z lekkim uśmiechem – mam nadzieję, że okażę się ciebie warta. Nie będę ci bruździć.
- Dziękuję – Patryk odetchnął z ulgą.
- Kim ona jest?
- Pracuje w firmie. Widziałaś ją raz i byłaś dla niej niemiła.
- Nie rób ze mnie potwora – powiedziała Czarna Mamba – niech nie czuje się urażona, ja prawie dla nikogo nie jestem miła. Dopiero by było, gdybym zaczęła. Raz dwa bym straciła rubieże. Ale wracając do tematu, nie pamiętam jej.
- Taka grubsza, wysoka, piękne zielone oczy, kasztanowe włosy i ma dołeczki w policzkach, jak się uśmiecha.
- Zrzygam się od tej słodyczy – przywróciła go do rzeczywistości – nie pamiętam jej. Ale jeżeli rzeczywiście będzie to coś poważnego, na pewno mi ją przedstawisz.
- Na pewno.

Adam
Wrócił z Michałem na obrzeża późnym wieczorem. Umówili się z ojcem, że do nielegalnej wioski Igora wybiorą się za dwa dni, miał więc czas na zorganizowanie odpowiedniej grupy ludzi. Jeszcze tego samego wieczoru spotkał się ze swoimi zaufanymi oficerami i omówił szczegóły.
- Gdzie Ruda Mysz? – zapytał nagle, bo coś go tknęło.
- Nie wiem – powiedział jeden z oficerów – nie widziałem jej dzisiaj.
- Może jest u siebie – wzruszył ramionami drugi oficer.
- Masz rację, jest późna noc, pewnie śpi. To tylko moje przyzwyczajenie, że ona zawsze jest w pobliżu.
Po odbytym spotkaniu od razu poszedł sprawdzić, czy jest u siebie w klitce. Nie było jej, ale zauważył, że materiały do zadaniem zniknęły. Uspokojony poszedł do swoich apartamentów. Kiedy wszedł zobaczył na podłodze kopertę. Podniósł ją ostrożnie i obejrzał.
- Licho nie śpi – powąchał ją i wyczuł delikatny zapach mydła Rudej Myszy – to ona. Ale oberwie za to, że coś takiego mi podłożyła. Przecież taki niby list mógłby być naszpikowany czymś co mnie zabije. Co ja mam z nią za utrapienie. Ile będę ją jeszcze karał zanim się nauczy?
Otworzył kopertę i wyjął liścik.
„Nie uciekłam, wrócę najpóźniej za dwa dni.”
- Miała chociaż tyle rozumu, żeby o niczym konkretnym nie pisać.
Powąchał kopertę jeszcze raz.
- Ładnie pachnie ta Ruda Mysz.

Michał
Wrócił do swojego mieszkania i z ulgą rzucił się na łóżko. Nie pamiętał kiedy tak ciężko pracował i tyle się ruszał. To nie było dla niego dobre. Wolał siedzieć i kierować innymi, ewentualnie siedzieć i obserwować.
- No, ale jak mus, to mus – zamknął oczy i już zapadał w drzemkę, kiedy poderwał się i sięgnął po telefon.
- Muszę ściągnąć ludzi. I zadzwonić do Marty. Ona też się przyda.

