Szukając połówki pomarańczy - opowiadanie 2013 rok odc.2


Zaskoczył mnie. Jak na kilka dni spotykania się, był zazdrosny niczym zakochany nastolatek. Nie powiem, było mi nawet przyjemnie i czułam się szczęśliwa, że Leszek tak o mnie zabiega. Szybko wspięłam się na palce i czule go pocałowałam. To wywołało błysk w jego oku.
- To do wieczora – mruknął, ale tak, że aż zatrzepotało mi serce.
Do domu dotarłam jak na skrzydłach. Ten jego ton zawierał obietnicę, a ja chociaż raz postanowiłam być trochę nieporządna.
Bo jeśli nie na czwartej randce, to kiedy?
Nie pamiętam, czy kiedykolwiek tak dokładnie się przygotowywałam na spotkanie z facetem. Ale wiedziałam, że dzisiaj coś się wydarzy, musiałam wyglądać perfekcyjnie.
Umówiliśmy się przy kinie w jednym z centrów handlowych. Szłam sobie na to spotkanie w radosnym uniesieniu i zastanawiałam się, czy kino jest nam dzisiaj do czegokolwiek potrzebne. Bo dla mnie byłoby bezsensowną stratą czasu i tak nic bym nie zapamiętała z filmu.
Zanim dotarłam na miejsce usłyszałam głośną rozmowę telefoniczną. Spojrzałam na tę osobę, która niemalże krzyczała do słuchawki. Tyłem do mnie stał Leszek i z kimś żywiołowo rozmawiał.
Już miałam do niego podejść, ale usłyszałam jak mówi:
- Taaa, umówiłem się z nią – ten ton nie przypominał przyjaznego na co dzień głosu chłopaka. Był oschły i nieprzyjemny.
- Daj spokój, żałuję naszego pomysłu – mówił, po chwilach przerwy dopowiadał – wiem, że chcecie się pozbyć tej hetery, ale to ja się męczę.
Chwila ciszy.
- Ile? 3 miesiące, zwariowałaś? Nie wytrzymam, zwłaszcza, że nie wygląda na taką, co szybko daje.
Po chwili ciszy, znowu:
- No dobrze, może da mi wcześniej. Ale na bank będzie sztywna i bierna.  Takie jak ona nie potrzebują orgazmu. Pewnie przekalkuluje sobie wszystko w tej swojej przemądrzałej głowie i przyśle na piśmie – nabijał się – z resztą, skąd wiesz, że odejdzie z pracy jak ją rzucę?
Nastąpiła dłuższa przerwa.
- Honor?! Jaki honor – po chwili zakończył – dobra Elka, kończę, bo ona zaraz tu będzie. Życz mi powodzenia z tym zimnym cyborgiem.
Wyłączył telefon, skręcił za róg i poszedł w nasze umówione miejsce. A mnie wbiło w ziemię i nie odczuwałam żadnych emocji, byłam pusta.
Po kilku chwilach zawróciłam do domu. Nie chciałam przed nim stawać, bo bardzo szybko by odkrył,  że jak na sztywniarę, potrafię wpaść w niezłą histerię, a takiego publicznego upokorzenia chyba bym nie przeżyła.
Wyłączyłam komórkę i nie miałam zamiaru kontaktować się z nikim przez cały weekend. A czas wolny poświęciłam na odbudowę swoich zrujnowanych nadziei i na poniedziałkową konfrontację z tym łajdakiem.
Zanim pojechałam do pracy włączyłam komórkę ciekawa, czy się do  mnie dobijał i martwił, czy u mnie wszystko ok. Były trzy połączenia, z piątku, w pięciominutowych odstępach.
- Świnia – pomyślałam, mógł chociaż w sobotę próbować sprawdzić, czy żyję.
Pierwsze co zrobiłam, to zabrałam się do porządkowania bieżących spraw i formalności. Po tych uspokajających czynnościach wybrałam się do pokoju, gdzie przebywało troje moich podwładnych. Drzwi były lekko uchylone, a stamtąd dochodził głos Leszka. Przystanęłam i słuchałam.
- Głupia cipa.  Nie przyszła – był rozdrażniony.
- Trzeba było dzwonić – piekliła się Elżbieta Nowak, osoba, która była wciekła, że to ja, a nie ona awansowała na kierownika działu. I robiła wszystko żeby mnie wygryźć.
- Dzwoniłem, nie odbierała – kontynuowali rozmowę.
- Może coś jej się stało? Nie pomyślałeś o tym? – powiedziała, jak na nią całkiem rozsądnie.
Nie odpowiedział, ale oczyma wyobraźni widziałam, jak wzrusza ramionami.
- Głupek – syknęła kobieta – nie po to cię tu ściągnęłam żebyś teraz dał plamę. A być może ona leży w szpitalu.