Ruda Mysz
Kiedy zrobiło się zupełnie ciemno wślizgnęła się na teren parku. Była cała ubrana na czarno, łącznie z głową. Żeby blask oczu nie był widziany, miała też na sobie okulary z noktowizorem. Po cichu zaczęła iść w stronę małego budynku. Mimo godziny dwudziestej nadal wchodzili tam i wychodzili stamtąd ludzie. Musiała się jakoś wślizgnąć. Na szczęście dla niej, nie oświetlono ganku, a i z wnętrza nie był żaden szczególny blask.
Podeszła pod drzwi i nikt jej nie zauważył. Wślizgnęła się do środka. Pomieszczenie nie było duże i posiadało tylko jedne drzwi. Pośrodku Sali stał sześcian, a w nim winda. Ruda Mysz musiał się zaczaić i pozostać niezauważoną, ale pani Marta tyle razy ja szkoliła, że robiła wszystko jak trzeba niemal odruchowo. Winda otworzyła się i wyszedł z niej mężczyzna w garniturze. Wskoczyła do środka. Mężczyzna czując pęd powietrza odwrócił się, ale nikogo nie zauważył. Drzwi zamknęły się, a dziewczyna zeskoczyła na ziemię. Wiedziała, że  nie jest tu bezpieczna. Winda póki co stała w miejscu, ale z pewnością zaraz ktoś ją ściągnie w dół. Popatrzyła po suficie. Nawet szpary, któryby naprowadziła ją na klapkę wychodzącą na zewnątrz.
- W każdym filmie taka jest, czyżby tutaj był wyjątek?
Winda ruszyła w dół. Ruda Mysz spanikowała. Stała w oświetlonej windzie i nagle zdała sobie sprawę z tego, że w każdej są kamery i na pewno ją już namierzyli.
Nie pomyliła się. Kiedy urządzenie się zatrzymało, do środka weszło dwóch dryblasów z bronią i rozejrzało się uważnie. Jeden z nich podskoczył i otworzył klapkę na zewnątrz. Drugi go podsadził i wyjrzał na zewnątrz
- Czysto – orzekł – to musiało być jakieś przewidzenie.
Ruda Mysz była mała i zanim weszli wcisnęła się w kucki w kąt. Zeszła również z pola widzenia kamery. A kiedy jeden dryblas podsadzał drugiego ona szybko wymknęła się na zewnątrz i od razu ukryła za doniczką z wielkim kwiatem.
Kiedy zamieszanie minęło i na korytarzu już nikogo nie było. Szybko odtworzyła w pamięci plan budynku i szybów wentylacyjnych. Bez wahania znalazła jeden z nich i odkręciła śruby. Wślizgnęła się do środka i z powrotem ulokowała kratkę na miejscu. Po czym powoli zaczęła pełznąć na brzuchu w stronę celu. Tymczasem, ochrona ponownie obejrzała nagranie i okazało się, że jednak ktoś w windzie był, ale widać było tylko kawałek pleców.
- Pewnie ktoś z naszych, tylko stanął blisko ściany.
- Pewnie tak, ale po co tam tak stał i stał? – zastanawiał się jeden z ochroniarzy.
- Pewnie sprawdzał godzinę w telefonie.
Zadowoleni ze swoich wytłumaczeń wrócili, do swoich zajęć.
Gdyby tylko im się chciało zatrzymać film na jednej setnej sekundzie, uchwyciliby zamaskowaną twarz z goglami na oczach. Ale gołym okiem nie dało się tego złapać, musieliby oglądać film klatka po klatce, a tego im się nie chciało robić.
Tymczasem Ruda Mysz cicho zbliżała się do pokoju z planami. Szyb wentylacyjny wychodził akurat pod sufitem, także miała widok na cały pokój.
Wewnątrz pomieszczenia było całkiem ciemno, ale wiedziała, że są tam kamery, które działają również na podczerwień. Musiała je jakoś obejść. Pamiętała, że istnieją pod dwiema kamerami będzie niewidoczna. Musiała zeskoczyć dokładnie pod jedną z nich. Sprawdziła kratkę od szybu. Nie była przyczepiona na śrubki, a zwyczajnie wciśnięta w środek. Pomału wypchnęła ją, ale nie pozwoliła jej upaść na podłogę tylko zgięła ją mocno i pociągnęła w głąb szybu. Wyciągnęła linę i na specjalne przyssawki przyczepiła ją do ściany. Szybko ześlizgnęła się na dół i wskoczyła w pierwszy martwy punkt. Miała nadzieję, że czarny strój maskował ją wystarczająco żeby obserwujący pomieszczenie nie uchwycili ruchu. Rozejrzała się. Na stole leżało mnóstwo planów, zwiniętych w rulony i poukładanych w rzędach.
- No pięknie i jak ja znajdę ten właściwy? – spytała samą siebie, ale najpierw musiała uporać się z kamerami.
Szybko podskoczyła i podłączyła małe urządzenie, które łączyło się z wizjerem i pokazywało wszystko, ale nie istoty stałocieplne. Ignorowały je. To był jeden z wynalazków Patryka, który dotąd był uważany za niepotrzebny. Ruda Mysz nie wiedziała, czy zadziałają, bo dosyć długo leżały w magazynie. Przeskoczyła w kolejny martwy punkt i tutaj podłączyła małe ustrojstwo.
Wyszła na środek pokoju. Ściągnęła gogle i włączyła latarkę. Wyjęła kartę z kieszeni i jeszcze raz przeczytała numer projektu machiny oblężniczej.
Szybko przeszukała papiery na stole i znalazła właściwy. Złożyła go na jak najmniejszy kwadrat i wsadziła pod kurtkę. Z ukrytej kieszeni na plecach kurtki wyciągnęła fałszywkę i położyła na stół. Rozejrzała się po pomieszczeniu i uznała, że wszystko wygląda na nienaruszone.
Zebrała urządzenia Patryka i po chwili czołgała się do wyjścia. Po drodze odkryła, że jeden z szybów wentylacyjnych prowadzi na powierzchnie.  Uznała to za bezpieczniejsze rozwiązanie niż ponowne ryzykowanie z windą. Droga była mozolna, bo praktycznie cały czas poruszała się w pionie. Na szczęście udało jej się wydostać na zewnątrz jeszcze przed wschodem słońca.
Po cichu opuściła park.
Kiedy trzy godziny później wsiadła do PKS-u wiozącego ją do Pana, jej pewność siebie znikła, a lęk o przyszłość powrócił.

Celina
- Kochanie, czy możesz wyjść do tego kretyna i powiedzieć mu żeby przestał się wydzierać – powiedział ojciec, zaglądając do jej pokoju.
- Nie – odparła jego córka.
- Stoi przed bramą i od dwóch godzin krzyczy.
- Poszczuj go psami – poradziła.
- To niehumanitarne – Olaf uśmiechnął się pod nosem – myślałem, że mam tylko jedną córkę bez serca, a tutaj proszę, moja Celinka dorasta i nie zdziwię się, jak pójdzie w ślady starszej siostry.
- Nie chciałbyś tego – powiedziała śmiesznie marszcząc nosek.
- Oczywiście, że nie, walka to nie jest zajęcie dla kobiet. Cieszę się, że chociaż  ty to rozumiesz.
- Wolę spokojne życie.
- Ja też i dlatego proszę żebyś wyszła do niego i go pogoniła.
Celina westchnęła głośno i powiedziała.
- Mogę wziąć granat?
- Nie – zaśmiał się ojciec.
Wyszła przed dom i wolnym krokiem ruszyła w stronę bramy. Tam stał Filip, który jak ją zauważył przestał się wydzierać i spokojnie czekał aż podejdzie.
Wyglądał marnie. Miał posiniaczoną twarz, przypalone włosy i ubranie w nieładzie. Zauważyła jego samochód zaparkowany na poboczu i aż się uśmiechnęła. Był zdezelowany.
- Czego chcesz zdrajco? – zapytała bez zbędnych powitań.
- Celina zlituj się, to nie było aż tak ważne, żeby się teraz mścić.
- Jeżeli przyszedłeś tu skomleć, to wybacz, ale mam ciekawsze rzeczy do zrobienia – odwróciła się na pięcie i zaczęła odchodzić.
- Wczoraj ktoś wpuścił do mojego mieszkania śmierdzący gaz, omal się nie udusiłem, później przyszła do mnie paczka, która wybuchła, jak tylko ją otworzyłem. Nie było to nic groźnego, ale do końca dnia oczy mi łzawiły. Dzisiaj w samochodzie eksplodowała kierownica i urwało się koło. Proszę odwołaj ludzi, już mnie ukarałaś.
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę i powiedziała.
- Nie wiem o czym mówisz, to nie moja sprawka. Może nie tylko mnie się naraziłeś?
- Proszę.
- Wyjedź z Czerwonoziemu, tylko wtedy dam ci spokój – syknęła – zdrajco.
I odeszła. Mężczyzna wiedział już, że nie ma czego tu szukać.
Za to Celina, jak tylko przestąpiła próg domu rozpłakała się ze złości, że dała się tak wykiwać.