- Nie interesuje mnie to – cedził – żadna baba nie będzie mnie wystawiać do wiatru.
Usłyszałam dość i zdecydowanym krokiem weszłam do pokoju. Od razu zauważyłam, że brakuje jeszcze dwóch pracowników, a było już po 9 00.
Przy biurku Elżbiety stał Leszek. Gdy tylko zobaczyli mój wyraz twarzy, wiedzieli, że wszystko się wydało.
Mężczyzna nawet się nie speszył, bezczelnie patrzył mi w oczy. Ela usiłowała coś tłumaczyć. Ucięłam jej wywód machnięciem ręki.
- Najpierw ty – zwróciłam się do Leszka – nie wiem, czy wchodząc w ten układ zdawałeś sobie sprawę, że hetery są mściwe. Na twoim miejscu uważałabym na każde potknięcie, bo będę cię obserwować. Tymczasem zaliczyłeś pierwszą niesubordynację. Jest 9 25, nie powinno cię tu być. To nie przerwa obiadowa. Proszę wracać do pracy.
Chciał coś powiedzieć.
- Właśnie wydałam panu polecenie służbowe.
- Wypchaj się głupia pizdo – wyszedł trzaskając drzwiami.
Nie drgnął mi na twarzy żaden mięsień. Spojrzałam na Elżbietę, ta skuliła się pod moim wzrokiem.
- Jeszcze dzisiaj znajdzie się na moim biurku pani teczka, przyjrzę się jej bardzo dokładnie i zastanowię co z panią zrobić.
- Pani Doroto… – zaczęła.
- Proszę nic nie mówić – przerwałam jej – proszę wziąć się za pracę.
- Chciałam…
- Proszę się nie trudzić, bo jest za późno na jakiekolwiek słowa. Do tej pory ceniłam panią jako dobrego fachowca, ale w tej chwili spadła pani w moich oczach do zera.
Stałam już przy drzwiach i powiedziałam jeszcze:
- Kiedy pojawi się pan Eryk i pani Basia, proszę ich do mnie przysłać.
Wyszłam i stwierdziłam, że chyba jeszcze starczy mi sił i uda mi się nie stracić twarzy aż dojdę do swojego gabinetu.
Ruszyłam do przodu, a każdy krok ważył tonę. W mojej głowie myśli  gotowały mi mózg. A ja skoncentrowałam się na drzwiach swojego biura, za nimi będę mogła sobie pozwolić na płacz. Ale muszę jeszcze zrobić 10 kroków.
- Dorota – usłyszałam głos szefa – chodź ze mną do mojego gabinetu.
Nie! Nie teraz! – krzyczałam w myślach.
- Już? – wydukałam.
- Tak, musimy porozmawiać.
- Dobrze Robercie, już idę – mruknęłam.
- Coś się stało? – spytał. A ja musiałam zebrać całą siłę, żeby nie rzucić się mu na szyję i nie rozpłakać.
- Nie, nic, głowa mnie boli, tylko tyle.
Szłam za nim i usiłowałam myśleć o czymś innym niż Leszek i spisek.
W firmie Roberta Bonieckiego znalazłam się jeszcze na studiach, chociaż wcale tego nie chciałam i nawet wtedy nie szukałam żadnej pracy. Facet dopiero co rozkręcił interes, miał pierwsze większe pieniądze i bawił się upojony sukcesem. Ja studiowałam jeszcze grafikę i reklamę i marzyłam, że po skończeniu studiów otworzę własną agencję. Spotykając Roberta postanowiłam dowiedzieć się od niego, jak najwięcej o prowadzeniu i działalności firm na polskim rynku.
A poznałam go w wakacje na wczasach, w dyskotece, kiedy podrywał moją koleżankę z roku. Czas dosyć dziwny i ulotny, podczas którego człowiek obiecuje sobie wiele, wiedząc, że i tak niczego nie spełni. Nawet do głowy by mi wtedy nie przyszło, że nasze przypadkowe spotkanie przerodzi się we współpracę i przyjaźń. Zwłaszcza, że to nie ja byłam jego obiektem zainteresowania. A mnie on też nie przypadł do gustu, był dla mnie 32 letnim staruchem udającym małolata. Mnie bardziej odpowiadali studenci i z jednym takim byłam wtedy na krótko związana. Akurat na czas wyjazdu i wakacji. Jak na mnie to i tak długo, ale może wtedy nie byłam jeszcze sztywną heterą?
Siedzieliśmy wtedy w jakiejś tawernie i Robert pijany jak bela opowiadał mi, jakim to jest fachowcem, że ma szmal i że nikt mu nie podskoczy.
Tego wieczora śmiałam się z tego myśląc, że gada tak bo jest pijany.