Dario
Nosiło go, jak nigdy. Zastój w walkach wpływał negatywnie na jego humor i zachowanie. Od tygodnia głównie pił i bawił się po klubach, jakby tym chciał przyspieszyć czas końca rozejmu.
Nie za bardzo wiedział, co w tym czasie robił, bo w zasadzie nie trzeźwiał. Dopiero kiedy zabrakło mu sił z powodu przepicia, ocknął się i zastanowił nad sobą. Przecież nie mógł się tak zachowywać. Przecież nie powinien się nudzić, więc czemu tak postępował. Miał ludzi, miał treningi, przeglądy i mnóstwo zaległych spraw związanych z prowadzeniem obrzeży.
Poza tym obiecał podwyżki i urlopy, a póki co wszyscy siedzieli mu na głowie czekając aż wyjdzie z marazmu.
- Dobrze, do roboty – sapnął niewyspany i ziewnął. Po pięciu minutach spał z głową opartą o biurko.

Patryk i Małgorzata
Nie wiedział kiedy się przebrała, bo przecież umówili się zaraz po pracy, ale wyglądała pięknie. Miała na sobie zieloną sukienkę do kolan i zły szal. Włosy kaskadami loków spadały jej na ramiona i plecy. I ten uśmiech i te dołeczki. Patryk się rozpływał.
- Pięknie wyglądasz – wydukał oszołomiony.
- Dziękuję – uśmiechnęła się jeszcze szerzej, a chłopakowi zadrżały kolana.
Obwiał się, że jak się szybko nie weźmie w garść, to narobi głupot.
- Zamówiłem nam stolik w Lordzie, może być? – zapytał.
Gosia lekko się speszyła. To była najlepsza restauracja w mieście, tam spotykali się najbogatsi i najbardziej znani ludzie w Czerwonoziemiu. Patryk zobaczył jej niepewną minę.
- Czy coś nie tak? Nie chcesz tam iść? W takim razie odwołam rezerwację i pójdziemy gdzieś indziej?
- Nie, nie – zająknęła się – bardzo mi twój wybór pasuje, ale to dla mnie chyba za wysokie progi. Wiesz, ja jestem prostą dziewczyną i mam na sobie tanie ubranie i…
Wziął ją za rękę, zaczerwieniła się lekko.
- Spokojnie, tam nie gryzą. Poza tym zdziwisz się, jak bogacze potrafią tam przyjść ubrani. Nie martw się, nie będziemy się wyróżniać.
I rzeczywiście. Najbardziej snobistyczna knajpa w Czerwińsku nie wymagała od swoich klientów eleganckiego ubioru. Można tam było spotkać mężczyznę w drogim garniturze, ale i kobietę w dżinsach.
- Widzisz? – uśmiechnął się – pasujemy tutaj.
Chciała powiedzieć, że to raczej on tu pasuje. W końcu jest bogaty i może mieć w nosie konwenanse. Ale ona czuła się tak, jakby do jej sukienki była doczepiona metka – taniocha. Ale nic nie powiedziała, bo mężczyzna był tak podekscytowany, że ją tutaj przyprowadził, że nie chciała mu psuć humoru.
Kiedy usiedli przy stoliku, jej obawy tym razem skierowały się w stronę menu. Bała się, że będą tam tylko jakieś wyszukane potrawy o dziwnych nazwach.
Na szczęście wszystko było jasne i przejrzyste.
- Czemu w moim menu nie ma cen? – zapytała.
Patryk uśmiechnął się szeroko.
- Bo to ja cię zaprosiłem na kolację, więc ja płacę. Ty po prostu zamów co chcesz i o nic się nie martw.
- A jak zamówię coś strasznie drogiego.
Patryk wzruszył ramionami.
- To zamówisz – uśmiechnął się i dodał – Małgosiu po prostu masz się dobrze bawić.
Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się czy nie uciec i nie zrezygnować z Patryka. Kiedy byli w pracy, a on w fartuchu laboratoryjnym, nie myślała o tym, że on jest bardzo bogaty, bo nie było tego po nim widać. Bywał roztargniony, zamyślony, czasami lekko zabrudzony od pracy, co robiło z niego zwykłego człowieka. Ale teraz,  siedząc z nim w najdroższej restauracji w mieście, kiedy wyglądał po prostu dobrze,  a z jego twarzy znikła niepewność, czuła się zakłopotana.
- Widzę, że nie podoba ci się to miejsce – stwierdził.
- Nie, to nie… – zaoponowała, ale jej przerwał.
- Idziemy stąd – wstał i pociągnął ją za rękę.
Nawet nie zaprotestowała.
Wyszli na zewnątrz i chłopak rozejrzał się po ulicy. W końcu uśmiechnął się usatysfakcjonowany. Pociągnął wciąż oszołomioną jego zachowaniem dziewczynę za sobą. Przeszli kilkadziesiąt metrów i stanęli pod inną restauracją.
- Zapraszam – wskazał drzwi.
Małgosia odetchnęła. Było to normalne miejsce, dla normalnych ludzi.
Kiedy zajęli stolik i złożyli zamówienie, Małgosia odezwała się do niego po raz pierwszy od dziesięciu minut.
- Przepraszam cię, ale tam czułam się nieswojo… - znowu jej przerwał.
- Nie masz za co mnie przepraszać, chcę tylko żebyś się dobrze czuła i bawiła. A skoro, tamto miejsce ci nie pasowało, to w imię czego mieliśmy tam zostawać.
Uśmiechnął się szeroko.
- Dziękuję – powiedziała, a oczy zaświeciły jej tajemniczym blaskiem.
Patryk wiedział już, że wpadł, jak śliwka w kompot.

Ruda Mysz i Adam
Kiedy tylko pojawiła się w drzwiach zamku, jeden z żołnierzy Pana podszedł do niej i powiedział, że ma się zgłosić do sztabu.
Oczywiście głos mężczyzny nie wyrażał żadnych emocji, więc nie wiedziała czego może się spodziewać po spotkaniu z Adamem.
Niepewnie zapukała do drzwi.
- Wejść! – usłyszała krótki rozkaz.
W tym pomieszczeniu była po raz pierwszy.  Pokój nie miał okien, a na ścianach wisiały mapy, wykresy i różne dane potrzebne do przeprowadzania operacji wojskowych na terenach obrzeży. Pośrodku stał duży stół. Na którym leżały trzy laptopy i walało się mnóstwo papierów.
Wokół niego było ustawionych kilka krzeseł, które zajmowali Adam i jego zaufani oficerowie.
- A, to ty – powiedział Pan jak zwykle zimnym głosem, od którego trzęsły jej się nogi.
- Panie – skłoniła się.
Jeden z oficerów parsknął.
- Jakbyś był jakimś królem – śmiał się.
- Nie mogę jej tego oduczyć – przyznał się Adam i zwrócił się do dziewczyny – mów do mnie proszę pana lub szefie, a nie panie. Nie jestem władcą absolutnym.
- Dobrze Panie – wyjąkała nie wiedząc czemu mężczyźni się z niej śmieją.
- Widzicie? Nic nie mogę na to poradzić – po czym zwrócił się do niej ponownie przybierając zimny ton wypowiedzi – zadanie wykonane?
- Tak – powiedziała potulnie.
- Daj mi to – wyciągnął rękę.
Podała mu plecak.
- Możesz iść. Zapłatę dostaniesz później – kiedy wychodziła, powiedział jeszcze – zjedz coś i wypocznij, bo jutro wyruszasz ze mną na kilkudniową wyprawę.
- Dobrze, Panie.
Ruda Mysz czuła, że to nie wszystko, co od niej chciał. Był o coś na nią zły, widziała, jak na nią patrzył.
- Co ja znowu zrobiłam?
Ale udało jej się dotrzeć do swojej klitki bez płaczu. Dopiero, jak zamknęła za sobą drzwi pozwoliła sobie na łzy.
Wieczorem leżała w łóżku i usiłowała zasnąć, kiedy Adam wszedł do niej do pokoju. Od razu usiadła i podciągnęła kołdrę po samą szyję.
Znowu źle – pomyślał i popatrzył na nią wymownie. Zrozumiała aluzję. Wyskoczyła z łóżka i stanęła przed nim ze spuszczoną głową.
Adam był zdziwiony widząc u niej koszulę nocną w kwiatki. Spodziewał się raczej czegoś bardziej zwiewnego lub kusej piżamy.
- Masz tutaj zapłatę – położył wypchaną kopertę na stole – sporo tego jest, lepiej żebyś zaniosła to do banku.
- Dobrze Panie – powiedziała cicho.
- Czy zadanie było trudne?
- Tak, Panie.
- Ale ci się udało.
- Tak, Panie.
- Ale jest jedna rzecz, z której jestem bardzo niezadowolony.
Widział jak zadrżała i napięła się w oczekiwaniu na cios. Dzięki Marcie wiedział, czemu dziewczyna tak się zachowuje, ale jednocześnie wkurzał się, bo jak na razie nie podniósł na nią ręki i nawet nie miał takiego zamiaru.
- Tak, Panie – usłyszał jej szept.
- Nie powinnaś zostawiać dla mnie listów w pokoju. Nie wiesz, że jest zakaz dawania mi czegokolwiek do moich apartamentów, chyba że sam o coś poproszę?
Pokręciła przecząco głową.
- Nie wiedziałam Panie.
- Nie? – zdziwił się – Ela ci nie mówiła, ani twoja nowa trenerka?
- Nie, Panie – odparła łkając.
- Nie kłamiesz?
- Nie, Panie.
- Przestań się mazać, to nie twoja wina. Następnym razem zostaw mi wiadomość u siebie na stole. Przecież szukając cię, bym tutaj zajrzał.
- Dobrze, Panie.
To było wszystko, co miał jej do powiedzenia, ale jakoś nie śpieszył się z wyjściem. Czuł się trochę podle. Dziewczyna odwaliła kawał dobrej roboty, a on robił jej awanturę za rzecz, o której nie wiedziała.
- Postaraj się nie robić już więcej gaf, bo naprawdę zacznę cię karać.
- Dobrze, Panie – rozpłakała się na całego.
- Co ja ci takiego robię, że tak ryczysz!? – krzyknął wkurzony. Przecież mówił do niej tonem żartobliwym, a ona wpadała w coraz większą rozpacz. Nie mógł wiedzieć, że ona nie rozróżniała jego głosu, dla niej każde zdanie było wypowiadane ostrym, rozkazującym tonem.
Nie odpowiedziała.
- Masz być na jutro gotowa. Ruszamy o szóstej rano. Nie spóźnij się – wyszedł nie czekając, aż się z nim pożegna.
Nie był z siebie zadowolony, miał zupełnie co innego jej powiedzieć. Coś w stylu, że jest z niej dumny i że spisała się na medal. Ale wyszło jak zwykle. Jej łzy działały na niego, jak działały.