Ale przez następne 2 dni wysłuchiwałam wciąż tej samej śpiewki. W końcu nie wytrzymałam.
- A pomyślałeś, co zrobisz jak nadejdzie kryzys, a ty nie będziesz miał zleceń, przez co nie będziesz miał tej swojej ukochanej mamony? – patrzył na mnie zbaraniały – Nie pomyślałeś – zaśmiałam się – masz plan na dziś, a na jutro? Za 10 lat? Popatrz, poczytaj ilu ludzi splajtowało przez to, że uwierzyło, że będzie im wiecznie sprzyjać szczęście. Pierwsza porażka taka, jak utrata towaru na kilkadziesiąt tysięcy, rozbity samochód lub obniżenie jakości wykonania i po tobie. Zabezpieczasz się na złe czasy? Myślałam, że poznając cię czegoś się nauczę, ale widzę, że jesteś, jak wielu dorobkiewiczów, zadufanym w sobie dupkiem.
Zrobił się czerwony na twarzy i nawtykał mi od małych idiotek. Nie mógł znieść, że ktoś zwątpił w jego nieomylność.
Do końca wyjazdu boczył się na mnie, przez co naraziłam się mojej koleżance, ale jakoś to przeżyłam.
Prawdziwym zaskoczeniem było dla mnie to, że dwa tygodnie po wakacjach zadzwonił do mnie.
- Skąd masz mój numer? – zdziwiłam się.
- Nie pamiętasz, brałem go od ciebie,  w razie gdyby padła komórka twojej koleżanki – powiedział.
Zaległa między nami cisza, w końcu on powiedział całkiem poważnie.
- Przemyślałem sobie na spokojnie twoje słowa i muszę ci przyznać rację. Czy zechcesz się ze mną spotkać na rozmowę?
- A po co? – burknęłam.
- To nie na telefon. Tylko jedna rozmowa, zniesiesz tyle?
Zgodziłam się, no i już na drugi dzień pracowałam u niego na stanowisku administratora. Po 3 latach awansowałam na kierownika działu reklamy i wizerunku firmy i tu tkwiłam aż do dzisiaj. Z szefem po pierwszych niesnaskach polubiliśmy się i zaczęliśmy przyjaźnić.
Weszliśmy do jego gabinetu, usiadłam na krześle naprzeciw biurka.
- Co chciałeś? – spytam.
- Porozmawiać o bardzo ważnej sprawie – nie pamiętam żeby kiedykolwiek był aż tak poważny. Dlatego szybko wypchnęłam z głowy moje problemy i skupiłam się na nim w stu procentach.
- Tak? Zaczęły się jakieś problemy? – pytałam zaniepokojona.
- Nie panikuj, nie jest jeszcze tak źle – ale nie poparł swoich słów uśmiechem – tylko dałem zbyt dużo swobody mojemu zastępcy.
- Panu Markowi? – zdziwiłam się – co on zrobił?
- Zapomniał, że to ja jestem właścicielem i zaczął sobie za dużo pozwalać
- Dlaczego mi o tym opowiadasz?
- Bo tylko tobie ufam.
- Jemu też ufasz.
- Ufałem – spojrzał na mnie smutno – z końcem miesiąca dostanie wypowiedzenie.
- Co?! – byłam zaskoczona – chyba nie nadużył władzy, a może nie był świadomy, wiesz zapomniał się trochę – broniłam sympatycznego pana Marka.
- Zaczął rządzić za moimi plecami, wydawać polecenia, których ja nigdy bym nie wydał. Mało tego, podpisywał dokumenty mówiąc, że ma upoważnienie. A ludzie nie mieli powodu żeby mu nie wierzyć, skoro zastępca szefa tak twierdzi, to znaczy, że tak jest.
- Ale do mnie nigdy nie przyszedł…
- Bo jesteś za mądra i przyjaźnisz się ze mną, jak to sobie wyobrażasz? Wpadł by od razu.
- Masz rację – skrzywiłam się.
- I co dalej? Będziesz szukał następcy?
- Już znalazłem – tym razem uśmiechnął się szeroko – ty go zastąpisz.

Tego było już dla mnie za wiele. Za dużo jak na te kilka dni, za dużo jak na jedną osobę. Za dużo emocji, za dużo….

c.d.n.

Zdjęcie:
<a href="https://pl.freepik.com/darmowe-zdjecie/swieza-pomarancza-na-bialym-tle_21063982.htm#query=pomarancza&position=1&from_view=keyword&track=sph">Obraz autorstwa fabrikasimf</a> na Freepik

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Wycieczka do Berlina, Poczdamu i nie tylko cz.2

Jeśli będę sławna proszę, nie cytujcie mnie

Wypoczyn w Jastarni - lato 2024 cz.1