Mario
Organizacja na przyłączonych terenach dobiegła końca. Nowi obywatele poinstruowani o zasadach, ich życie potoczyło się według codzienności.
Mario, mimo, że był zadowolony z roboty jaką wykonali jego ludzie, nie mógł spocząć na laurach i po krótkim urlopie musiał zasiąść do pracy i zająć się werbowaniem nowych ludzi do obrony obrzeży, a także nowych żołnierzy do jego osobistej gwardii. I o ile pierwszą część zadania mógł zlecić innym, to osoby, które miał widywać na co dzień musiały mu przypasować. Dlatego pojawił się w swoim sztabie i najpierw przejrzał akta osób, które się zgłosiły.
Byli to standardowo niewolnicy, służba i kilkunastu nowych obywateli.
- Ponad dwustu ludzi – mruknął i rzucił papiery na biurko – nie będę tego wszystkiego czytać.
Zawołał swojego zaufanego oficera i zlecił test na inteligencję dla kandydatów.
Oficer zdziwił się, bo nie ta cecha była najważniejsza przy werbunku. Zazwyczaj brano pod uwagę wytrzymałość fizyczną i umiejętność powstrzymywania się od głupich pytań.
- Szefie, werbuje pan urzędników? – zapytał udając zdziwionego.
- Nie, żołnierzy, a co? – Mario spojrzał na niego zdziwiony – coś nie tak?
- No, nie, ale…
- Zatem wykonaj rozkaz.
Oficer wyszedł i od razu wydał dyspozycje.

kolejny odcinek 01 października

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wycieczka do Berlina, Poczdamu i nie tylko cz.2

Jeśli będę sławna proszę, nie cytujcie mnie

Studniówka